Teraz jestem łajdakiem, który przychodzi do Pana Jezusa. Przychodzę jako łobuz i mówię: "czy taką mnie kochasz? Czy taką mnie kochasz, k…a?
(…) katolik to nie jest człowiek, który cały czas siedzi w kościele i klepie paciorki. Katolik też żyje, a życie jest czasem cholernie trudne i nieoczywiste. I o tym wszystkim trzeba mówić, a nie udawać, że jesteśmy idealni.
Dostałam od rodziców wilczy bilet na odchodne. Wedle matki byłam artystką ze spalonego teatru, a wedle ojca wielkim rozczarowaniem.
Wierzę w to – i nie chcę, żeby zabrzmiało to bardzo pompatycznie – wierzę w to, że jak walisz prosto z mostu i jak jesteś w tym uczciwy - na swój popier***ony i łajdacki sposób - mówisz po prostu: jesteś rozwalona, nie daję sobie rady… nie wiem… może sobie strzelę w łeb (…) to jedno dziecko się porzyga, drugie będzie ryczało, a jakaś osoba powie: Kurde, ale ja czuje to samo.
Jestem w ogromnym zachwycie i niedowierzaniu, że dziewczyna z Gdańska, z blokowiska, a potem ze smętnej kamienicy, wyrosła na panią, która podpisuje płyty dwie godziny i nie ma końca. To jest taka historia, której chciałam dla siebie.
Jestem teraz w momencie takiej spokojnej radości, zatrzymania się i szczerego cieszenia się z tego, co człowiek osiągnął przez te lata. Bo ciągle coś temu przeszkadzało, ciągle była jakaś wewnętrzna presja.
Mam zwyczajne życie i to, że czasem pojawiam się w programie czy na koncercie nie wyklucza mnie i nie mam żadnej taryfy ulgowej. Mam takie same troski, a czasami jest ich więcej z różnych powodów, o których nie chcę rozmawiać. Na tym etapie, kiedy masz już dzieci, rodzinę, oni cię bardzo kochają i potrzebują. Nie o to chodzi, że tracisz te pasje. Kocham śpiewać i jest to moje ogromne źródło odetchnięcia od obowiązków. Cudownie jest nie uciekać od tego, co cię spotyka, nawet gdy jest to ogromne cierpnie. Myślę, że musiałam się tego nauczyć, żeby się z tym dobrze spotkać. Uczysz się bycia nie gwiazdą, tylko człowiekiem. Taką staram się być przyjaciółką, żoną i mamą.
Mój tata nagrywał ten głos, jak miałam 5 lat. Potem te kasety miałam gdzieś na strychu. Miałam niezłą frajdę, jak odkopałam ten karton, znalazłam siebie z czasów małej dziewczynki.
Skawiński nie stoi już nade mną z batem. Jestem wolna.
Jak się popatrzy na takie historie jak św. Maksymiliana Kolbego, który powiedział: „Dobra, gościu, to ja idę do tej celi głodowej, nie ma sprawy”, wtedy wiadomo, że w Kościele coś jest. Nie znałam wcześniej takiej siły.
Wyszłam za mąż, ale to nie znaczy, że jestem grzeczną, układną Chylińską. Nadal klnę i biję się, jak trzeba.
Warto robić to, co uważa się za słuszne, zmieniać się i iść do przodu nawet wbrew tym, którzy mówią, co jest kultowe, a co nie.
To, że nagrałam taką płytę, nie jest sygnałem, że od dzisiaj będę nagrywać pop. To informacja, że od dziś mogę nagrać wszystko, na co mam ochotę.
Bob Budowniczy! To jest hicior! Ta koparka tam, brr!
Świadomość bycia matką rośnie proporcjonalnie do wielkości brzucha. I w miarę jak brzuch rósł, przestawałam myśleć, że coś tracę.
Ja oczywiście McGywer, kurwa!
Poród to rzeźnia, a pierwsze dwa miesiące po nim są prawdziwą masakrą.
No bo ja kocham, jak wariatka, wiesz, ja jestem taka, że… „poszłaś, byłaś, miałaś czas, a ze mną nie”.
Nauczyciele, muszę powiedzieć o nauczycielach. Więc teraz.. Mam… Mam… Słuchajcie: – fuck off! Nienawidzę was!
Jest jedna rzecz, której nie zrozumie ani słuchacz, ani dziennikarz, ani nikt, kto nie jest w miarę popularnym artystą. Chodzi mi o presję oczekiwań. Jeśli kolejne płyty zdobywają sobie popularność i uznanie, to w którymś momencie pojawia się ciśnienie, że następna płyta również musi ten sukces powtórzyć.