Jam twój niewolnik, cóż mi więc przystoi
jak czekać chwili twojego zachcenia?
Mój czas nic nie wart, chyba w służbie twojej
i tylko twego słuchać mi zlecenia.
Patrząc na zegar, jak się tarcza zmienia
Ni zwać gorzkimi rozstania gorycze,
Skoro raz słudze rzekłeś - do widzenia.
I myśli nie śmiem pytać się zazdrosnych,
Dokąd pójść mogłeś i co możesz czynić
Lecz dumam tylko, niewolnik żałosny
Jak tam, gdzie jesteś szczęśliwi są inni.
Tak wielkim błaznem miłość, że w twej woli,
Czyń, co zapragniesz, nic go nie zaboli.
Nie marmur, nie książęcych pomników złocenia -
Jeśli co wieczne przetrwa, to ten wiersz jedyny:
W nim będzie wciąż się jarzył blask twego istnienia,
Gdy głaz tablic obrosną Czasu pajęczyny.
Kocham, jestem kochany: kto te słowa powie,
Temu nie straszne losy, tyrani, wrogowie.
Miłość to nie igraszka Czasu: niech kwitnące
Róże wdzięków podcina sierpem zdrajca blady -
Miłości nie odmienią chwile, dni, miesiące:
Ona trwa - i trwać będzie, po sam skraj zagłady.
Jeśli się mylę, wszystko inne też mnie łudzi;
Że piszę to, że choć raz kochał któryś z ludzi.
Sonet 73
Oto już jesień i pora umierać,
pożółkłe liście wiatr strąca i miecie,
drżące gałęzie do naga obdziera,
chór, gdzie sto ptaków modliło się w lecie.
Ja jestem zmierzchem dnia, który się skłania
ku zachodowi i w ciemności brodzi.
Noc, siostra śmierci oczy mi przysłania
i wkrótce z całym światem mnie pogodzi.
A jeśli kochasz, choć prawdę dostrzegniesz,
kochasz tym bardziej, im rychlej odbiegniesz