Literacka czy naukowa, ogólna czy specjalistyczna, cała nasza edukacja jest zdominowana przez słowa i tym samym nie udaje jej się osiągnąć tego, co powinna. Zamiast przekształcać dzieci w wszechstronnie rozwiniętych dorosłych, produkuje studentów nauk przyrodniczych, którzy są zupełnie nieświadomi Przyrody jako pierwotnego faktu doświadczenia, wydaje na świat studentów humanistyki, którzy nie wiedzą nic o humanitaryzmie, swoim lub czyimkolwiek.
Ale, emerytury, to oczywiście nie wszystko. Trzeba, żeby robili coś pożytecznego i stanowiącego dla nich wyzwanie. Trzeba im kogoś, kim mogą się opiekować, a w rewanżu być kochanym.
"Tak właśnie powinno się wiedzieć, jakie rzeczy naprawdę są" A jednak pojawiły się zastrzeżenia. Gdyby bowiem ktoś widział zawsze właśnie tak, nigdy by nie chciał robić nic innego. Jedynie patrzeć, jedynie być boską nie-jaźnią kwiatu, książki, krzesła, flaneli.
Pamiętacie wszyscy, jak sądzę, ową piękną, natchnioną sentencję Pana Naszego Forda: Historia to bujda. Historia - powtórzył dobitnie - to bujda.
- Trzeba jednak podejmować ryzyko, trzeba robić pierwszy krok. A nikt nie jest, na szczęście, nieśmiertelny. Ludzie z utrwalonym nawykiem szwindlowania, dręczenia i siania goryczy wymrą za parę lat. Umrą i zastąpią ich kobiety i mężczyźni wychowani w nowy sposób. Stało się tak z nami, tak samo może stać się z wami.
Główną wadą powieści o myśli jest to, że trzeba pisać o ludziach, którzy mają jakieś myśli do wypowiedzenia, a to wyklucza właściwie wszystkich przedstawicieli rasy ludzkiej prócz może jednej dziesiątej procentu, dlatego prawdziwy powieściopisarz nie tworzy tego rodzaju książek. Ale ja nigdy nie udawałem takiego powieściopisarza. Zasadniczą wadę powieści o myśli stanowi jej sztuczność. A tego nie da się uniknąć. Ludzie bowiem, którzy potrafią rozwijać zręcznie sformułowane poglądy, są niezupełnie prawdziwi, są trochę potworni. A przebywanie wśród potworów staje się na dłuższą metę nieco męczące.
W odniesieniu do propagandy pierwsi orędownicy powszechnego szkolnictwa i wolnej prasy wyobrażali sobie tylko dwie możliwości: propaganda może być prawdziwa albo kłamliwa. Nie przewidzieli tego, co w zasadzie nastąpiło, zwłaszcza w zachodnich krajach demokracji kapitalistycznej - rozwoju potężnego przemysłu medialnego, dla którego największe znaczenie ma nie tyle prawda czy fałsz, co atrakcyjność informacji, w mniejszym lub większym stopniu nieistotnych. Mówiąc krótko, dawni luminarze nie wzięli pod uwagę niemal bezgranicznego apetytu człowieka na rozrywkę.
Każde dziecko spędza dwa poranki w szpitalu umierających. Są tam najlepsze zabawki, a w dniach zejścia podaje się dzieciom krem czekoladowy. Uczą się uznawać śmierć za rzecz zwykłą.
Podczas gdy ambicję osobistą wszyscy moraliści postrzegają jako niepożądaną, tylko najbardziej zaawansowani zwolennicy teocentryzmu zdołali dostrzec zgubność ambicji zastępczej, żywionej w imieniu określonej sekty, narodu czy osoby. Zdecydowana większość ludzi jest zdania, że tego rodzaju ambicja jest chlubnym uczuciem. Dlatego właśnie jest ona niebezpieczna dla ludzi dobrej woli, zbliżających się nawet ku świętości.
- Zgoda, ale jaka nauka?. Rzekł sarkastycznie Mustafa Mond. - Brak wam wykształcenia naukowego, więc nie możecie sądzić. A swego czasu byłem nie najgorszym fizykiem. Na tyle dobrym, by uświadomić sobie, że cała ta nasza nauka to książka kucharska z pewną prawowierną teorią gotowania, której nikt nie może podważać, oraz z listą przepisów, których nie wolno stosować bez specjalnego pozwolenia szefa kuchni. Teraz ja jestem szefem kuchni. Ale kiedyś byłem ciekawskim młodym kuchcikiem. Zacząłem trochę gotować na własną rękę. Nieprawowiernie, wbrew zaleceniom. W gruncie rzeczy nieco prawdziwej nauki. - Umilkł. - Jaki był skutek? - zapytał Helmholtz Watson. - Zarządca westchnął. - Podobny jak ten, który czeka was, młodzi ludzie. Groziło mi zesłanie na wyspę.
W poruszający sposób opowiedziana historia okrutnej niesprawiedliwości potrafi sprawić, że ludzie dopuszczają się w odwecie niesprawiedliwości na sprawcach pierwotnego czynu lub, jeśli ci są nieosiągalni, w stosunku do innych, którzy, fatalnym zbiegiem okoliczności, z takiego czy innego powodu są w danej chwili utożsamiani ze sprawcami.
(...) jak cała nasza historia, ostrzega przed konsekwencjami właściwych ludziom zachowań, normalnej, grzesznej, ludzkiej egzystencji. Możemy życzyć sobie, by udało nam się uniknąć zbrodni i szaleństw, jakich dopuściły się poprzednie pokolenia, jednocześnie jednak chcemy żyć normalnym życiem, które (choć do pewnego stopnia jest dobre i piękne) niesie za sobą te właśnie zbrodnie i szaleństwa, których chcielibyśmy uniknąć. Dlatego właśnie wniosków z lekcji historii nie wyciąga nikt, z wyjątkiem świętych, którym i tak nie jest to do niczego potrzebne.
Prawdziwie zbawiennym darem jest widzieć siebie tak, jak widzą nas inni. Nie mniej ważna jest umiejętność postrzegania innych tak, jak oni sami siebie postrzegają.
Dopóki wszyscy nauczyciele nie będą geniuszami i entuzjastami, nikt nie nauczy się niczego poza tym, co sam przestudiuje.
W przerwach pomiędzy doznawanymi przez siebie objawieniami osoba zażywająca meskalinę zdaje się odczuwać, że chociaż w pewien sposób wszystko jest w cudowny sposób tak jak powinno być, w inny sposób coś jest nie tak.