Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Anglików

Zobacz listę Anglików

Anglicy wg. profesji

Popęd zahamowany wylewa, a powódź to uczucia, powódź to namiętność, powódź to nawet szaleństwo: zależy to od siły strumienia, wysokości i wytrzymałości zapory. Strumień nie napotykający przeszkody spływa gładko w dół wytkniętym kanałem aż po spokojny dobrobyt.

Wiara jest czymś zupełnie odmiennym od wierzeń. Wierzenia to systematyczne i zdecydowanie zbyt poważne przyjmowanie słów nieprzemyślanych przez samego siebie. Słów świętego Pawła, słów Mahometa, słów Marksa, słów Hitlera. Ludzie biorą je zbyt poważnie, i czym się to kończy?

A przecież chciał jak najlepiej. Co zresztą w pewnym sensie pogarsza tylko sprawę. Ci, co chcą dobrze, postępują w taki sam sposób jak ci, co chcą źle.

Niezliczona liczba ludzi jest spragniona autotranscendencji i z zadowoleniem odnalazłaby ją w kościele. Ale, niestety, "głodne owieczki czekają, lecz pozostają nie nakarmione". Biorą udział w obrzędach, słuchają kazań, powtarzają modlitwy; ale ich pragnienie pozostaje nie zaspokojone. Rozczarowani, uciekają się do butelki. Przynajmniej przez pewien czas i w pewnej mierze jest to skuteczne. Mogą nadal jeszcze bywać w kościele; ale nie ma on dla nich większego znaczenia niż Muzyczny Bank z Erewhon Butlera. Nadal mogą uznawać Boga; ale jest on Bogiem tylko na poziomie słownym, tylko w czysto pickwikowskim sensie. Rzeczywistym obiektem kultu jest butelka, a jedynym religijnym przeżyciem jest stan niepohamowanej i przebojowej euforii, która towarzyszy spożyciu trzeciego cocktailu.

Kiedy człowiek wytęży wszystkie siły, aby podnieść ciężar, który wydawał mu się olbrzymi, z przykrością się przekonuje, iż hantle są tekturowe i że można je podnieść dwoma palcami.

- Bóg jest racją dla wszystkiego, co szlachetne, piękne i bohaterskie. Gdybyście mieli Boga...
- Mój drogi młody przyjacielu - rzedł Mustafa Mond - cywilizacji absolutnie nie potrzeba szlachetności ani heroizmu. Te rzeczy są symptomem politycznej nieskuteczności. W społeczeństwie dobrze zorganizowanym, takim jak na przykład nasze, nikt nie ma okazji do wykazywania się szlachetnością czy heroizmem. Warunki musiałyby całkowicie utracić stabilność, by taka okazja mogła zaistnieć. Tam gdzie toczą się wojny, spory o władzę, gdzie występują skłonności do stawiania oporu, umiłowane obiekty, o które się walczy lub których się broni - tak, rzecz jasna, szlachetność i heroizm mają pewien sens. Dziś jednak nie ma wojen. Poświęca się maksimum troski temu, by chronić człowieka przed zbytnią miłością do kogokolwiek. Nie ma sporów o władzę każdy jest tak uwarunkowany, że może robić tylko to, co robić powinien. A to, co powinien robić, jest w całości tak miłe, tyle naturalnych odruchów może przy tym znajdować ujście, że naprawdę nikt nie ma skłonności do stawiania oporów.

Tego typu idea może rozwarunkować co bardziej niestabilne umysły kast wyższych - pozbawić je wiary w szczęśliwość jako Dobro Najwyższe, a w zamian rozbudzić w nich przekonanie, iż cel jest gdzieś indziej, gdzieś poza sferą aktualnego bytowania ludzi; że celem życia nie jest podtrzymanie dobrobytu, lecz jakieś tam pogłębianie i doskonalenie świadomości, jakieś poszerzanie wiedzy. Co zresztą, pomyślał zarządca, może być prawdą.

