Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty polskich pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Zobacz listę polskich pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Ludzie myślą, że żyją bardziej intensywnie niż zwierzęta, niż rosliny, a tym bardziej - niż rzeczy. Zwierzeta przeczuwają, że żyją bardziej intensywnie niż rośliny i rzeczy. Rośliny śnią, że żyją bardziej intensywnie niż rzeczy. A rzeczy trwają, i to trwanie jest bardziej życiem niż cokolwiek innego.

Wszystko przeminie. Mądry Człowiek wie o tym od samego początku i niczego nie żałuje.

Każda podróż zaczyna się od stanu, który można by określić jako zachłyśnięcie się przestrzenią.

Przechodził go dreszcz, gdy patrzył na ludzkie płody, i nie mógł oderwać od nich wzroku, tak fascynujący to był widok. I dramatyczne, pełne marzeń aranżacje z ludzkich kości".

Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje. Ten stan ma naturę falującą i sprzeczną w sobie. Jest kwintesencją życia i jest przeciwko życiu. Przenika przez skórę do mięśni i kości, które zaczynają odtąd istnieć boleśnie. Nie boleć. Istnieć boleśnie - to znaczy, że podstawą ich istnienia był ból. Toteż nie ma od takiej tęsknoty ucieczki. Trzeba by było uciec poza własne ciało, a nawet poza siebie. Upijać się? Spać całe tygodnie? Zapamiętywać się w aktywności aż do amoku? Modlić się nieustannie?

(...) bo kiedy pracuję nad daną powieścią, przebywam w jej świecie właściwie więcej niż w tym rzeczywistym. Żyję z bohaterami, odczuwam emocje, które im towarzyszą i nieustannie głowię się nad tym, co ich spotka.

Bywają momenty, że książka pisze się sama – i to cudowne uczucie. Są jednak takie, kiedy jest pod górkę i napisanie jednego zdania wydaje się mozolnym zdobywaniem Everestu.

Nie ma na świecie lepszego zawodu niż ten, który wykonuje pisarz. Pewnie, czasem jest ciężko, a pod koniec dnia jest się intelektualnie wyzutym, ale to wciąż najlepiej spędzony czas, jaki jestem sobie w stanie wyobrazić.

Przede wszystkim chciałbym, żeby polska literatura kryminalna wybiła się na świecie – i żebym sam dołożył do tego swoją cegiełkę. Cały czas działamy w tym kierunku razem z moją agentką z Wielkiej Brytanii, ale nie jest łatwo – nie ma zbyt wielu komercyjnych, anglojęzycznych tłumaczy, którzy potrafiliby dobrze przełożyć polski tekst.

Pisanie to najlepsza rozrywka, jaką każdy pisarz zna.

– Słuchaj…
– Chyłka locuta, causa finita.
Kordian pamiętał, że sentencji „Rzym przemówił, sprawa zakończona” używało się raczej w sytuacji, kiedy dwie strony prowadziły spór, po czym głos zabierała instancja, która kończyła wszelkie dysputy. Nie miał zamiaru jednak o tym wspominać.

– Czego, kurwa, chcesz? – rzuciła Gabała.
– Tego, by moje cele zawsze były ważniejsze niż ludzie, którzy je oceniają. I żeby kroki, które podejmuję, nieustannie mnie do nich przybliżały. Oprócz tego chciałbym rozwijać własną indywidualność w świecie, który z zasady to uniemożliwia i stara się przyciąć wszystkich do jednego wzorca, oraz spełniać marzenia w taki sposób, by zawsze mieć kolejne i zachować dystans do tego, co ode mnie niezależne.
Langer przechylił głowę na bok.
– A z rzeczy bardziej przyziemnych, zamierzam was wszystkich tutaj zajebać – dodał i się rozejrzał.

- Tak. Zawsze się zastanawiałam: jak to jest być jedyną osobą na świecie, która przeżyła aborcję?

– Mój pachołek pytał o konkrety – ucięła Chyłka.
– Pachołek? – jęknął Kordian.
Joanna posłała mu krótki, nie do końca wiarygodny uśmiech, a potem nachyliła się do jego ucha.
– Kochany pachołek – rzuciła. – Lepiej?
– Trochę.

Gerard podziękował kierowcy, jakby ten był kelnerem w wytwornej restauracji i właśnie podał mu najstarsze wino pochodzące z lokalnej winnicy. Tymczasem facet po prostu zwracał mu resztę.

Nagle jednak zgięła się wpół, obróciła i zwymiotowała.
– Chyłka?
Przez moment się nie odwracała. Mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego. Powoli zaczął się do niej zbliżać, ale zatrzymał się, kiedy wyciągnęła ku niemu otwartą dłoń.
– Wstrętny pasożyt – bąknęła. – Kręci mi się w brzuchu i wywołuje rigoletto.
– Chyba nie ma jeszcze zdolności kręcenia się.
– A co ty tam wiesz, Zordon.

– Nie mamy dowodów, inspektorze. A nawet gdyby udało nam się przekonać kogokolwiek, w niczym nie pomogłoby to pańskiemu przyjacielowi.
– Wypraszam sobie.
– Słucham?
– W żadnym wypadku nie nazywajmy tego sukinsyna moim przyjacielem. Przestrzelił mi dłoń, nie pamięta pani?

- W życiu nie słyszałem głupszego pomysłu - oświadczył.
- Bo nie było cię na świecie, kiedy twoi rodzice planowali dziecko.
- Ale to poziom dźwięku twojego głosu powinno się mierzyć w imbecylach.

- Mimo wszystko to konflikt interesów...
- Dla nas nic nowego. Tak się nazywa nasz związek, Zordon.

Chyłka powiodła wzrokiem po kartonach.
– Połowa z tego wystarczyła, żeby zabić Hankę Mostowiak – zauważyła.