Powinnam opierdolić cię wzdłuż i wszerz, z góry na dół (...) Ale w tej chwili jesteś tak pociesznie niezadowoloną niezdarą, że nie mam serca.
- Ale wiesz, że jest coś takiego jak artykuł sto trzydziesty piąty Kodeksu karnego? - Nie obrażaj mnie takimi pytaniami, Zordon, bo będziesz spał w kiblu.
- Wyartykułuj myśli, bakłażanie - odezwała się po długim milczeniu Chyłka. - Bakłażanie? - To miłe słówko. Kordian spojrzał na nią z powątpiewaniem. - Normalni ludzie raczej nie używają nazw warzyw jako pieszczotliwych określeń. - Ja nie jestem normalna. - To akurat prawda. - Poza tym mogłam wybrać kalafiora albo ziemniaka - odparła i zmrużyła oczy. - Właściwie to... - Daj spokój. - Co? - odparła. - Jak byłeś bardziej przy ciele, nawet przypominałeś trochę kartofla.
- Spokojnie, Zordon. -Słyszałem strzały. (...) - Nie gadaj, jakbyś się urwał z obrad podkomisji smoleńskiej.
- Halo - upomniała się o uwagę. - Bądź tu i teraz przez chwilę. Kordian zamrugał nerwowo i skinął głową. - Widzę, że z jakiegoś powodu nie jesteś - dodała. - Jedną nogą stoisz w przeszłości, drugą w przyszłości, a w efekcie lejesz na to co pośrodku.
Bo miłość w jakiś sposób sprawia, że każdą swoją ulubioną piosenkę słyszysz na nowo, zupełnie jakby to był pierwszy raz, a każdy poranek jest jak rozpoczynanie życia od początku.
- Wiesz co myślę, kiedy na ciebie patrzę? - rzuciła. - Mogę się... - Że gdybyś zeżarł cały kubeł śmieci, byłby to ewidentny przykład kanibalizmu.
Robiłam wszystko, by mieć jako takie życie, a dostałam od losu ciebie... teraz jedyne, co mnie obchodzi to to, żeby tego nie stracić.
Postawmy sprawę jasno. (...) Jeśli kiedyś zobaczysz mnie biegającą, dzwoń od razu na policję, bo to będzie znaczyło tylko jedno: że przed kimś spierdalam.