Czy któryś z was był zmuszony przetrwać jakiś długi okres między uświadomieniem sobie pragnienia a jego zaspokojeniem?

Systematyczne rozumowanie jest czymś, bez czego nie możemy, jako gatunek lub indywidualności, się obyć. Jednak jeśli chcemy pozostać przy zdrowych zmysłach, nie możemy również obyć się bez bezpośredniej percepcji, im bardziej niesystematycznej, tym lepiej, wewnętrznych i zewnętrznych światów, w których się urodziliśmy.
Dana nam rzeczywistość jest nieskończonością, która przekracza wszelkie zrozumienie, a jednak jest bezpośrednio i w pewien sposób zupełnie postrzegana. To transcendencja innego porządku niż ludzki, a jednak może być nam objawiona jako poczucie immanencji, przeżywany udział.
Bycie oświeconym to bycie świadomym, zawsze, całej rzeczywistości w swej immanentnej inności - bycie jej świadomym, a jednak pozostanie w stanie umożliwiającym przetrwanie jako zwierzę, myślenie i czucie jak człowiek, odwoływanie się zawsze, gdy to wskazane, do systematycznego rozumowania.
Naszym celem jest odkrycie, że zawsze znajdowaliśmy się tam, gdzie powinniśmy".

- W czasach gdy Pan Nasz Ford był jeszcze na ziemi, żył chłopiec nazwiskiem Rojben Rabinowicz. Rojben był dzieckiem rodziców mówiących po polsku. - Tu dyrektor przerwał. - Wiecie, mam nadzieję, co to jest "polski"?
- Martwy język.
- Jak francuski i niemiecki - dodał inny student, popisując się swoją wiedzą.
- A "rodzice"? - pytał dyrektor RiW.
Zapadło niepewne milczenie. Kilku chłopców zarumieniło się. Nie nauczyli się jeszcze dostrzegać znaczącej, ale często nader subtelnej różnicy między wiedzą czystą a niezbyt czystą. Jeden z nich odważył się w końcu unieść rękę.
- Ludzie byli dawniej... - zawahał się; rumieniec oblał jego twarz. - No więc, oni byli żyworodni.
- Dobrze - dyrektor z aprobatą kiwał głową.
- A gdy dzieci zostały wybutlowane...
- Urodzone - poprawił dyrektor.
- No, to wtedy oni byli rodzicami...to znaczy nie dzieci, tylko tamci drudzy - biedny chłopiec ze zmieszania tracił głowę.

- Czy miałeś kiedyś uczucie (...) jak gdyby coś tkwiło w twoim wnętrzu, czekając tylko, aż pozwolisz temu czemuś się wydobyć? Coś jak nadmiar mocy, którego nie wykorzystujesz...no, wiesz, jak woda, która spada swobodnie w dół, zamiast poruszać turbiny?

- Wolę pozostać sobą - opierał się - Sobą, choćby nieprzyjemnym. A nie kimś innym, choćby nawet wesołym.

Potrafię współczuć cudzym bólom, ale nie przyjemnościom. Jest coś dziwnie nudnego w szczęściu innych ludzi

