Strona numer 22
Rozumiem jednak zawsze, że prawdziwym
Jądrem i źródłem tej jego choroby
Jest bezwzajemna miłość.
Czegoż bym się lękał?
To życie szpilki złamanej nie warte,
A dusza moja, jak on, nieśmiertelna.
Lecz co jest lichym, podłym, bez znaczenia
Miłość w dostojne i kształtne przemienia.
Miłość jak piorun w jego grzmi westchnieniach,
Jak błyskawica w jego oczach świeci.
Ach, jakże słodką jest miłość naprawdę,
Kiedy jej mara taką rozkosz sprawia!
Sprawiedliwość zwraca podaną przez nas czarę jadu do własnych naszych ust.
Teraz jesteś zerem bez cyfry. Jam teraz lepszy od ciebie; jestem błaznem, ty niczym.