Edukacja jest środkiem wyostrzania umysłu człowieka zarówno pod względem duchowym, jak i intelektualnym. Jest to miecz obosieczny, którego można użyć albo do postępu ludzkości, albo do jej zniszczenia.
W powszechnej świadomości, również w szkole, nauczanie fizyki kończy się tak naprawdę na początku XX wieku. To znaczy, jak dochodzimy do Szczególnej i Ogólnej Teorii Względności Einsteina, i jak dochodzimy do mechaniki kwantowej, to w zasadzie już jest za chwilę matura, i kończymy mówiąc, że to jest "nowa fizyka", i w zasadzie nauczanie powinniśmy skończyć. Wynika to z przekonania, że ta współczesna fizyka jest bardzo trudna. Jest w zasadzie niemożliwa do przekazania. To jest nieprawda.
[...] dla dobrego nauczyciela zły program albo zły podręcznik to nie jest przeszkoda. Dobry nauczyciel jest w stanie nie przeszkadzać, nie robić sobie nic z tego, że podręcznik czy program chce tego czy tamtego. Mimo wszystko wychować ludzi pełnych pasji, pełnych kreatywności i nauczyć się czegoś wyjątkowego.
Ta reforma to antyintelektualny zwrot zgodny z logiką najbardziej prostackiej nomenklatury. Przypomina działania reżimu w byłej Jugosławii, gdy komuniści tracili już władzę. Ostatnim ich zrywem była próba kontrolowania szkolnictwa i podporządkowania go życiu społecznemu. Tak samo dzieje się dzisiaj. Uniwersytet staje się rynkiem. Słyszymy: „Nie potrzebujemy intelektualistów, którzy tworzą krytyczne sposoby widzenia świata. Potrzebujemy specjalistów, którzy rozwiążą problemy zwykłych ludzi”. Co to oznacza? Zredukowanie ludzi do roli ekspertów oznacza mierzenie się ze sformułowanymi już problemami. Prawdziwa refleksja zaś to nie rozwiązywanie cudzych problemów, ale pytanie o to, jak te problemy są formułowane.
Jest taki stary dowcip. Pytają Marksa, Engelsa i Lenina, kogo wolą: żonę czy kochankę. Marks odpowiada: „Żonę”. Engels: „Kochankę”. A Lenin mówi: „Obie”. I wszyscy się dziwią: „Jak to, Lenin, przecież z ciebie jest taki asceta. Po co ci żona i kochanka?”. A on wyjaśnia: „Jak to po co? Kochance będę mówił, że jestem u żony, a żonie, że u kochanki”. „No, ale co będziesz robił w tym czasie?”. Lenin na to: „Jak to co? Uczył się”. Kiedy byłem w szkole, na wszystkich ścianach wisiało przesłanie Lenina do młodych ludzi: „Uczitsia, uczitsia, uczitsia”. Dziś znowu jest aktualne.
Szachy to narzędzie, które poprawia umiejętność nabywania wiedzy przez dzieci. Ta gra może się stać dobrą podstawą do tego, by sprawniej realizować wymogi nowoczesnego programu edukacji.
Dominuje stanowisko, że edukacja jest zbyt ważna, by podejmować ryzyko. Odpowiadam na to, że edukacja jest zbyt ważna, by nie podejmować ryzyka. Musimy się przekonać, co się sprawdza - a jedynym sposobem, by to zrobić, jest eksperymentowanie. Dzieci sobie poradzą. Już sobie radzą na własną rękę. To dorośli się boją.
Świat zmienia się zbyt szybko, by można było nauczyć dzieci wszystkiego, co muszą wiedzieć; trzeba im pokazać metody i środki, za pomocą których będą się uczyły same. Należą do nich: kreatywne rozwiązywanie problemów, dynamiczna współpraca w sieci i poza nią, analizowanie w czasie rzeczywistym oraz zdolność do ulepszania i tworzenia nowych cyfrowych narzędzi.
Nie możesz uczyć ludzi karząc ich. (...) tak naprawdę strach niczego nie uczy! Kara sprawia, że ludzie oswajają się ze strachem, więc przestają odczuwać zaskoczenie. Wiedzą co może się wydarzyć (...).
Literacka czy naukowa, ogólna czy specjalistyczna, cała nasza edukacja jest zdominowana przez słowa i tym samym nie udaje jej się osiągnąć tego, co powinna. Zamiast przekształcać dzieci w wszechstronnie rozwiniętych dorosłych, produkuje studentów nauk przyrodniczych, którzy są zupełnie nieświadomi Przyrody jako pierwotnego faktu doświadczenia, wydaje na świat studentów humanistyki, którzy nie wiedzą nic o humanitaryzmie, swoim lub czyimkolwiek.
Dopóki wszyscy nauczyciele nie będą geniuszami i entuzjastami, nikt nie nauczy się niczego poza tym, co sam przestudiuje.
W świecie, w którym edukacja jest w głównej mierze słowna, bardzo wykształceni ludzie nie są w stanie skierować uwagi na cokolwiek poza słowami i pojęciami. (...) Nawet w naszej erze techniki, werbalistyczne nauki humanistyczne otacza się szacunkiem. Niewerbalne nauki humanistyczne, sztukę bezpośredniego uświadamiania sobie określonych faktów naszej egzystencji ignoruje się niemal całkowicie. (...) Kwestia edukacji w zakresie niewerbalnych nauk humanistycznych nie mieści się w żadnej ustalonej przegródce. Nie jest to religia, neurologia, gimnastyka, moralność, czy nauka o prawach i obowiązkach obywatela, ani nawet psychologia eksperymentalna. Skoro tak jest, temat ten, z punktu widzenia akademickiego czy kościelnego, nie istnieje i można go bezpiecznie ignorować lub pozostawić z protekcjonalnym uśmiechem, tym, których faryzeusze werbalistycznej ortodoksji określają mianem dziwaków, znachorów, szarlatanów i niekompetentnych amatorów.