Bywają momenty, że książka pisze się sama – i to cudowne uczucie. Są jednak takie, kiedy jest pod górkę i napisanie jednego zdania wydaje się mozolnym zdobywaniem Everestu.
Albo się pisze piosenki albo nie. A jeśli się je pisze, tak jak ja, to wydaje mi się, że naturalne jest pragnienie wydawania płyt. Tak więc gdy opuściłem Pink Floyd miałem do wyboru dwie, nie, trzy, drogi: po pierwsze, nie robić tego więcej, co jest wariactwem, ponieważ pisałem piosenki… i chociaż podejrzewam, że mógłbym je pisać dla innych ludzi, to jednak lubię wydawać płyty – tak więc mogłem to robić jako Roger Waters albo zebrać grupę ludzi i powiedzieć hej, dlaczego nie założymy jakiegoś zespołu? Ale ze względu na poprzednie doświadczenia moja opinia na temat zespołów stała się odrobinę cyniczna, tak więc myślę, że nie była to opcja, którą bym kiedykolwiek rozważał.
Jak pisze Fredro – im człowiek starszy, tym częściej ogląda się za siebie i zauważa, że smutno jest żyć, jeśli nie ma do kogo powiedzieć: czy pamiętasz? Fredro uważa też, że kto siwieje, chętniej bajdurzy.
Bo tak naprawdę zawód aktora czy reżysera, szczególnie teatralnego, to jest jętka jednodniówka. O aktorach, wielkich moich mistrzach, zdający do szkoły teatralnej nigdy nie słyszeli. Nic im ich nazwiska nie mówią. Dlatego krytyki teatralnej nigdy specjalnie nie lubiłem. Bo to co krytyk pisze, zostaje. I nieuczciwa, niesprawiedliwa krytyka, staje się później przedmiotem naukowych rozważań.
To kolejny skandal po „Sąsiadach”, gdzie pisał o Jedwabnem. To ubliża Polakom, to antypolonizm. Gross pisze, że po wojnie Polacy pomagali komunistom mordować Żydów.
Bywają święci ludzie, ale nie ma świętych polityków i świętych państw.
Komponowanie a śpiewanie, to dwie bardzo różne rzeczy, których nie można ze sobą porównywać. To tak, jakbym zapytał, czy woli Pani czytać książkę czy grać w tenisa. Możemy lubić i jedno i drugie. To dwie różne sprawy. Są takie dni, kiedy wolę zostać u siebie i spokojnie poczytać książkę. Są też takie momenty, kiedy mam ochotę na partię tenisa. Kompozycja jest rodzajem samotności. Wewnętrznego rozpoznania i skupienia.
I tu i tu śmierć zagląda ci w oczy. Znacie takie powiedzenie, że lepiej zginąć niż przegrać? Moim zdaniem to właśnie przełamanie własnego strachu zmienia chłopców w mężczyzn. Są takie momenty – nie tylko w rajdzie, ale też w życiu – że albo zginiesz, albo wygrasz.
Przede wszystkim nie mieć złudzeń, że zawsze będzie idealnie. W związku trafiają się momenty lepsze i gorsze. Sztuka w tym, żeby te gorsze umieć przetrwać, a te lepsze umieć docenić.
Mówię do gwiazd: — Cudowne, nie śpieszcie się, przystańcie. I stanęły pod oknem jak wiejscy muzykanci.
Muszę to powiedzieć, najbardziej dumny jestem z mojego życia po za boiskiem. Zawsze będą wielcy koszykarze którzy odbijają tą małą okrągłą piłkę, a momenty w których byłem najbardziej dumny związane są z wpływaniem na życie ludzi, wpływanie na zmiany, bycie wzorem w swojej społeczności.