Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Otrzymałem ateistyczne wychowanie i cieszyło mnie to do dnia, w którym zobaczyłem, że chrześcijanie są szykanowani. Nagle prowokacyjny i radosny ateizm mojej wczesnej młodości prysł niczym głupia dziecinada.

Tołstoj mówi o tym w jednym z opowiadań. Tunel i na końcu światło. Przyciągające światło stamtąd. A ja ci przysięgam, żadnego światła. I, co gorsza, żadnej nieświadomości. Wiesz wszystko, wszystko słyszysz, tyle że oni, lekarze nie zdają sobie z tego sprawy, i wygadują przy tobie, co im ślina na język przyniesie, nawet to, czego nie powinieneś usłyszeć. Że już po tobie. Że twój mózg jest już do niczego.

Kiedy gra muzyka, słyszymy melodię, zapominając, że to tylko jedna z form czasu, gdy orkiestra milknie, słyszymy czas; sam czas.

Wiecie przecież, w jaki sposób ludzie zwykle sobie opowiadają. Jeden mówi, a ten drugi wpada mu w słowo: 'to zupełnie jak ja, bo ja...' i opowiada o sobie, dopóki pierwszemu nie uda się powiedzieć: 'to zupełnie jak ja, bo ja...'
Owo zdanie: 'To zupełnie jak ja, bo ja...' wygląda na potwierdzenie, rozwinięcie myśli poprzednika, lecz to nieprawda. W istocie rzeczy jest brutalną rewoltą przeciw brutalnej przemocy, próbą oswobodzenia z niewoli własnego ucha i chęcią opanowania – za pomocą kontrataku – ucha przeciwnika. Albowiem całe życie człowieka wśród innych ludzi jest nieustanną walką o uszy słuchaczy.

Jeśli każda sekunda naszego życia miałaby się powtarzać w nieskończoność, bylibyśmy przykuci jak Chrystus do krzyża.

Tęsknotę? Jakże mogła odczuwać tęsknotę, skoro siedział na przeciw niej? Jak można cierpieć z powodu nieobecności tego, kto jest obecny?

Ach, jakiż wspaniały widok stanowi tych dwoje stojących naprzeciw siebie i przepychających się nawzajem: ona go pcha do pieluszek, a on ją pcha do grobu, ach jakiż wspaniały widok stanowi tych dwoje...

Powszechna samotność wywołuje grafomanię, ale jednocześnie powszechna grafomania utwierdza i powiększa ogólną samotność. Wynalazek druku umożliwił niegdyś ludzkości wzajemne porozumiewanie się. W czasach powszechnej grafomanii pisanie książek uzyska odwrotny sens: każdy jest otoczony swymi literami jak ścianą z luster, przez którą nie dochodzi żaden głos z zewnątrz.

Nie można zatem sądzić ducha danego stulecia wyłącznie po jego ideach, teoretycznych pojęciach nie biorąc pod uwagę sztuki, a zwłaszcza powieści. Wiek dziewiętnasty wynalazł lokomotywę zaś Hegel był wręcz przekonany, że uchwycił ducha dziejów powszechnych. Flaubert odkrył głupotę. Śmiem twierdzić, że jest to największe odkrycie stulecia tak dumnego przecież z naukowości swego rozumu.

Naiwnym złudzeniem jest wiara, że nasz obraz jest zwykłym pozorem, za którym skrywa się prawdziwa substancja naszego ja, niezależna od spojrzenia świata.

Kiedy mniej więcej na rok przed śmiercią ojca szedłem z nim na tradycyjny spacer wokół domów, na każdym rogu słychać było piosenki. Im bardziej ludzie byli smutni, tym głośniej ryczały głośniki. Wzywały okupowany kraj, by zapomniał o goryczy historii i oddał się radości życia. Tata zatrzymał się, spojrzał do góry na urządzenie, z którego wydobywał się hałas, a ja czułem, że chce mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Długo się koncentrował, aby udało mu się wyrazić, co ma na myśli, a po chwili wolno i z trudem powiedział: – Głupota muzyki.

Z erotyzmem rzecz ma się jak z tańcem: jeden z partnerów zawsze bierze na siebie prowadzenie drugiego.

(...) zawsze pragnąłem czegoś zupełnie innego: przyjaźni jako wartości wyniesionej ponad wszelkie inne...między przyjacielem a prawdą, zawsze wybieram przyjaciela.

Z troski o własny obraz wynika niepoprawna niedojrzałość człowieka. Jakże trudno jest zachować obojętność wobec obrazu samego siebie! Taka obojętność jest ponad ludzkie siły. Człowiek osiąga ją dopiero po śmierci. I też nie od razu. Długo po śmierci.

Gdy człowiek odkrywa po raz pierwszy swoje cielesne ja, jego pierwszym i głównym odczuciem nie jest obojętność ani gniew, lecz wstyd: wstyd podstawowy, który, to silniejszy, to znowu słabszy i stępiony przez czas, będzie mu towarzyszył przez całe życie.

(...) rzeczywistość jest dzisiaj kontynentem mało odwiedzanym i niezbyt, co zresztą słuszne, lubianym, sondaż staje się rodzajem rzeczywistości wyższej; albo, mówiąc inaczej, staje się prawdą.

Ale czyż nie jest tak, że autor umie mówić tylko sam o sobie? Patrzeć bezsilnie na podwórko i nie wiedzieć, co robić; słuchać upartego burczenia własnego brzucha w chwili miłosnego wzruszenia; zdradzać i nie móc zatrzymać się na pięknej drodze zdrad; podnosić pięść w pochodzie Wielkiego Marszu; robić dowcipne ekshibicje przed mikrofonami tajnej policji – wszystkie te sytuacje sam poznałem i przeżyłem, a mimo to nie powstała z nich żadna postać, która byłaby mną samym z moim curriculum vitae. Postacie moich powieści są możliwościami mnie samego, które nie doszły do skutku. Dlatego kocham wszystkie tak samo i wszystkie tak samo mnie przerażają: każda z nich przekroczyła jakąś granicę, którą ja tylko obchodziłem dookoła. I właśnie ta przekroczona granica (granica, za którą kończy się moje „ja”) mnie pociąga. Dopiero za nią zaczyna się tajemnica, którą żywi się powieść. Powieść nie jest wyznaniem autora, ale badaniem tego, czym jest ludzkie życie w pułapce, którą stał się świat. Ale dość. Wróćmy do Tomasza.

Czas biegnie. Dzięki niemu najpierw żyjemy, co oznacza: jesteśmy oskarżani i osądzani. Następnie umieramy i pozostajemy jeszcze przez kilka lat z tymi, którzy nas znali, lecz wkrótce dochodzi do zmiany: zmarli stają się starymi zmarłymi, nikt o nich już nie pamięta i znikają w nicości.

Bez najmniejszego wahania wybrałaby życie w rzeczywistym reżymie komunistycznym, z wszystkimi jego prześladowaniami i kolejkami po mięso. W rzeczywistym komunistycznym świecie da się żyć. W świecie spełnionego komunistycznego ideału, w tym świecie uśmiechniętych idiotów, z którymi nie mogłaby zamienić słowa, w ciągu tygodnia umarłaby z przerażenia.

Do lustra nie przyciągała jej pycha, lecz podziw, że widzi swoje "ja". Zapominała, że patrzy na tablicę rozdzielczą cielesnych mechanizmów. Wydawało jej się, że widzi swą duszę, która daje się rozpoznać w rysach twarzy. Zapominała, że nos jest tylko zakończeniem szlauchu doprowadzającego powietrze do płuc. Widziała w nim wierny wyraz swego charakteru.