O Boże! Ja mógłbym zamknąć się w orzechowej łupinie i uważać się za króla nieskończonych przestrzeni, bylem tylko snów złych nie miewał.
A sny są dziećmi szalonego mózgu.
Sen, niewinny sen, który zwikłane węzły trosk rozplata, grzebie codzienne nędze; sen, tę kąpiel znużonej pracy, cierpiących serc balsam, odżywiciela natury, głównego posiłkodawcę na uczcie żywota.
Sen jest najposilniejszym składnikiem uczty życia.
Jesteśmy surowcem z którego sny się wyrabia, a życie to chwila jawy między dwoma snami.