Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy)

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) cytaty

Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) (ur. piątek, 18 września 1885; zm. poniedziałek, 18 września 1939) przeżył 54 lata

Wykazujący od najmłodszych lat uzdolnienia artystyczne urodził się w Warszawie jako syn malarza i nauczycielki. Jego twórczość obejmowała dziedziny malarstwa, sztuk teatralnych i literatury.

Książki Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego):

622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta Bezimienne dzieło Dramaty (Witkacy) Dzieła wybrane. Gyubal Wahazar, czyli Na przełęczach bezsensu Jedyne wyjście Kurka Wodna Listy do żony (1923-1927) Listy do żony (1928-1931) Maciej Korbowa i Bellatrix Matka Mątwa Narkotyki Nienasycenie Nowe wyzwolenie Oni Papierek lakmusowy Poza rzeczywistością Pożegnanie jesieni Sonata Belzebuba czyli Prawdziwe zdarzenie w Mordowarze
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

Strona numer 13

Czyż naprawdę nie ma już ludzi na tym świecie? Czyż wszyscy stali się tylko kółkami zegara? Dajcie mi choć nakręcać ten zegar!

Był prototypem "spłyciarza" i durnia ponad wszelką miar skończonym - Michał Anioł i Leonardo nie mogliby dodać ani ująć jednej kreski.

Trzeba być świnią, na to nie ma rady. Żeby zdobyć życie, muszę zostać kanalią. Wszystko, co jest piękne i szlachetne, nie da się utrzymać.

Nawet demony mają swój honor - demoniczny honor.

Urodzić się garbatym Polakiem - to wielki pech, ale urodzić się do tego jeszcze artystą w Polsce, to już pech najwyższy.

Każdy żyje zamknięty we własnym świecie jak w więzieniu, a myśli, że ten obłok wieczorny, który widzi w chwili zamyślenia nad wiecznością, przelatuje też na niebie drugiego człowieka...

Ja nie myślę mózgiem - o nie, bynajmniej. To myśli we mnie mój potwór.

O ludziach można tylko milczeć.

Ludzkości nie ma - są tylko robaki w serze, który jest też kupą robaków.

Nie wiem, czy to jest miłość, bo zbyt jest wiele mąki w tym wszystkim. Jestem szczęśliwa, że tak cierpię. A jednak tych trzech dni nie oddałabym za całą przyszłość tego szczęścia, o którym marzyłam dawniej. Kocham w tobie to, czego nie rozumiem. Jesteś naprawdę, widzę w tobie tysiące masek i w każdej jest jakaś straszliwa siła.

Już cztery razy przestałem Cię kochać i zacząłem na nowo.

Prawdy największe są też banalne.

I zapomnimy o tym życiu strasznym w bezsensie ostatecznym, najgorszym, bo do cna uświadomionym.

Gdyby tak do mózgu czopki można było wpuszczać.

Złudzenia pseudo-indywidualizmu, bujającego jak mały złośliwy nowotworek na rosnącym bezwładnie cielsku społeczności, w momencie ostatecznego spęknięcia dziejów.

Doznać raz w życiu tego piekielnego metafizycznego orgazmu w zgwałceniu całości bytu, choćby za cenę wiecznej nicości potem.

Jak to – więc to ja jestem i to jest moje jedyne życie? Tak właśnie upływa, a nie inaczej, wśród miliarda możliwości? I nigdy, nigdy już inaczej – o Boże.

Mam tę wadę, że gęba ludzka w niesamowity sposób mnie interesuje. Normalnie idąc po ulicy musiałem każdą twarz zarejestrować: wziąć ją w siebie, szybko strawić intuicyjnie i określić i wyrzygać

Och! Co za szczęście! Co za rozkosz! Nie wiedzieć, kim się jest - być wszystkim!!!

- Czy pan rozumie ten ból, straszny ból tego człowieka, który ją traci. Ten ból, który go rozlizuje. Niech pan sobie wyobrazi ból, który liże. Być rozlizanym to jest zupełnie okropna tortura...

Galeria - kliknij aby powiększyć