Jeśli człowiek próbuje się z Panem Bogiem zmagać, ma relację z nim w miarę przepracowaną, albo jest w trakcie pracy to nie ma takiego księdza i nie ma tak debilnego kazania, które byłoby w stanie wyrzucić go z torów, po których jedzie do Pana Boga.
Przyzwoitość to dostrzeżenie, że w każdej międzyludzkiej sytuacji w jaką wchodzimy, jest ktoś poza nami, to dostrzeżenie jego potrzeb i praw. To postąpienie według tzw. "złotej zasady" - zachowuj się tak, jak chciałbyś by zachowywano się wobec ciebie.
Dobrze by było, gdybyśmy choć część energii, którą poświęcamy na nieustanne szykowanie się do narodowych zrywów i wielkich kampanii, poświęcili na codzienne, mozolne budowanie fundamentu dobra w mikroskali, w najbliższym otoczeniu.
Mam to szczęście, że bardzo kręci mnie to co robię, a naturę mam taką, że dla mnie odpoczynkiem jest zmiana zajęcia. Pisanie książek i dyskutowanie z ludźmi na spotkaniach autorskich to zdecydowanie ulubiony fragment mojej pracy.
Śmiech najdoskonalej demaskuje fałsz i kłamstwo. W chwilach radości człowiek staje zaś w prawdzie wobec Boga, to znaczy staje taki, jaki jest, staje się sobą.
Skoro wierzymy w to, że oprócz świata widzialnego może istnieć również jakiś niewidzialny, to tak jak w widzialnym możemy paść ofiarą psychicznej czy fizycznej przemocy, tak i w wymiarze niewidzialnym ktoś może nam przygrzać cegłówką lub przejechać maczetą po żebrach.
Są jednak tacy (i ja do nich należę), którzy twierdzą, że gdy człowiek zafunduje sobie w środku zimy pobudkę o piątej, szare dni nabierają koloru i sensu. Po prostu po rannym zrywaniu i błąkaniu się w ciemnym domy ma się gwarancję, że nic gorszego człowieka już w danym dniu nie spotka.
Pozostaje pogodzić się z okrutną myślą – kalendarz Boga wygląda nieco inaczej niż ten, który mamy w głowach.
(...) wiara to również intuicja, spostrzegawczość, zdolność realnej, nieulegającej stereotypom ocenie. To również odwaga pójścia pod prąd, gdy wszyscy krzyczą, że ci, co nie płyną z prądem to wrogowie, wichrzyciele.
Komunia Święta to Ciało Przedwiecznego Boga, a nie duchowy prozac, który możesz łyknąć zawsze, gdy łapie Cię dół.
Wszystkich, którym kiedykolwiek zdarzyło się myśleć, że świat nie ma sensu, a ludzie są źli, proszę by przeczytali tę książkę do końca. Przekonają się, jak bardzo się mylili.
To głęboko ludzka potrzeba i tylko ludziom właściwa. Dzieci się jej nie wstydzą. Na podwórkach wcielają się w Winnetou, Janków Kosów, Anie Shirley i Hermiony Granger. Podwórko robi za Nowy Meksyk, rynsztok za Rio Pecos, trzepak za czołg Rudy, a schody za Avonlea albo Hogwart. A dorośli nazywają to eskapizmem. Ich własna wyobraźnia ich przeraża, żenują - miast cieszyć - tęsknoty i marzenia. Tymczasem - przytaczam za Tolkienem - zdolność do fantazjowania w najmniejszym stopniu nie jest w sprzeczności z racjonalizmem, przeciwnie, im rozum bardziej przenikliwy i otwarty, tym bogatsze fantazje zdolny jest wytwarzać.
Wątpliwości targają pisarzem zawsze. Ale czy można im się poddawać? To, co się robi, powinno wypływać z duszy pisarskiej, z natchnienia, a nie z wątpliwości.
Przyszłość należy do e-booków. Nie da się zwolnić ani tym bardziej zahamować postępu, który niesie z sobą wygodę użytkowania.
Według ostatnich badań 61% społeczeństwa nie czyta w ogóle. A ja myślę, że jest dużo gorzej. Są, naprawdę są jeszcze tacy, którzy wstydzą się bycia głąbami, miast się tym przechwalać - i ci w sondażach zwyczajnie kłamią.