W efekcie Kordian musiał zająć zwyczajowe miejsce pasażera w iks piątce. I modlić się, by samochód nie przekroczył bariery dźwięku.
– Mam nieodparte wrażenie, że dzisiaj świat się skończy – powiedział. – To dobrze. Znaczy, że jutro zacznie się na nowo.
– Prawnik się nie zakochuje – rzuciła z uśmiechem. – Prawnik popada w stan wyłączający świadome albo swobodne podjęcie decyzji i wyrażenie woli.
– Schmetterling stąd, już – syknęła. – Wiesz, co to znaczy, prawda? – włączył się Langer. – Wypierdalaj? – Motyl. Chyłka przewróciła oczami. – A brzmi jak zniewaga.
– Poradzisz sobie – odezwała się Magda. – Wiem. Wyrżnę tę zarazę. – A z Kordianem… – Właśnie o nim mówię. – Daj spokój.
– Mhm – potwierdził cicho. – Przenicowałem każdy bajt danych Benza i zgadnijcie, co znalazłem. – Po twoim entuzjazmie wnoszę, że gejowskie porno – spróbowała Joanna.
- Mój… przyboczny nie toleruje glutenu, nie trawi laktozy, nie je mięsa. Co może mu pani zaproponować? – spytała. – Poza zamówieniem ubera do domu?
– Pani wybaczy – odezwał się Kordian. – Moja kobieta nie jest do końca zrównoważona. – Twoja… kobieta? – odparowała Joanna. Obrócił się do niej i westchnął. – A jak mam powiedzieć? – szepnął. – Kiedyś nie było problemu, wystarczyła patronka. Ale teraz co? Moja koleżanka? Moja dziewczyna? – Właścicielka. Pokręcił bezradnie głową, a potem na powrót przeniósł wzrok na Annę z recepcji. – Sprawczyni mojej niedoli i ja chcielibyśmy porozmawiać z kimś z szefostwa.
– Lubisz horrory, Zordon? – No – potwierdził niepewnie. – To musisz koniecznie zobaczyć Odbicie. Usiadł obok niej i uśmiechnął się lekko. – Na Netflixie? – W lustrze.
– Wchodzisz czy nie? – rzuciła. Billy zajrzał ostrożnie do środka. – A jesteś sama? – Na tyle, że zaraz spotka mnie kodokushi – wymamrotała. – Co? – Samotna śmierć – oznajmiła, a potem ruchem ręki zaprosiła McVaya do mieszkania. – Japończycy muszą wszystko nazwać, szczególnie te ich surowe ryby… ale też ludzi, którzy odchodzą na łono Abrahama, a potem przez lata nikt nie odkrywa trupa. Leży sobie to truchło w domu, rozkłada się i tyle.
- Wciąż nie mogę cię rozgryźć – rzuciła. - To chyba niezbyt dobry z ciebie prokurator. Odpowiedziała bladym, przelotnym uśmiechem. - Z jednej strony jest w tobie coś, co każe sądzić, że jesteś naprawdę porządnym facetem – podjęła. – Z drugiej coś, co świadczy, że jesteś gotowy na wszystko.
Niepokoi mnie jedna rzecz - odezwał się w końcu Orynski. Nie martw się, Zordon. Starożytni Grecy twierdzili, że małe penisy to powód do dumy.
- Artykuł osiemset trzydziesty piąty kodeksu cywilnego? - Depozyt? Nie. Potrzebuję większego kalibru. - To może... - zaczął i podrapał się pogłowie. - Róże na gorze, fiołki na dole... kocham cię tak, że ja pierdolę?
Ścieranie się ze mną na sali sądowej to trochę tak, jak cała ta sprawa z akceptowaniem plików cookies. Nic nie zrozumiesz, a na końcu i tak się na wszystko godzisz.
Liczy się to, jak sprawnie to opakujesz. A kto jak to, ale ty potrafisz ściemniać. - Tak? - Inaczej nie ustrzeliłbyś takiej partii jak ja. -Fakt- przyznał i lekko się uśmiechnął.
- Mieliśmy umowę - powiedziała. - A ty podobno z umów się wywiązujesz, nie? Jesteś jak pieprzony Lannister.