Miłość nie zna celów pośrednich - gubi lub zbawia. Cały los człowieka zawiera się w tym dylemacie; żadna siła fatalna nie stawia tak nieubłagalnie, jak miłość, dylematu: zguba albo zbawienie. Miłość jest życiem, jeśli nie jest śmiercią; kolebką, ale także i trumną. To samo uczucie szepcze w sercu człowieka: ,,nie” i ,,tak”. Ze wszystkich dzieł Boga serce ludzkie daje najwięcej światła i - niestety - najwięcej mroku.
- A czy wie jejmościanka, co to jest przyjaźń? – spytał. - O, tak – odrzekła Cyganka – jest to być siostrą i bratem; dwie dusze stykające się choć niezlewające ze sobą; dwa palce u ręki. - A miłość? – pytał dalej Gringoire. - O! Miłość! – zawołała, a głos jej drżał i oko promieniało. – Miłość, to być we dwoje, a być tylko jednym. Mężczyzna i kobieta stopieni w jednego anioła. To niebo.
Bóg kryje się we wszystkim, lecz wszystko kryje nam Boga. Rzeczy są czarne, ludzie nieprzejrzyści. Kochać kogoś - to uczynić go przejrzystym.
My wszyscy mamy jakieś kochanki, które robią z nas ludzi szalonych, czyli odważnych. Kiedy człowiek jest zakochany jak tygrys, łatwo mu się bić jak lew. To swego rodzaju odwet za pociski miłości, którymi rażą nas panie gryzetki. Roland zginął na złość Angelice.
Człowiek potrzebuje uczucia, życie bez tkliwości i bez miłości jest tylko bezdusznym, skrzypiącym i smutnym mechanizmem.
Słówka przy kieliszku i słówka miłosne; i jedne, i drugie są równie nieuchwytne. Słowa miłosne – to mgła; słowa przy kieliszku - to dym.
Kocha cię drugi młodzieniec, Ty jednemu oddasz wieniec; Zostawże łzy i rumieniec Dla nieszczęśliwego kochanka, Gdy szczęśliwy bierze wieniec, Z róż, liliji i rumianka.
Pocałunek jej, ach, nektar boski! Jako płomień chwyta się z płomieniem, Jak dwóch lutni zlewają się głoski Harmonijnym ożenione brzmieniem.
Prawdziwy Bóg jest zwierzęciem. Jest w zwierzętach, tak blisko, że aż go nie dostrzegamy. Codziennie się dla nas poświęca, wielokrotnie umiera, karmi nas swoim ciałem, odziewa w swoją skórę, pozwala na sobie testować lekarstwa, żebyśmy mogli żyć dłużej i lepiej. Tak okazuje nam przywiązanie, obdarza nas przyjaźnią i miłością.
Chciałaby być nim samym, żeby móc go kochać właściwie. Być w nim. Pieścić jego ciało jego własnymi rękami, pielęgnować je wiec dużo lepiej, niż on sam byłby w stanie. Gdyby mogło nas tam być dwoje (...). Umiałabym na pamięć każdy kawałek jego ciała, znałabym wnętrze jego ust jak jego własny język, kształt każdego zęba; jego zapach nigdy nie wydałby mi się obcy. Byłby mój. Kołysałabym go.
Czytałam gdzieś o psychologicznym mechanizmie miłości bez wzajemności. Otóż zakochany obdarza ukochaną osobę jako potężną częścią swojej energii potrzebnej mu do życia; oddaje jej swoje libido czy też elan vital. Gdyby sytuacja była symetryczna, czyli miłość zostałaby odwzajemniona - dostałby w zamian podobną dawkę tej energii od ukochanej osoby. Ale nie dostaje. Jego poziom elan vital spada, nie starcza mu jej dla siebie - dlatego czuje się marny, bylejaki i bezwartościowy. Ma myśli samobójcze, choruje. Prosta mechaniczna zasada. Obiekty jednostronnych miłości są więc mimowolnymi wampirami. Kwitną jak Izabela. Wokulski kocha to, co go niszczy.
Jakie to bolesne być kochanym za nic, czyli za to, że się jest. Jaki niepokój niesie taka miłość. Jak z niedowierzenia plączą się myśli i serce puchnie od przyśpieszonych uderzeń. Jak świat odsuwa się i traci dotykalność.