Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty amerykańskich pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Zobacz listę amerykańskich pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Więcej much złapie się na miód niż na ocet.

(...) z tajemnicami jest jak z jajkami: nie należy wkładać ich za wiele do jednego koszyka i jednej osobie nie powinno się powierzać zbyt wielu sekretów

Gdy się zbyt często siedzi w domu to dziwne zachowanie przestaje być dziwne.

(...) Anne pomyślała, że irlandzkie czuwanie przy zmarłym podobnie jak rakieta V-2 jest napędzane paliwem płynnym – i w obu wypadkach chodziło o podobny płyn.
(...) Bobbi nie zadzwoniła tego popołudnia. Ani wczesnym wieczorem, gdy rakieta V-2 czuwania przy zmarłym znalazła się na wysokości wódosfery. Ani późnym wieczorem, gdy weszła już na orbitę. Ani w ciągu dwóch godzin po północy, gdy ostatni z żałobników chwiejnym krokiem podążali do samochodów, które miały stanowić poważne zagrożenie dla innych kierowców.

...zazwyczaj pokonywałem tę trasę samochodem - częściowo ze względu na lęk przed lataniem, częściowo zaś w związku ze strajkiem kontrolerów ruchu lotniczego oraz jego konsekwencjami, czyli wyrzuceniem na bruk przez Reagana wszystkich strajkujących. (Wygląda na to, że Reagan gorąco popiera związki zawodowe wyłącznie wtedy, jeśli działają w Polsce).

- Poza tym pisarz pracuje, nawet kiedy nie siedzi za biurkiem.

Duchy? byłem z duchami za pan brat.

Światło sprawiło, że poruszyła się i odwróciła głowę. Z namysłem przyjrzał się delikatnej, giętkiej łodydze jej szyi, łagodnej krzywiźnie czaszki. Tyle mocy w tej małej, kruchej kolebce z kości. Czy to może być prawda?

Rainbird widział, jak ten szaleniec zastrzelił kiedyś z pistoletu maszynowego kobietę w ciąży i jej sześciomiesięczny płód wypadł, roztrzaskany, z rozprutego brzucha; to – powiedział im wariat – jest aborcja w stylu West Point.

Wychowywała mnie samotna matka, która nieustannie się przeprowadzała. […] Może jedynie próbowała znaleźć naszego ojca, który narobił długów, a potem uciekł. […] Jeśli tak było, to nigdy nie udało jej się go odszukać. Tak więc moja mama, Nellie Ruth Pillsbury King, była jedną z pierwszych wyzwolonych amerykańskich kobiet, ale nie z wyboru.

Oczy umierającego dziecka mogą mieć inny wyraz, może w nich być coś oprócz zdziwienia, które sprawia, że czuje się taki pusty i – tak, to prawda – smutny.

Podał Andy’emu piątkę i Andy nagle się rozpłakał. Nie bardzo, ale się rozpłakał.
- Nie, kolego – powiedział łagodnie kierowca, lekko dotykając jego szyi. – Żyje się krótko, a potem się umiera i znaleźliśmy się na ziemi po to, by pomagać sobie nawzajem.

Bóg czuwa nad pijakami i dziećmi.

Powietrze kuło go w gardło jak ścięte siano.

Czuł się rześki i świeży, każdy zmysł miał doskonale wyostrzony i w jakiś sposób niewinny. Pamiętał, że kiedyś czuł się tak jako dziecko, kiedy budził się w sobotni ranek, wiedząc, że rower czeka na niego w garażu, i czując, że ma przed sobą cały weekend jak karnawał marzeń, podczas którego wszystko można dostać za darmo.

Kiedyś nadejdzie czas porachunku. Kiedyś powstanie książka, nie tak łagodna i rozważna jak w pierwszym zamiarze, ale studium ostre niczym szlifowany kamień, z fotografiami i tak dalej. Przeanalizuje w niej dzieje Panoramy, plugawe, kazirodcze przechodzenie z rąk do rąk i całą resztę. Poda to wszystko czytelnikom jak pokrajaną langustę.

Pan Ullman każe jednego dnia ogrzewać skrzydło zachodnie, drugiego środkowe, a trzeciego wschodnie. Czy to nie wariat? Nie cierpię tego małego skurwiela. Jap-jap-jap przez cały boży dzień, przypomina takiego pieska, co to ugryzie cię w kostkę, a potem biega w kółko i siusia na dywan. Tylko jedno mu w głowie. Jak człowiek patrzy, to żałuje, że nie ma strzelby.

Tony stanął dokładnie na wprost niego i Danny patrzył jakby w magiczne zwierciadło, widział siebie za dziesięć lat, z szeroko rozstawionymi, bardzo ciemnymi oczami, z mocno zarysowanym podbródkiem, ładną linią ust. Włosy miał jasnoblond jak matka, a jednak rysy nosiły piętno ojca, jak gdyby Tony – jak gdyby ten Daniel Anthony Torrance, którym kiedyś będzie – stanowił coś pośredniego między ojcem a synem, był duchem, zlepkiem ich obu.

Ale od czego zacząć? Od Jacka Torrance’a. Głęboko nieszczęśliwego człowieka, który nie sprawdził się jako nauczyciel, pisarz i mąż. Jak baseballiści nazywają trzykrotne wyautowanie pałkarza? Złotym Sombrero?

Jack wziął od syna pudełko. Był to model samochodu. […] Nad opuszczonym dachem volkswagena sterczała głowa olbrzymiego, pokrytego brodawkami potwora, kurczowo zaciskającego ręce na kierownicy. […]
- To mi się u ciebie podoba, stary – zauważył, zwracając pudełko. – Lubisz rzeczy spokojne, stonowane, introspekcyjne. Bez wątpienia jesteś dziecięciem mych lędźwi.