Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Polaków

Zobacz listę Polaków

Polacy wg. profesji

O tym, czy ocean był istotą żywą, mógłby ktoś zamiłowany w paradoksach i dostatecznie uparty wątpić dalej. Niepodobna było jednak zaprzeczać istnieniu jego psychiki, cokolwiek by pod tym słowem dało się zrozumieć. Oczywiste stało się, że dostrzega aż nadto dobrze naszą obecność nad sobą...To jedno stwierdzenie przekreślało całe rozbudowane skrzydło solarystyki głoszące, jakoby ocean był „światem w sobie”, „bytem w sobie” pozbawionym na skutek wtórnego zaniku ongiś istniejących organów zmysłowych, jakoby nie wiedział nic o istnieniu zjawisk czy obiektów zewnętrznych, zamknięty w kołowrocie gigantycznych myślowych prądów, których siedzibą, łożem i twórcą jest jego pod dwoma słońcami wirująca otchłań.

Gdy milczała, chodziła, siadała, uśmiechała się, przeświadczenie, że mam przed sobą Harey, było silniejsze od mojej mdlącej trwogi, to znowu, jak właśnie w tym momencie, wydawało mi się, że to jest Harey uproszczona, zawężona do kilku charakterystycznych odezwań, gestów, ruchów.

Otóż między "wszędzie" a "prawie że nigdzie" jest różnica ogromna i ta jest twoim normalnym życiowym udziałem, bo zawsze byłeś w jednym, jedynym miejscu naraz. Natomiast między "prawie że nigdzie" a "nigdzie" zachodzi różnica, mówiąc prawdę, mikroskopijna. Tak zatem matematyka wrażeń dowodzi, że już teraz właściwie ledwo że żyjesz, bo niemal wszędzie jesteś nieobecny, właśnie jak nieboszczyk!

Doprawdy nie wiem, kiedy po raz pierwszy nadzwyczaj zdziwiłem się tym, że jestem, a zarazem pewno trochę przestraszyłem się, że mogło mnie wcale nie być albo też mógłbym być jakimś patykiem, albo dmuchawcem, nogą kozy lub ślimakiem. A nawet kamieniem.

- Mieli wszystkie środki zabezpieczenia: energoboty, lasery, miotacze. Główny antymat stoi tuż przy statku. Mieli to samo co my - bezbarwnym głosem powiedział Rohan. Usiadł nagle. - Przepraszam... - powiedział.
Astrogator wyjął z szafki ściennej butelkę koniaku.
- Stary środek, czasem się przydaje. Niech pan to wypije, Rohan. Używano tego dawniej na polach bitew...

Czy słyszała już pani o zabójstwie człowieka przy użyciu pierwiastka radioaktywnego?
- Tak - powiedziała cicho. - W Hiroszimie.
- Co? Ach naturalnie - odparłem. - Miałem oczywiście na myśli akcję, żeby tak powiedzieć, indywidualną, nie w skali całych narodów czy państw. Jak to jednak nowinki techniczne wzbogacają życie, prawda?

[...] I jeżeli włoży pan do swojej maszyny najszczytniejsze pomniki literatury, płody geniuszu ludzkiego, nieśmiertelne poematy, sagi - wyjdzie z tego bełkot?!
- Bo też to jest bełkot, panie - odparł chłodno kapitan - Dywersyjny bełkot. Sztuka, literatura, czy pan wie, do czego ona służy? Do odwracania uwagi!

Człowiek psuje się od środka, a dobre i to, że nie zaraz od głowy.

Skończyłem, walcząc dzielnie z przypadłościami somy, powieść, którą zabrał dziś mój agent do powielania i wysyłania tu i tam. Tytułu jak zwykle nie mam, alić lepsza książka bez tytułu niż na odwrót.

Co do mnie, ro­zu­mo­wa­łem na­stę­pu­ją­co: świat jest, jaki jest, a ludz­kość za­cho­wu­je się, jak się za­cho­wu­je, po­nie­waż wszyst­ko to po­wsta­ło spo­so­bem przy­pad­ko­wym, więc byle ja­kim, z oka­zji na­ru­sze­nia praw fun­da­men­tal­nych. Wy­star­czy za­sta­no­wić się chwi­lę, aby dojść do wnio­sku, że przy ta­kich wa­run­kach mo­gło być na­wet jesz­cze go­rzej! De­cy­do­wa­ła prze­cież lo­te­ria – sko­ro „Stwór­cą” był f l u k t u a c y j n y k a p r y s n i c o ś c i, któ­ra po­twor­nie i kosz­mar­nie za­dłu­ży­ła się, roz­dy­ma­jąc bez sen­su i pla­nu me­ta­ga­lak­tycz­ną bań­kę!

- Będę milczał, jeśli uznam to za możliwe.
- Za możliwe?
- Za wskazane.
- Ze względu na jakie kryteria?
- Tak zwane sumienie, proszę pana.

Lot patrolowy porównywano, nie bez słuszności, do siedzenia w poczekalni u dentysty - i jedyna różnica polegała na tym, że dentysta nie przychodził.

Pośpiech rosnący pociąga też za sobą i niechlujność niejaką, i bylejakość dość paskudną w sferze rozeznań.

Już, niestety, tak jest, że w literaturze nawet powiesić się nie wystarczy, żeby zyszczeć nieśmiertelność: w końcu lipę czas sam zawsze odcedzi, a choćby i po wiekach.

Okazuje się jednak, że wolność słowa bywa dla myśli środkiem bardziej zabójczym; zakazane myśli mogą krążyć potajemnie, ale co zrobić tam, gdzie doniosły fakt ginie w powodzi falsyfikatów, a głos prawdy zagłuszony zostaje niesamowitą wrzawą i chociaż swobodnie się rozlega, nie może być dosłyszany, albowiem techniki informacyjne doprowadziły, jak dotąd, jedynie do sytuacji, w której najlepiej odbierać można tego, który ryczy najgłośniej, choćby i nienajprawdziwej?

Umysł sporządza sobie w historii różne modele Boga, mające każdy kolejny za jedynie właściwy, co jest błędem, bo modelowanie to kodyfikacja, a skodyfikowana tajemnica przestaje być tajemnicą.

Mieszkamy, jak powiedziałem, w centrum, ulica jest przelotowa, lecz dzięki Bogu moja głuchota czyni zadowalające postępy.

Ja też łowiłem niegdyś ryby, a to żem nigdy żadnej nie złowił, wcale tej przyjemności nie zmniejszało.

Żona moja oddaje się zuchwałym gastronomicznym eksperymentom, dającym skutki lepsze lub gorsze, ale zawsze zaskakujące. Dziś uzyskał naleśniki jakich by się najlepszy wytwórca egipskich pergaminów nie powstydził...

Po Niemczech Wiedeń wydaje się dość biedny i uczciwie brudny, zgodnie z moją teorią względności wszelkiego bytu.