Najbardziej złożone zdarzenia, z jakimi przychodzi nam się zmierzyć, dotyczą historii ludzkości. Gdybyśmy mieli ustalić przyczyny (...) musielibyśmy, (...) uwzględnić ogromną różnorodność (...) Sporządzenie wyczerpującej listy tych istotnych z praktycznego punktu widzenia "przyczyn", określenie ich relatywnej wagi, interakcji zachodzących między nimi - to zadanie ogromnie trudne. Tak trudne, że w istocie wykraczające poza możliwości umysłu ludzkiego na obecnym etapie jego rozwoju. Niestety, nierozwiązywalność danego problemu nigdy dotąd nie powstrzymała nikogo od preferowania rozwiązań, o których słuszności jest on przekonany. Przyjęta metoda to zawsze nadmierne uproszczenie. Ignoruje się zatem wszelkie zdarzenia poprzedzające to, które rozważamy, z wyjątkiem poprzedzających je bezpośrednio; historię zaś traktuje się tak, jakby zaczęła się zaledwie wczoraj. Jednocześnie wyrzuca się z umysłu niewygodną złożoność zjawisk. Ludzi redukujemy do pasujących do naszych założeń abstrakcji. Różnice charakterów, talentów i motywacji ulegają zrównaniu poprzez ujednolicenie. Zdarzenie przedstawione zostaje w sposób wystarczająco prosty, by umożliwić jego wyjaśnienie przez pryzmat bardzo nielicznych "przyczyn", być może nawet tylko jednej. Wyciągnięty w ten sposób wniosek teoretyczny służy następnie niejednokrotnie jako drogowskaz przyszłych działań. Nic więc dziwnego, że ich wyniki jawią się jako niezadowalające. Nadmierne uproszczenie to fatalny błąd, natomiast wyczerpujące i prawidłowe określenie wszystkich faktycznie istotnych przyczyn zdarzenia złożonego jest po prostu niemożliwe. Czy jesteśmy więc skazani na wieczne niezrozumienie historii, a tym samym niezdolni do wyciągania wniosków z doświadczeń przeszłości? (...)
(...) jesteśmy (...) w stanie (...) opracować strategię choćby w niewielkim stopniu mniej samobójczą niż ta, którą stosowaliśmy w przeszłości.

Soma ukoi gniew, pogodzi z wrogami, doda cierpliwości i wytrwałości. Dawniej można to było osiągnąć tylko wielkim wysiłkiem po latach trudnych ćwiczeń woli. Dziś połyka się dwie lub trzy półgramowe tabletki i załatwione. Dziś każdy obdarzony jest cnotami. Co najmniej połowę swej moralności nosi w fiolce. Chrześcijaństwo bez łez, oto czym jest soma." - Mustafa Mond

Powietrze czternastego piętra krzyczało imperatywem kategorycznym.

A poza tym musimy myśleć o naszej stabilności. Nie potrzeba nam zmian. Każda zmiana zagraża stabilności. To dalszy powód, dla którego tak niechętnie wprowadzamy nowe wynalazki. Każde odkrycie w naukach teoretycznych jest potencjalnie wywrotowe; nawet naukę musimy niekiedy traktować jak ewentualnego wroga. Tak, nawet naukę.

Nic dziwnego, że (...) wielcy businessmeni są takimi entuzjastami pracy. Praca daje im krzepiące złudzenie, że istnieją, a nawet, że są potrzebni. Gdyby przestali pracować, uświadomiliby sobie, że większość z nich w ogóle nie istnieje. Że są po prostu dziurami w powietrzu, niczym więcej. Dziurami, w których jest trochę niemiłej woni. Przypuszczam, że większość smilesowskich dusz musi mieć przykry zapach. Nic dziwnego, że nie mają odwagi przestać pracować. Mogliby zobaczyć, czym są w rzeczywistości, a raczej czym nie są. Nie mają odwagi narazić się na takie ryzyko.

Musisz doznawać bólu i trosk, inaczej nie stworzysz tekstów prawdziwie dobrych, przeszywających jak promienie Roentgena.

Człowiek wybutlowany i uwarunkowany jako alfa zwariowałby, gdyby mu przyszło wykonywać pracę epsilona półkretyna; zwariowałby albo by zaczął tłuc wszystko dookoła. Alfy można w pełni socjalizować, ale tylko pod warunkiem, że da się im pracę alf. Tylko od epsilona można oczekiwać właściwego epsilonom poświęcenia, to zaś z tego prostego powodu, że dla niego nie są to poświęcenia, lecz działania po linii najmniejszego oporu. Warunkowanie wyznaczyło mu tor, po którym ma się poruszać. Inaczej nie potrafi; jego los jest z góry ustalony. Nawet po wybutlacji pozostaje niejako w butli - w niewidzialnej butli wpojonych mu w fazie embionalnej i w dzieciństwie zachować." - Mustafa Ford, rozmowa z Dzikusem