- Jest gotów pojechać dla nas na Białoruś. - Dla nas? - Dla kilkunastu tysięcy. - To pójdzie z twojej pensji. - Jeśli tak, to będę musiał nocować u ciebie przez dobre pół roku. I żyć na twój koszt. - W takim razie z mojej pensji.
W takim razie mamy naprawdę parszywą robotę - zauważył. - Nikt nigdy nie twierdził, że jest inaczej. Ale są gorsze. - Tak? - Pewnie. Przecież jakiś fryzjer strzyże Rutkowskiego, prawda?
- Żebyś wiedział. Dzięki temu masz mniej sił na irytowanie się tym, co dzieje się wokół. Pewnych rzeczy nawet nie rejestrujesz. Papieros równa się zdrowie. - Jeśli przymknąć oko na to, że zabija.
- Jakoś nie wyglądasz mi na dziewczynę lubiącą hip-hop. - Z pozorów nikt jeszcze nie ułożył prawdziwego obrazu człowieka.
(...) Przeglądałam Make Life Harder i dotarłam do pewnej zasadniczej konstatacji na temat miejsca i czasu, w którym żyjemy (...) - I niby jaka to konstatacja? - Kraj chujowy, ale memy wspaniałe Zordon milczał. - Parafrazuję Piłsudskiego- dodała. - Poniekąd".
- Przejściowe problemy z prawem jazdy. Twoi koledzy po fachu nie chcieli uwierzyć, że przed wejściem za kółko najadłam się jabłek i płukałam usta płynem z alkoholem.
- Nieśmieszne? - nie poddawał się. Zmierzyła go wzrokiem i westchnęła. - Tak śmieszne, że zaraz zgotuję ci owacje pośladkami na stojąco.
Tym razem dodał to tequili trochę toniku. - Coś ty zrobił? Wzruszył ramionami i usiadł obok. - Tutaj się w ten sposób nie pije - skwitowała krytycznie Chyłka - I chyba w ogóle nie ma takiego drinka. - Oczywiście, że jest. Z twoim zapleczem pijackim powinnaś o tym wiedzieć - odparł, wyciągając nogi na fotelu - To TnT. - To tytuł kawałka AC/DC, Zordon. - I skrót od tequila and tonic. Zwie się także tektonikiem. - Mniejsza z nomenklaturą. Pijmy.
- Borborygmus - powiedziała. Oryński otworzył szeroko oczy. - Wybrałaś imię dla dziecka? - Nie. To fachowe określenie na burczenie i bulgotanie w brzuchu. - Szkoda, pasowałoby w sam raz do twojego szkraba (...).
Czasem jedna sekunda wystarcza, by się zakochać, jeden nabój, by odebrać życie, a jeden uśmiech, by zrozumieć, czym jest szczęście.
(...) w razie czego pamiętaj, żeby na moim pogrzebie podejść do trumny, podnieść z niej kwiaty, potem krzyknąć " to kto następny?' i rzucić je przez ramię w tłum.
Ktoś kiedyś powiedział, że miłość to nic innego jak zdolność rozpoznawania samego siebie w oczach drugiej osoby".
Zordon napije się kawy. Z mlekiem sojowym, aromatem waniliowym, bitą śmietaną i happy mealem Czarodziejki z Księżyca. Jeśli pan ma coś takiego pod ręką.
- Pamiętasz, jak ci powiedziałam, że nie jesteś najgłupszy na globie, ale lepiej licz na to, żeby ta osoba nie umarła? - No. - Wiesz, co Wadryś odpowiedziała na podobne stwierdzenie? (...) Życzyła mi zdrowia.