Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Polaków

Zobacz listę Polaków

Polacy wg. profesji

Obecność ludzi, których lubię. Nie dlatego, że coś mi powiedzą, ale dlatego, że czuję, że oni czują, że oni nie mają mi nic do powiedzenia, to samo co ja, wobec tego nie ma fałszywej przynajmniej sytuacji, możemy spotkać się bez udawania. A to już bardzo dużo, chociaż także nic. Bo wydaje mi się, że w najlepszym wypadku można jeszcze powiedzieć coś sobie samemu, i to rzadko, i nawet nie musi to być coś bardzo mądrego. To, że uda się sobie cokolwiek powiedzieć, to już bardzo pociesza.

Nikt nie może ścierpieć podejrzenia, że o nic nie chodzi i, że nic nie wyniknie. Czy można szukać sensu nie wierząc w jego istnienie?

Kiedy dwie zgrabne idiotki widzę na ulicy, do dzisiaj nie mogę nie snuć od razu pełnego prawie szacunku i tajemniczości mniemania, że są to osoby tajemnicze i wartościowe, wymieniające między sobą tajemnice radosne, podniecające, i będące tylko odblaskiem, względnie konsekwencją ich otchłannych osobowości (…). Tymczasem idiotki są tylko idiotkami i ich rozmowa kretyńska jest kompromitująca, w każdym razie nie mająca nic wspólnego z moimi pełnymi szacunku i zgrozy domniemaniami.

Jeśli więc „być” to nie znaczy ani kultura, ani duch, to moje szanse są małe. Jeszcze mniejsze, jeśli znakiem tego bycia jest atrakcyjność dla innych. Nie tylko nie czaruję nikogo, ale nawet mam wrażenie, że ludzie w mojej obecności się nudzą.

Ja smukle prosty. Moja sytuacja to jakieś pół drogi do uświadomienia sobie, że człowiek jest przeraźliwie sam wobec wszystkiego, z czego może wyniknąć albo wielki strach, albo wielka siła i niejaka swoboda.

Historia świata jest historią brutalnego ucisku kobiet, dzieci, artystów przez mężczyzn… Nie lubię męskości… Określenie „zniewieściały” jest w gruncie rzeczy określeniem pochlebnym. Oznacza ono, że dany osobnik często się myje, nie lubi zabijać ludzi, zdolny jest do współczucia, nie lubi wrzeszczeć i pchać się, żeby udowodnić swoją ważność. Kobiety znają wartość życia ludzkiego, nie tylko dlatego, że rodzą ludzi, ale także dlatego, że ich wychowują i wiedzą, jaka to męka, odpowiedzialność i wysiłek. Mężczyźni nie wychowują dzieci, w najlepszym wypadku na pierwszego oddają na ten cel pewną ilość pieniędzy. Nic dziwnego, że potem masakra może wydać im się zajęciem nie tylko lubym, ale i pożytecznym.

Dlatego kobiety są „bezmyślne”. Nie muszą bowiem myśleć, bo one same są wnioskami z myślenia, przyzwoleniem.

Dlaczego ludzie szukają obecności drugich? Szukają czasem dobrowolnie i jest to zjawisko powszechne, najpowszechniejsze, jak i to, że znajdując, nie są jednocześnie z tego zadowoleni, a przeciwnie, wola nieustająca pozostawania z drugim jest stowarzyszona z cierpieniem i udręką z tego pozostawania wynikającymi, czego dowodem są chociażby stosunki między ludźmi, nieustające ressentimenti wobec drugich. Ideałem by było, żeby drugi określał mnie, ale zgodnie z moimi życzeniami, zgodnie z moim przepisem na mnie samego. Tym się pewnie tłumaczy, że robimy wszystko, co możemy, żeby drugiemu narzucić własne pojęcie o sobie samym.

Całkiem dla mnie nowa interpretacja mojego własnego onieśmielenia. Może to rzeczywiście bierze się z poczucia, że wszystko może się zdarzyć i w ogóle po co to wszystko? Nigdy nie widzę dostatecznych racji, żeby spotkać drugiego człowieka i to spotkanie uczynić nieuniknionym i koniecznym. Jeżeli więc ono następuje, czuję się zakłopotany.

Ateista jest bezbronny wobec wierzącego, natomiast wierzący nie jest bezbronny wobec ateisty. Ateista musi udowadniać, co jest zajęciem samo w sobie trudnym, ulegającym niepewności, natomiast wierzący ma tylko piękne, czyste, swoje: ja wierzę, i nic do dodania.

Afrykanie są bardzo religijni, to mentalność niesłychanie religijna, głęboko wierząca w istnienie sił przyrody, świata przodków, świata nadprzyrodzonego.

Gdy pisałem o różnych – w Afryce i Europie – pojęciach czasu, chodziło mi o to, żeby pokazać, iż to, że im, w Afryce, się nie spieszy, to tylko jedna strona zagadnienia. Dla mnie ważniejsze było to, że ci ludzie są organizatorami czasu. My jesteśmy niewolnikami czasu, oni – jego panami.

W Afryce kontakt międzyludzki jest wartością podstawową. Afrykanin nie umiałby żyć sam. Nawet gdyby mógł sam przetrwać materialnie, czułby się skreślony, wyrzucony, zdegradowany. Życie społeczne, zbiorowe nadaje rangę jego własnej osobowości.

Przeciążony umysł ludzki odruchowo broni się przed poznawaniem świata. Poraża nas różnorodność, wobec której jesteśmy bezradni, przerasta nas ona, nie możemy opanować ogromu, którym jest dziś świat, tej wielości kultur, cywilizacji, regionalizmów, religii, języków.

Taki kontynent jak Afryka to tysiąc różnych kultur często ze sobą sprzecznych. Tak więc jedne kultury są bezbronne, ale inne wręcz przeciwnie. (...) Pewnie dlatego wielcy antropolodzy jak Basden, Evans–Pritchard czy inni ograniczali się zawsze do opisania jednej społeczności, np. Nuerów czy Ibo. Wiedzieli, że wyjście z tej jednej, małej grupy jest równoznaczne z wejściem do zupełnie innego świata.

Myślimy inaczej mówiąc innymi językami, tak że dwoje ludzi, którzy patrzą na tę samą rzecz, ale ich języki są różne, inaczej na nią patrzy i inaczej też rzecz tę opisze. Bo języki te mają inne słownictwo, inne pojęcia.

A jednak, tak naprawdę, ludzie wszędzie są tacy sami. Są oczywiście między nimi różnice, ale ważniejsze są, dominują, podobieństwa – to jak się cieszą, jak się martwią, jak przeżywają tragedie.

Stawiam kobiety wyżej niż mężczyzn. Są bliższe prawdy o życiu.

Nocą gwiazdy nad Saharą są ogromne. Takich gwiazd nie ma nigdzie na świecie. Światło tych gwiazd jest zielone i oświetla całą pustynię. Trudno to opisać słowami, to po prostu warto zobaczyć.

Z natury jestem ciekaw świata. Aby w cokolwiek uwierzyć, muszę to przeżyć na własnej skórze. Wszystkiego muszę doświadczyć sam.