Dobre imię, panie,
Czy dla mężczyzny, czy też dla kobiety
Klejnotem duszy jest najdroższym w świecie.
Bo kto mi kradnie kieskę - kradnie śmiecie,
Coś...Nic...dziś moje, jutro twoje, może
Tysiącom służyć.
Lecz kto mi wydrze moje dobre imię,
Grabi mnie z czegoś, co go nie wzbogaci,
Mnie za to czyni prawdziwym nędzarzem.
Ropuchą wolę być i żyć wyziewem
Lochu niż dzielić choćby cząstkę małą
Czegoś, co kocham, z innymi. Ta plaga
Spada na wielkich częściej niż na małych.
Nieunikniony los jak śmierć. Gdy tylko
Żyć zaczynamy, już ta zdrady plaga
Ciąży nad nami.
Bo gdyby mego serca rytm wewnętrzny
Zgodny był z całym moim zachowaniem -
Niechbym to serce nosił na rękawie
Na żer na kawek. Nie jestem, kim jestem.
O, niewidzialny duchu czający się w butelce wina - jeśli nie masz imienia nazwę cię demonem!
[akt II, scena III].
Lepiej już naużywać sobie ile wlezie i dać się za to powiesić, niż pójść się utopić, zanim się w ogóle zgrzeszyło.
[akt I, scena III].
W cnocie uroda duszy się zawiera.
[akt I, scena III].
Gdy wyśmiać kradzież stratni są złodzieje.
[akt I, scena III].
Wino to poczciwe i przyjazne stworzenie, jeśli obchodzić się z nim przyzwoicie.
[akt II, scena III].
Lepiej, gdy ktoś jest tym, kim się wydaje.
[akt III, scena III].
Brzydota i głupota - to nie żadne kłódki: w strzeżeniu cnoty mają udział dość malutki.
[akt II, scena I].
Mężczyzna z rogami - to nie mężczyzna, lecz bydlę, monstrum.
[akt IV, scena I].
Brzydkie domysły wepnij diabłu w gardziel.
[akt III, scena IV].
Więc odrzuciła tyle świetnych partii, zerwała z ojcem, wyrzekła się kraju i bliskich - żeby słyszeć, że jest kurwą? Nic tylko płakać!
[akt IV, scena II].
Gdyby mi z roli wypadało walczyć,
I bez suflera wiem, jak miecza dobyć.
A przecież godziny,
Co dla miłości stracone, mijają
Sto razy dłużej niźli na zegarze.