Pomysł, żeby próbować powtarzać rzeczy, które odniosły sukces w przeszłości, jest dla mnie receptą na katastrofę.
Jest pewien szczególny stan umysłu, który towarzyszy ci w trasie, gdzie powtarzasz ten sam dzień w kółko. Ale to jest rutyna, którą tak naprawdę lubię. Przez cały czas ktoś mówi ci, co masz robić: kiedy masz zjeść, kiedy wstać, kiedy udzielić pieprzonego wywiadu – wszystko to jest zapisane na kartce papieru. I jeśli nie zrobisz tego, co jest na tej kartce papieru, ktoś szybko postawi cię do pionu. Więc prawdopodobnie nie różni się to bardzo od więzienia, ale jednocześnie twój umysł wędruje, i to pozwala ci swobodnie myśleć.
Nie chciałbym zachęcać ludzi do brania ani być przykładem kogoś, kto bierze dużo, ale nie czuje się wypalony. Naprawę postrzegam narkotyki jako coś złego i żałuję, że dałem się w to wciągnąć.
Jest pewna określona liczba piosenek o cipach, morderstwach i Bogu, które możesz napisać. Mnie jeszcze trochę ich zostało…
Patrzę na Kraków. Mój Kraków, miasto mojego życia. Miasto naszych dziejów. Kraków jest miastem ogromnie bogatym. Całe dzieje przeszły przez to miasto i chciały w nim pozostać...
Zawsze miałem dylemat: Co czytać? Starałem się wybierać to, co najistotniejsze. Tyle rzeczy się publikuje. Nie wszystkie są wartościowe i pożyteczne. Trzeba umieć wybierać i radzić się, co czytać.
Społeczeństwo, to społeczeństwo, jakie my sami stworzyliśmy, odtrąci mnie od siebie; ale Natura, której słodkie deszcze padają zarówno na sprawiedliwych, jak na niesprawiedliwych, wskaże mi rozpadliny w skałach, w których będę mógł się ukryć, i osłonięte doliny, w których ciszy będę mógł płakać niepostrzeżony. Rozepnie gwiazdy na niebie nocy, abym mógł, gdy mrok zapadnie, iść w dal, nie potykając się; powionie wiatrem na ślady stóp moich, aby nikt z tych, co chcą mnie ukrzywdzić, nie mógł pójść za mną; oczyści mnie w wielkich wodach i uleczy gorzkiemi ziołami.
Nie lubię weekendów. Wszyscy wylegają na ulice, grają w ping-ponga, strzygą trawniki, pucują swoje samochody, jeżdżą do supermarketu, na plażę lub do parku. Wszędzie tłumy ludzi. Moim ulubionym dniem tygodnia jest poniedziałek. Wszyscy idą z powrotem do roboty i nie muszę na nich patrzeć.
Dziewczyny z daleka mogły się podobać, kiedy słońce podświetlało ich sukienki i włosy. Ale wystarczyło podejść bliżej i posłuchać, co im wycieka ustami z mózgownic. Człowiek miał wtedy ochotę złapać pistolet maszynowy, wykopać sobie ziemiankę i już z niej nie wychodzić. Wiedziałem, że nigdy nie dam rady być szczęśliwy, ożenić się, mieć dzieci.
I często nachodziła mnie jedna myśl, tak jak tamtego wieczoru przy stole: jestem idiotą. Czy nikt tego nie widzi? Po co to wino? Po co ta rozmowa? Nie jestem zainteresowany. To nie ma ze mną nic wspólnego. Czy nie widzą przez moją skórę, nie widzą, że jestem nikim?
I poszedłem do swojej sypialni. Najlepsze w niej było to, że stało tam łóżko. Lubiłem leżeć w nim godzinami, nawet w dzień. Kładłem się i podciągałem kołdrę pod brodę. Dobrze się wtedy czułem. Nic się nie działo, nie było ludzi ani nic.
potrzebuję porządnej kobiety [...] wiem, że istnieje ale gdzież jest na tej ziemi na której znajdują mnie tylko kurwy?
Więcej dobrych ludzi zginęło za poezję, niż warte są te wszystkie wasze szemrane pola bitewne; więc jeśli padnę pijany w pokoju za cztery dolary: spapraliście waszą historię, to pozwólcie mi babrać się w mojej.
Potem poszliśmy do łóżka. Światła były pogaszone, wlazłem na nią po ciemku, raz czy dwa razy popchnąłem do oporu i znieruchomiałem. - Słuchaj, jak ty masz właściwie na imię? - A czy to, do cholery, nie wszystko jedno? - spytała.
Nazwij mnie betonem, jeśli chcesz, niekulturalnym chamem, pijakiem, kimkolwiek. To świat mnie ukształtował, a ja ukształtowałem to, co się dało.