Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Polaków

Zobacz listę Polaków

Polacy wg. profesji

Czuję, że powinienem cię kochać

...Myśl myśli mojej,
dusza duszy mojej...

Skądżeś powstał, marny cieniu, który znać o świetle dajesz, a światła nie znasz, nie widziałeś, nie obaczysz?

Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom. Podłość będzie nagradzana orderami lub zaszczytami. Lud ogłupiać będą wódką lub innymi elementami, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się watahy, cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili

Człowiekiem być nie warto - Aniołem nie warto. - Pierwszy z Archaniołów po kilku wiekach, tak jak my po kilku latach bytu, uczuł nudę w sercu swoim i zapragnął potężniejszych sił. - Trza być Bogiem lub nicością.

Bóg się z modlitw, Szatan z przekleństw śmieje.

Myśli i kształty są woskiem palców moich.

Ponieważ byłem nigdzie, to byłem nikim. Nie było się od czego odbić mentalnie. Wszystko gdzieś ginęło, pochłonięte przez nic, przez pustkę. Wlokłem więc swoją postać rano na brunch, wiatr dmuchał w twarz, na ulicy nikogo. Nie dzieje się nic. Myśli znikały i już nawet nie wiedziałem skąd jestem i po co. I wówczas zrozumiałem co znaczy Paso Robles. To znieczulenie. W świecie totalnej konkurencji takie znieczulenie jest konieczne, aby przetrwać. Zupełnie inaczej niż w Polsce. Tu, w USA, cały ruch w człowieku odbywa się wewnątrz.

Onanizowała się w śmietniku. Na ulicy. W śmieciach. W dzień. Obok przechodziło masę ludzi, nie zwracając uwagi na podniecone, zwierzęce, obłąkane podniecenie. Jęki śmiecia ludzkiego. Bezdomna, narkomanka, wariatka w agonalnym już stanie. Nie kontrolująca żadnych czynności życiowych. Jak Lizawieta u Dostojewskiego.

Jeżeli sięgnie się do Dostojewskiego, jeżeli sięgnie się do Puszkina, do jego tak skrajnie szowinistycznych wierszy, które są non stop powtarzane w szkołach rosyjskich, w mediach rosyjskich, to są to wiersze wypowiadające wojnę Zachodowi, wskazujące, że Polska jest tutaj głównym narzędziem Zachodu, wiecznie marzącego o zniszczeniu Rosji.

Nie twierdzę, że Putin kieruje się tylko racjami historycznymi, ale uważam, że odgrywają one autentycznie dużą rolę w jego decyzjach, a w jego mentalności na pewno. I dlatego jednak namawiam, by brać serio pod uwagę historię Rosji, imperializmu rosyjskiego, historię stosunków polsko-rosyjskich, gdy zastanawiamy się nie tylko nad tym, co dzieje się teraz.

My jeszcze znaczenia Powstania Warszawskiego w pełni nie widzimy. Może będzie to jaśniejsze za kilkadziesiąt lat. Tak jak bardzo pięknie ujawniło się znaczenie powstania styczniowego w listopadzie 1918 roku. A przecież podobnie krytykowano je za rzekomy bezsens, za głupotę, za niewczesną decyzje.

Krzyż Powstania Styczniowego był także przystankiem na drodze do niepodległości. Wywalczyli ją w 1918 – razem z Powstańcami Wielkopolskimi – i obronili w 1920 (razem z Powstańcami Śląskimi) ci, którzy o Powstaniu roku 1863 pamiętali z największym szacunkiem. Potem potęga dwóch sąsiednich kamieni młyńskich wrogich Polsce imperiów znów tę niepodległość starła. I wybuchały kolejne powstania: mniej znane, jak to w Czortkowie, które młodzież polska zorganizowała przeciw władzy sowieckiej dokładnie w rocznicę 1863 – 22 stycznia 1940 roku. Potem bardziej znane, wielkie: Warszawskie. I kolejne, choć bez nazwy powstania, kontynuujące tego samego ducha poświęcenia dla wolności i Polski: manifestacja młodzieży w Krakowie 3 maja 1946, potem Czerwiec Poznański 1956, wystąpienia milenijne w 1966, Marzec 1968, Grudzień 1970, czerwiec 1976, nowa rewolucja moralna – od Czerwca 1979 do Sierpnia 1980, potem znów walka przeciw stanowi wojennemu, aż po ostatnie strajki „Solidarności” – w Nowej Hucie i Stoczni Gdańskiej w kwietniu-maju 1988.

