Medytacja jest przygodą, największą z przygód, jaką może przeżyć człowiek. Medytacja to bycie, to nierobienie niczego - nie ma działania, nie ma myśli, nie ma emocji. Po prostu jesteś, a już samo to sprawia ci czystą rozkosz. Skąd pochodzi ów zachwyt, jeśli nie robisz nic konkretnego? Pochodzi znikąd lub zewsząd. Stan ten nie ma przyczyny, ponieważ jest czystą radością.
Ja również nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego bez powodu się cieszę. Po porostu tak właśnie jest. Taki rodzaj radości trwa nieprzerwanie. Bez względu na to, co właśnie się wydarza, wciąż jesteśmy radośni. Radość towarzyszy nam dzień po dniu, w młodości i w starości, za życia i w czasie śmierci. Zawsze jesteśmy wypełnieni radością. Kiedy odnajdziesz tę radość, która pomimo zmieniających się okoliczności zewnętrznych wciąż ci towarzyszy, oznacza to, że z pewnością zrobiłeś duży krok na drodze do stanu buddy.
Jeśli twoja radość została czymś wywołana, prędzej czy później zniknie, pozostawiając cię w głębokim smutku. Istnieje jednak również inny rodzaj radości, którą można rozpoznać po potwierdzającym ją znaku: po prostu nagle, bez żadnej przyczyny doświadczasz radości i mimo najszczerszych chęci nie jesteś w stanie powiedzieć dlaczego.
Obserwuj egzystencję - zaskoczy cię. Co mają te biedne drzewa? Ani konta w banku, ani domu, ani ubrania. I zobacz, jakie są radosne - patrz na ich kwiaty, poczuj ich zapach. Niczego nie mają; każde ma tylko siebie. Wy macie wiele, ale nie macie samych siebie.
Życie powinno być niebezpieczne - nie ma innej drogi. Jedynie przez niebezpieczeństwo osiąga się dojrzałość. Trzeba być poszukiwaczem przygód, gotowym zaryzykować to, co znane, na rzecz nieznanego. A gdy człowiek zasmakuje radość bycia wolnym i nieustraszonym, nie będzie tego nigdy żałować, ponieważ dopiero wtedy przekona się, czym jest pełne życie. Wtedy przekona się, co znaczy zapalenie pochodni życia jednocześnie na dwóch końcach. Choćby najkrótszy moment tej intensywności zadowala bardziej niż cała wieczność przeciętnego życia.