Gdyby słyszeli, toby nie dostrzegli,
Gdyby dostrzegli, to się nie zlitują;
Lecz muszę prosić ich, choć nie uproszę.
Więc opowiadam boleść mą kamieniom,
A one, choć mnie nie mogą pocieszyć,
Są jednak lepsze niźli trybunowie:
Nie przerywają mojej opowieści,
A kiedy płaczę, u stóp mych pokornie
Łzy me zbierają i zdają się płakać
Wraz ze mną. Gdyby ubrać je dostojnie,
Rzym nigdy lepszych nie znajdzie trybunów.
Kamień jest miękki jak wosk; trybunowie
Są twardsi niźli kamienie. Milczący
Jest kamień, nigdy nie zelży nikogo;
Język trybunów karze ludzi śmiercią.
O ileż lepiej płakać z radości, niż znajdować radość w płaczu!