Nagle jednak zgięła się wpół, obróciła i zwymiotowała. – Chyłka? Przez moment się nie odwracała. Mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego. Powoli zaczął się do niej zbliżać, ale zatrzymał się, kiedy wyciągnęła ku niemu otwartą dłoń. – Wstrętny pasożyt – bąknęła. – Kręci mi się w brzuchu i wywołuje rigoletto. – Chyba nie ma jeszcze zdolności kręcenia się. – A co ty tam wiesz, Zordon.
– Kiedy będę wiedziała, czy to pasożyt, czy pasożytnica? – W jedenastym, może dwunastym tygodniu. Wszystko zależy od tego, jakie będzie ułożenie płodu. – Ginekolog zawiesił głos. – Ale jeśli ma coś po pani, zapewne odwróci się do nas tyłem i tyle z tego będzie.
Na moment zaległa ciężka cisza. Chyłce przyszło do głowy, że zazwyczaj w przypadku braku tropu z czasem przepada też „o” w samym słowie „trop”. I zastępuje je „u”.
Margaret Thatcher powiedziała kiedyś, by nie wierzyć rządowi, kiedy ten zapewnia, że coś ci daje - odezwała się. - Bo rząd sam niczego nie posiada. Jeśli cokolwiek ci daje, to wcześniej musiał zabrać to tobie, albo komuś innemu.
– Nie waż się. – Chciałem tylko pogładzić. – Upierdolę ci tego badyla, Zordon. Przysięgam. Od pewnego czasu doprowadzał ją do szału, głaszcząc coraz bardziej wydatny brzuch. Zresztą nie on jeden. Najwyraźniej jakaś niepisana tradycja nakazywała, by większość osób w otoczeniu ciężarnej kobiety odczuwała wewnętrzny przymus gładzenia jej po brzuchu. – Nie jestem pieprzoną lampą Aladyna – dodała. – A to małe gówno nie jest dżinem.
Było coś niepokojącego w tym, że rodzaj ludzki bodaj jako jedyny miał zdolność tworzenia zupełnie nowego życia przez przypadek.
Masz problemy ze słuchem? Czy polski język ci się przykurzył? - odparła. - Mogę wezwać tłumacza, nie ma problemu. Ale Zordon powie ci, jak to jest z tłumaczeniami. Spojrzał na Oryńskiego, a ten wzruszył ramionami, niespecjalnie wiedząc, co ma powiedzieć. - Twierdzi, że są jak kobiety - dodała. - Jak wierne, to niepiękne, jak piękne, to niewierne.
Uczyło mnie wielu troglodytów pokroju Tatarka - odezwała się. - Ale byli też tacy, którzy wiedzieli, na czym naprawdę polega praktykowanie prawa. - I? - I ci ludzie zawsze podkreślali, że prawnik nie jest uosobieniem spisanych ustaw. Stanowi raczej ucieleśnienie panujących w społeczeństwie zasad. - To właściwie dość niebezpieczny pogląd. Znaczy, że można olewać prawo, jeśli mu nie pasuje. - Prawo? Tal - odparła. - Ale nie to, co jest jego fundamentem.
- Naprawdę fascynuje mnie twoja pobożność. - To nie pobożność, Zordon, a zwykły element mojego jestestwa. - Hm? - Człowiek jest jak laptop - wyjaśniła. - A wiara jest jak Wi-Fi, łączy go z całym światem. I podobnie jak owa sieć, jest niewidzialna.
- Jesteś prawdziwym mentalnym marynarzem, Zordon. - Że kim? - Odpływasz myślami w siną dal - odparła. - Na przepastne wody oceanu bezowocności.
Państwo powinno być jak lekarz (...). Jest oczywiste, że musi znać historię choroby, by pomóc pacjentowi. W konsekwencji musi więc badać, zbierać informacje, wnikać w sferę osobistą... ale tylko do pewnego stopnia. Żeby lekarz wyleczył zapalenie gardła, nie musi rozcinać nam otrzewnej i zaglądać do środka.
- Zrobiłam test McDrive'a - oznajmiła. - Co takiego? - To zaawansowana technika śledcza, którą wykoncypowałam na użytek takiej sytuacji jak ta. Kordian popatrzył na nią, jakby straciła rozum. - Uznałam, że najlepszy sposób, żeby sprawdzić, czy ktoś w istocie cię śledzi, to zjechanie do McDrive'a.
- Mianowalam cię właśnie prokuratorem. Wespnij się na wyżyny pogardy dla drugiego człowieka, awersji do wszystkich wokół, nieżyczliwości i wrogości. Innymi słowy, wciel się dobrze w rolę. I postaw zarzut.
- W dodatku mogłabym nazwać zasrańca Nabuchodonozor. – Mowa o psie czy dziecku? Ściągnęła brwi, mrużąc oczy. – Po tobie można się spodziewać wszystkiego – zastrzegł.
- Ty też powinnaś - odezwał się po chwili Kordian. - Co? Poczytać Waltosia? (...) - Miałem na myśli coś dotyczącego twojego aktualnego stanu. - Wskazał na jej brzuch. - A, no tak. Racja. Przysiadła na skraju biurka, oparła się o blat i rozsunęła szeroko ręce. Zmrużyła oczy, jakby szukała w pamięci tytułów, które zamierzała wziąć na tapetę. - Oczyszczanie organizmu z pasożytów? - rzuciła. - Co sądzisz? - Niespecjalnie ci się to przyda. - Zapobieganie rozwojowi zakażeń pasożytniczych?
- Niewiele mam - odezwał się Kormak, uprzedzając pytanie. - Ale odmieni się los - odparł Oryński i zamknął za sobą drzwi. - Co? - Dżem. Wehikuł czasu. - Nie znam. (...) - Twoje pokolenie jest stracone - oświadczył. - Jesteśmy w podobnym wieku. - Metrykalnie tak - przyznał Kordian. - Mentalnie nie.
- Nie muszę tego pamiętać. - (...)To prawda, nie musisz też znać jakichkolwiek przepisów, żeby być prawnikiem. Tyle że będziesz wtedy elementem szarej masy., która miesza się gdzieś w salach sądowych na jednolitą breję. Chcesz być breją, Zordon? - zapytała, ale nie dała mu czasu na odpowiedź. - Nie, chcesz być elitą. A elita zna na pamięć rzeczy, które zwykły śmiertelnik musi sprawdzać.