Jeśli ktoś pisze, że powstania przynosiły Polsce wielkie straty – i oczywiście nie można tej prawdzie zaprzeczyć – to powinien zastanowić się także, co działo się z Polakami, kiedy nie powstawali. Tylko w latach 1832-1873 (z wyłączeniem okresu Wojny Krymskiej i Powstania Styczniowego) z terenu kadłubowego, maleńkiego Królestwa Polskiego wcielono do armii Imperium Rosyjskiego ponad 200 tysięcy młodych ludzi, z czego około 150 tysięcy zmarło lub zginęło gdzieś na służbie garnizonowej w kazachskich stepach, albo w walce z broniącymi swej niepodległości Czeczenami, albo od kijów rosyjskich kaprali. Najwyżej 20-25 tysięcy wróciło (po 25-letniej służbie) do kraju...

Jeszcze większe straty niż powstania przynosiły Polsce, mieszkańcom jej ziem, kolejne lata obcego panowania. Ziemie polskie i ich ludność traktowane były – czy to z perspektywy Petersburga, czy Berlina, czy Wiednia – jako peryferie, mniej lub bardziej ważne, ale zawsze peryferie Imperium. Peryferie, które się wykorzystuje w interesie imperialnego centrum.

Historia jest skomplikowana, ale jeśli sporządzamy próbę jej bilansu, porównując postawę poszczególnych społeczeństw i narodów w okresie II wojny światowej, w okresie tak dramatycznej i tragicznej próby, z jakim nic, co wydarzyło się później nie da się porównać, to bądźmy sprawiedliwi. Właśnie z takiego bilansu wyrasta poczucie dumy polskiej wspólnoty narodowej i walka z tym poczuciem dumy jest zjawiskiem budzącym refleksję, budzącym zastanowienie o jej przyczyny, o jej powody i budzącym opór.

Gdyby większość zdezerterowała, tak jak z armii carskiej w 1917 roku, jak z armii ukraińskiej w 1917 roku, Polski by nie było. Ogromna większość Polaków dała w roku 1920 swoje świadectwo woli istnienia niepodległej ojczyzny. Byli to przeważnie ci, którzy w pełni stali się Polakami dopiero w dwóch, trzech ostatnich pokoleniach, czyli chłopi polscy, bo to przecież oni tworzyli rdzeń tej armii. To od nich zależało, kto wygra Bitwę Warszawską, bo przecież do nich zwracała się cały czas propaganda bolszewicka, nawołując, żeby odwrócili swoje bagnety, tak jak to zrobili towarzysze rosyjscy, ukraińscy, białoruscy. Ale tego polscy chłopi-żołnierze nie zrobili. Obronili swój dom: Polskę.

Dziesiątki tysięcy działań i gestów, z których część budzi po prostu szok, (np. zwołanie ambasadorów Polski z całego świata) żeby wysłuchali szkolenia na temat tego, jak ma wyglądać właściwa dyplomacja państwa polskiego, którego udzielił im szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow na prośbę ministra Radosława Sikorskiego.

Twórcy państwa, które otrzymał w spadku Mieszko, o tym nie myśleli. Nie wiedzieli może nawet, że kładą fundament pod Polonię/Polanię – państwo przyszłych Polaków. Ale budowali swoje dziedzictwo z pasją. Wiedzieli, że warto. Ich dziedzice: Mieszko, a potem Bolesław umieli nie tylko to docenić, ale stworzyli coś trwałego, co przetrwało – na razie – ponad już tysiąc lat. W tym, co zbudowali odnajdywać będą swój dom, swoje dziedzictwo także inni, spoza rodziny książęcej, spoza drużyny księcia – ci, których nazwać możemy po prostu mieszkańcami piastowskiego państwa. Tworzyć będą tę więź pracą kolejnych generacji. Są, niemal na pewno, w tej pracy także nasi przodkowie.

Zdawał sobie sprawę, że najmocniejszym argumentem na rzecz spojenia Pomorza z jego państwem będzie udany proces chrystianizacji poprowadzony pod patronatem. (…) Najszybciej, bo w 1122 r. pojawił się na wyspie Wolin biskup Bernard z Hiszpanii. (…) W tym samym roku książę Bolesław wysłał listy do innego misjonarza, którego chciał pozyskać do swoich planów. Był nim biskup Otton z Bambergu. Bolesław znał go z dzieciństwa z Polski, gdzie młody Otton towarzyszył arcybiskupowi gnieźnieńskiemu (…). Polskiemu księciu chodziło teraz o to, żeby biskup bamberski poprowadził misję na Pomorze Zachodnie, włączając nowe „owieczki” do stadła podporządkowanego władzy pasterskiej arcybiskupów gnieźnieńskich (co łączyło się z uznaniem władzy politycznej Piastów), a nie np. magdeburskich czy hamburskich.