Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz cytaty

Remigiusz Mróz (ur. czwartek, 15 stycznia 1987) żyje już od 39 lat, 6 miesięcy i 26 dni

Remigiusz Bogusław Mróz - polski pisarz, autor powieści, prawnik; autor cyklu publicystycznego „Kurs pisania”[2], laureat Nagrody Czytelników Wielkiego Kalibru z 2016 za powieść pt. "Kasacja".

Książki Remigiusza Mroza:

Afekt Behawiorysta Chór zapomnianych głosów Czarna Madonna Deniwelacja Echo z otchłani Egzekucja Ekspozycja Ekstradycja Ekstremista Głosy z zaświatów Halny Hashtag Horyzont zdarzeń Iluzjonista Immunitet Inwigilacja Kasacja Kontratyp Listy zza grobu
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

Strona numer 31

Nie szukaj szczęścia tam gdzie je straciłaś.

Słyszałam, że z partnerami jest trochę tak jak z płatkami śniegu i moczem. (...) Po olaniu znikają. Tak jak ty teraz.

- (...) Ty dostajesz tylko sygnał, że masz spodziewać się nadciągającego gównosztormu.
- To się nazywa gównoburza, Chyłka.
- W moim słowniku nie - odparła czując, że zbliża się kolejna fala upierdliwych wzdęć. - Poza tym w tym przypadku to i tak niedomówienie. Powinniśmy mówić o gównotajfunie lub gównoorkanie.

Harujesz cały dzień, żeby mieć na wynajem mieszkania w samym centrum, w którym praktycznie nie przebywasz.

- Zordon! - uniosła się, w końcu sprawiając, że przestał zachowywać się jak poparzony. - Mam fajki. Mam też lorafen, na wszelki wypadek.
Spojrzał na nią z taką wdzięcznością, jakby naprawdę go potrzebował. Prawda była jednak taka, że nie miała ani jednej, ani drugiej rzeczy. Nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby je ze sobą wziąć.
- Zabrałam też trochę gandalfa białego od Kormaka - dodała ciszej.
Kordian zmrużył oczy.
- Ale zapomniałam pampersów.
Chyba dopiero teraz zorientował się co się dzieje.
- Mam tampony - dodała konspiracyjnie, podchodząc do niego bliżej. - Chcesz?
Przez moment walczył ze sobą, by się nie uśmiechnąć. Potem poddał się, a Chyłka przypieczętowała wymianę zdań ciosem w ramię.
- Prowadziłeś nie jedną i nie dwie sprawy, głąbie - powiedziała. - Nie musisz robić pod siebie.

- Wszystko okej?- odezwał się Langer.
- Nie. Jestem w Trzeciej Rzeszy w towarzystwie kolejnej inkarnacji Hitlera. Właściwie nie może być gorzej.

- Tak? - rozległ się głos w słuchawce.
- Wspomina pani każdą swoją kretyńską decyzję, czy jak?
Joannie odpowiedziało milczenie.
- Halo? - upomniała się o uwagę Chyłka.
- Tak, jestem... tylko nie bardzo rozumiem, co pani...
- Ja zazwyczaj tak spędzam te noce, kiedy nie mam spania. Mówię swojemu mózgowi: czas się wyciszyć i wyłączyć, a on odpowiada mi: hola señora, przeanalizuj najpierw każde potknięcie, które w życiu zaliczyłaś.
- Ależ... - Łucja na moment urwała i nabrała tchu. - Kim pani jest?
- Dla jednych zbawieniem, dla innych przekleństwem.

- Dosyć - uciął Edmund i pokręcił głową. Obrócił się do drzwi i przez moment trwał w bezruchu. Forst zrozumiał, że dowódca patrzy na kaburę leżącą na komodzie.
- Spodziewałeś się kogoś innego? - burknął.
- Nie. Właśnie pana.

- Kiedy zakładasz konto w internecie i rozwija ci się lista z wyborem roku urodzenia, wybierasz prawdziwy, nie?
Skinął głową.
- A więc jesteś już duży. Poradzisz sobie z kilkorgiem ludzi, którzy niespecjalnie ucieszyli się na twój widok.

