- Chciałabyś teraz się przytulić, co? - rzucił Oryński - Tak bym tego nie określiła. - A jak? - Że mam niespodziewaną potrzebę kontaktu fizycznego z określonym przedstawicielem tego samego gatunku. - Na jedno wychodzi. - Tylko moje jest bardziej romantyczne.
- Postawmy sprawę jasno – powiedziała. – Jeśli kiedyś zobaczysz mnie biegającą, dzwoń od razu na policję, bo to będzie znaczyło tylko jedno: że przed kimś spierdalam.
- A to chujwa jedna… – syknęła cicho. – Hm? – Siarka. – Wiem, o kim mowa, tylko nie słyszałem… – Chujwa. Połączenie chuja z kurwą, Zordon.
- Może powinniśmy go zaprosić? – szepnął Kordian, nachylając się do niej. – Co? – Artura. – Jeśli masz na myśli Żelazny is over party, to jak najbardziej – odparła Chyłka. – Jeśli nasze wesele, to chyba coś ci się poprzestawiało w mózgu. Oryński pochylił się jeszcze bardziej. – Kogoś zaprosić musimy – zauważył. – Po co? Mnie nikt więcej niepotrzebny. Rzucił jej krótkie, pełne powątpiewania spojrzenie. – Jacyś świadkowie by się przydali – powiedział. – Choćby po to, żebym w momentach twojego zwątpienia mógł ich powołać i dowieść, że faktycznie wyszłaś za mnie za mąż. – Będziesz miał to w papierach – odparła. – Poza tym prawnik nie wychodzi za mąż. Prawnik dobrowolnie poddaje się karze dożywotniego pozbawienia wolności.
– Robiłam wszystko, żeby mieć jako takie życie, a dostałam od losu ciebie – ucięła. – Teraz jedyne, co mnie obchodzi, to to, by tego nie stracić. Rozumiesz?
- Nazwałam tę inicjatywę Generalplan. – O, świetnie. Hitlerowska terminologia z pewnością świadczy o tym, że to będzie wyjątkowo szlachetna misja. – To nie ma związku z nazizmem. – A jednak używasz niemieckiego tylko wtedy, kiedy chcesz niszczyć świat.
- To jaką mamy strategię? – odezwała się Zawada. – Prostą. Ja się odzywam, ty nie. Iga popatrzyła na niego z niedowierzaniem. – Naprawdę się dobraliście. – Hm? – Oboje macie dokładnie tyle samo uroku osobistego i uprzejmości.
- To bez sensu - rzucił - Bez sensu jest to, że wampiry rzekomo umierają od promieni słońca - odparła Chyłka. - A nocami łażą, gdzie im się podoba, mimo że księżyc świeci odbitym światłem słonecznym.
– O ciebie akurat się nie martwię. – Dziękuję. – Nie masz za co. Po prostu doszłam do wniosku, że skoro meduzy przetrwały sześćset pięćdziesiąt milionów lat bez mózgu, tobie też się uda.
Prawnik nie wychodzi za mąż. Prawnik dobrowolnie poddaje się karze dożywotniego pozbawienia wolności.
- Czuć od Ciebie alkoholem - zauważył - A od Ciebie moralną zgnilizną i intelektualnym rozpadem, ale nie wypominam Ci tego.
Żelazny spojrzał niepewnie na Kormaka, a ten skinął mu głową. - Już w Polsce? - Nie, siedzi jeszcze w Manchesterze, Artur - wyręczyła chudzielca Joanna. - A to jego, kurwa, forma astralna.
Chyłka zbliżyła się do niego z wolna. - Postawmy sprawę jasno - powiedziała. - Jeśli kiedyś zobaczysz mnie biegającą, dzwoń od razu na policję, bo to będzie znaczyło tylko jedno: że przed kimś spierdalam.
- Zawiesiłeś się, Zordon? - Myślę. - Nad czym? - Nad tym, że pierwsze słowo Baby Yody prawdopodobnie padło dopiero po drugim.
– Piekło jest puste, Zordon – powiedziała. – Wszystkie demony są tutaj. – Szymborska? – Szekspir. I tylko parafrazuję, ale co prawda, to prawda.
- Naprawdę chcesz poświęcić dla niej wszystko? - odezwał się w końcu. - Jeśli musi mnie pan o to pytać, to przypuszczam, że nigdy pan tak naprawdę nikogo nie kochał.".
- Dżesika. - No i? - rzuciła Chyłka. - Puszczalskie imię. Joanna obróciła się przez ramię, by choć przez moment nie musieć patrzeć na tego człowieka. Westchnęła na tyle głośno, by to usłyszał. - Gdyby imiona rzeczywiście miały takie znaczenie, to na pierwsze miałbyś Anoreksja, a na drugie Mózgu.