Pośpiech rosnący pociąga też za sobą i niechlujność niejaką, i bylejakość dość paskudną w sferze rozeznań.
Już, niestety, tak jest, że w literaturze nawet powiesić się nie wystarczy, żeby zyszczeć nieśmiertelność: w końcu lipę czas sam zawsze odcedzi, a choćby i po wiekach.
W sprawie Iredyńskiego miałem takie wieści: na balu sylwestrowym spotkałem mojego przyjaciela, jednego z młodych poetów, ale prosto z ludu. (...) Miał prawą rączkę obrzękłą i czerwoną, więc zapytałem, co się stało. "Przypierdoliłem Iredyńskiemu" - powiedział łagodnie. - "Dla jego dobra" - dodał smutnie.
Kłopot w tym, że człowiek nie tylko chce, żeby było mu dobrze, ale przede wszystkim, żeby mu było lepiej od innych.
Chcę być dobrze zrozumiany: od Niemców jesteśmy jakże różni, ale kultura nasza materialna raczej od ich stron pochodzi, częściowo, bo z drugiej strony zmieszaliśmy ją z rosyjskością. Nie ma się co łudzić, poza pewnym specyficznym stylem warszawskim, bo zresztą każde większe miasto, a zwłaszcza każda stolica, wytwarza swoją pewną specyficzną odrębność, nie swtworzyliśmy w materii stylu własnego, który by tylko naszym był
On bardzo miał ochotę tę małą dziewczynkę pogwałcić. Ale nie mógł, nie chciał, nie potrafił sam z siebie tego zrobić. Więc wymyślił Stawrogina, czy jak było temu jemu, pomyliło mi się teraz. I został Dostojewskim pisarzem. Ja tak samo. I chodzi o rekompensatę. Myślałem, myśli mam złe i skłonności, ale cóż, kiedy jednocześnie mam i dobre, za poczciwy jestem, a może za słaby, a może coś wrodzonego, że wolę, żeby ludziom było lepiej niż gorzej, bo "gorzej" w życiu i tak jest immanentne i nie ma potrzeby go powiększać, i tak porcja jego będzie dostateczna, ono w czas do drzwi zapuka, więc lepiej ludzi cieszyć niż ich krzywdzić.
Tyle, bo piszę w pośpiechu, pocztylion trąbką mnie przynagla, rysaki kopytem o grunt przymarzły biją, w drogę mglistą im czas, na trakt, na trakt...
Mamy tu takie góry śniegu, że nie wiadomo, co z tym robić. Napisz okazyonalnie, czy NIE TRZEBA Ci czasem nieco śniegu?? Poślę paczką, nie rozpuści się, bo mróz trzymie [5 luty 1963 Stanisław Lem].
Marzenia mają dwie złe strony, że się nie spełniają albo się spełniają, tylko okazuje się wtedy, że szło o coś całkiem innego.