Tony stanął dokładnie na wprost niego i Danny patrzył jakby w magiczne zwierciadło, widział siebie za dziesięć lat, z szeroko rozstawionymi, bardzo ciemnymi oczami, z mocno zarysowanym podbródkiem, ładną linią ust. Włosy miał jasnoblond jak matka, a jednak rysy nosiły piętno ojca, jak gdyby Tony – jak gdyby ten Daniel Anthony Torrance, którym kiedyś będzie – stanowił coś pośredniego między ojcem a synem, był duchem, zlepkiem ich obu.
