Masz krew na sukni. Nieważne. Bylebym miała uśmiech na ustach.
Masz krew na sukni. Nieważne. Bylebym miała uśmiech na ustach.
Wielokrotnie przelewał cudzą krew, a teraz jego krew płynęła, by oczyścić jego przeszłość.
Rzeczywisty świat to ten, na którym po ukłuciu igłą płynie czerwona krew.
Prawo stwierdza jasno: kto przelał cudzą krew, ten płaci własną.
[akt III, scena V].
Krew się dziedziczy, a cnotę się nabywa i cnota ma wartość sama w sobie, a krew nie.
Byli jak dwa bliźniacze embriony kołyszące się na falach zabutlowanego surogatu krwi.
Świat istnieje, bo go rozdyma strumień idących na śmierć ludzi, jak krew tętnicę.
Czerwień kobiecych warg jest po to, żeby nie było na nich znać krwi, wyssanej przy pocałunkach.