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że twoja gęba wygląda, jakby praworęczny pięciolatek narysował ją lewą ręką. Że zazdroszczę wszystkim, którzy nigdy nie mieli okazji cię poznać. Że zawsze byłam ciekawa twojego oglądu na inteligencję, jako formy życia zupełnie z nią niezaznajomionej, i że to ty jesteś powodem, dla którego producenci umieszczają instrukcję użytkowania na opakowaniach szamponu do włosów.

- Jest wolna.
- Jeśli przez wolność rozumiesz bycie skutym kajdanami, to tak.
- Każdy nosi jakieś kajdany.
- Może masz rację (...) Ale ten, kto jest wolny, sam je sobie wybiera.

Człowiek jest jak laptop – wyjaśniła. – A wiara jest jak Wi-Fi, łączy go z całym
światem. I podobnie jak owa sieć, jest niewidzialna.

Staszek zastanawiał się, czy mieszkańcy wiodą zwyczajne, niczym niezmącone życie, czy też może snują się jak cienie ulicami swojego miasta, nie mogąc uwierzyć w to, że za miedzą ludzie masowo umierają. Choć po prawdzie niewiele miało to wspólnego z umieraniem. Umieranie kojarzy się z czymś naturalnym, zwykłą koleją rzeczy, nieuchronnym końcem. Natomiast wszystko to, co działo się w Konzentrationslager Mauthausen, było nienaturalne, zwyrodniałe, i stanowiło ostateczną aberrację.

Statystyki miały to do siebie, że gdyby zsumować globalnie liczbę ludzi i jąder na świecie, wyszłoby, że każda osoba ma przynajmniej jedno.

Właśnie tu, na Zawracie, poznał w jednej chwili definicję miłości. Pojął, że nie nadchodzi ona nagle, nie jest impulsem ani niespodziewanym błogosławieństwem. Przeciwnie, rodzi się w bólach, czasem w mękach. Jest wytęskniona, okupiona cierpieniem.

- Ale ten świat odchodzi. I zaczyna się...
- Co? Era rządów prawa? I sprawiedliwości?
- Nie miałem zamiaru używać tak górnolotnych określeń.
- Stwarzałeś takie wrażenie. Poza tym brzmi nieźle, może któraś partia powinna się tak nazwać.

- Wiesz, że to narkotyk jak każdy inny? - mruknął.
-  Niezupełnie.
- Różni się od innych tylko tym, że przyjmujesz go w formie płynnej i że uzależnieniem od niego możesz chwalić się na Facebooku, wrzucając zdjęcia ze Starbucksa.
Zdecydowanym ruchem Burzyńska odsunęła od niego kubek, jakby Zaorski dopuścił się najgorszej herezji.
- Znalazłabym jeszcze kilka innych różnic - odparła.
- Na przykład taką, że nikt nie spojrzy na ciebie krzywo, jeśli powiesz, że nie umiesz funkcjonować bez kawy? – powiedział, przysuwając go z powrotem. - Ale jak tylko się zająkniesz, że łatwiej ci ogarnąć życie po szklaneczce whisky, zaczynają się problemy.

W trakcie swojej pracy dziennikarskiej przekonała się, że najmocniejsze motywacje mieli ludzie kierujący się albo żądzą pieniędzy, albo potrzebą akceptacji Boga. Jedno i drugie było potężnym orężem zarówno dla szlachetnych, jak i niecnych zachowań.

- W gruncie rzeczy jestem optymistką - dodała Joanna. - Wypatruję w zwyrolach czegoś pozytywnego.

- Ależ pani ma tupet...
- Bynajmniej. Mam za to ograniczony czas, a jakby tego było mało, płacicie mi od godziny.
- My w żadnym wypadku...
- Zegar tyka - wpadła mężczyźnie w słowo. - A kasa z kieszeni umyka.

Galeria - kliknij aby powiększyć