Zawsze wszystko sprowadza się do walki: my kontra oni. Na tym polega życie. Z tego powodu toczymy wojny. Każdego dnia podejmujemy decyzje, które mają na celu chronić naszych najbliższych, nawet jeśli to oznacza cierpienie dla innych. (...) My kontra oni. Wszyscy tak robimy.
Widzimy płoty ze sztachet, ładne fasady domów, dwoje uśmiechniętych rodziców, zdrowe rodzeństwo, ale nie wiemy, co się za tym kryje, nie mamy pojęcia o rozgrywających się za zamkniętymi drzwiami dramatach, gniewie i przemocy,zniweczonych marzeniach i wygórowanych oczekiwaniach.
Profesor pokręcił głową i rzekł: "Nie, najstraszniejszym dźwiękiem, kiedy jesteś sam w ciemnym domu, wiesz, że nie ma w nim nikogo, wiesz, że nie tylko nie ma nikogo w domu, ale także w promieniu wielu kilometrów, a wtedy, nagle, na piętrze, słyszysz odgłos wody spuszczanej w toalecie".
Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Nauczyłem się w bolesny sposób, że nasz świat nie rozpada się powoli. Nie sypie się stopniowo ani nie kruszy na malutkie kawałki. Może zostać zniszczony w mgnieniu oka.
Nie ma góry bez dołu, lewej strony bez prawej - i nie można przeżyć dobrych chwil, nie spodziewając się złych.
[...] a kiedy tak się dzieje, kiedy mężczyzna będący na dnie upada jeszcze niżej, może wtedy zrobić tylko jedno. Upić się.
Chcę dodać mu w jakiś sposób otuchy, ale wiem, że to jedna z tych chwil, gdy słowa są jak wyrostek robaczkowy - zbędne albo przysparzające cierpienia. Dlatego milczę.
Większość kulturalnych heteroseksualnych mężczyzn dobrze opanowała sztukę rzucania okiem na skąpo odziane modelki tak, żeby się nie zdradzić, że interesują ich ostre, powiększone zdjęcia Stephanie i Frederique w boskich stanikach miracle. Myron, który zrobił oczywiście to samo, pomyślał po chwili: po co udawać? Zatrzymał się, wyprostował ramiona i wpatrzył się pożądliwie w wystawę. Szczerość. Ją również powinny szanować kobiety w mężczyznach, no nie?
Myron spostrzegł za plecami dwóch mężczyzn w garniturach i okularach przeciwsłonecznych, którzy odrobinę za gorliwie oglądali szampony owocowe na wystawie Garden Botanica. Dwóch w garniturach i ciemnych okularach. To ci dopiero zbieg okoliczności! - Śledzą mnie w środku. - poinformował. - Jeśli przyłapią cię z damską bielizną, nakłam, że to dla żony. - poradził Win.
- [...] Ma Pan paszport? - Paszport? Na Manhattanie? - Tak, proszę pana. Dla potrzeb identyfikacji. - Nie mam. A poza tym jest w nim fatalne zdjęcie. Nie oddaje promiennego błękitu moich oczu.
- Nie wypiłbyś ze mną kielicha? - zaproponował. - Wiem, że to dziś nie w modzie, Myron, ale jestem stuprocentowym hetero. - Potrafię to zmienić. - Wątpię kolego. - Kilka moich znajomych też zaczynało jako hetero. Ale po jednej randzce ze mną rach-ciach zmieniły orinetację.
Ludzie są nade wszytsko samolubami. Bronią siebie. Tak każe im instynkt samozachowawczy. Nie chcą być męczennikami. Chodzi im tylko o jedno: ocalenie skóry.
- A zresztą. - Machnęła ręką. - Może masz rację. Myron położył dłonie na biurku, wygiął grzbiet, spojrzał w lewo, w prawo, w górę i w dół. - Co z tobą?- spytała. - Przyznałaś mi rację. Czekam na koniec świata.
- Win jest stanowczo za tym, żebym milczał. Prychnęła. - To do niego podobne! - Doradza mi z serca. - Tak jakby je miał.