Nie będę udawał, że jestem kimś innym, niż jestem, że nie wyrosłem w tradycji chrześcijańskiej, że pewne wartości nie są dla mnie święte i niepodważalne, że w jakiś tajemniczy sposób nie pociąga mnie to, co trudne, nieoczywiste.
Pod wpływem języka zmienia się trochę osobowość. Grając po polsku, nie muszę zastanawiać się nad pojedynczym słowem – w sposób naturalny, intuicyjny wręcz, łączy się ono z moją psychofizycznością, pociąga za sobą określone reakcje. W obcym języku ta relacja jest bardziej skomplikowana i wymagająca. Trzeba w sobie pewne rzeczy przełamać, gdyż nie ma się tej mowy "w sobie". To zarazem dziwne, ale i otwierające – daje nowe możliwości, pozwala wygrywać inne niż zwykle niuanse.