Wcześniej czy później terroryzm przyjdzie i do nas. Nie ma od tego odwołania. Jesteśmy państwem, które jest w w tej chwili w zasięgu ISIS, innych organizacji terrorystycznych, które stawiają sobie cele związane z rozpoznaniem, możliwością realizacji. Dziś nie poprzez przerzucanie ludzi w określony region, ale przez werbowanie ich na miejscu, są w stanie dokonać zamachu na danym terenie nie jest aktualne pytanie, czy terroryści w Polsce uderzą, ale kiedy to się stanie.
Poinformowanie władz państwa, które jest atakiem terrorystycznym zagrożone, jest świętym obowiązkiem wszystkich służb na całym świecie. Zamach terrorystyczny jest bowiem najbardziej podłą formą walki, której przeciwdziałać powinni wszyscy.
Strzelałem się z Palestyńczykami, w Warszawie, na lotnisku, na Okęciu. Próbowali wywieźć niezgodnie z prawem człowieka który został skazany na karę śmierci przez Arafata, to były dawne czasy [...] strzelec wyborowy widząc zagrożenie życia oddał strzał bez mojej komendy, musiałem podbić karabin. Sytuacja była dramatyczna, i minister spraw wewnętrznych w osobie Pana Kiszczaka zadzwonił do mnie, i wydał wyraźne polecenie: on ma wylecieć. [...] Wyleciał niestety, został skazany na karę śmierci, karę śmierci wykonano, dramatyczna sytuacja.
W Polsce nagle nastąpiła inwazja motocykli, a kierowcy aut nie zdają sobie sprawy, z czym mają do czynienia. U nas nie było świata motocyklistów, jak w Niemczech czy Austrii. [...] Widzi taki w lusterku motor i nie wie, że za chwilę może go mieć z lewej strony. Nie umie tego kontrolować. I zaczyna się tragedia. Dlatego odpuściłem motocykle.
USA nie są jedynym krajem, od którego Polska brała pieniądze za tego typu operacje. Po za tym jest to normalna praktyka na świecie: za usługi szpiegowskie się płaci.
W taktyce terroryzmu istnieje podstawowa zasada, nigdy nie uderzaj tam, gdzie się ewentualnie ciebie spodziewają, uderz zawsze tam, gdzie jesteś kompletnie anonimowy, gdzie niczego się nie spodziewają.
Mnie to ich szkoda, przychodzą, podziałają, a przewodniczący i tak każdego wyrzuci. To metoda, by w partii nikt Lepperowi do pięt nie dorastał.
Dziesięciu wrogów nie zrobiło Lepperowi tyle krzywdy, co on sam sobie zrobił Klewkami Gasińskiego i kwitami na polityków. Jakbym te kwity wcześniej przejrzał, od razu bym wiedział, że to bzdury. Ale wtedy do końca byłbym dla niego agentem SLD.
Do jednego z nich wycelowałem z pistoletu. Krzyknąłem, że będę strzelał. Stanął jak wryty i zszedł grzecznie na dół.