Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Polaków

Zobacz listę Polaków

Polacy wg. profesji

Dopiero wówczas, gdy uparłem się przybrać nazwisko Geralt Roger Eryk du Haute - Bellegarde. Vesemir uznał to za śmieszne, pretensjonalne i kretyńskie. Zdaje się, że miał rację.

- Nie podchodź tak blisko - (Geralt) wykrzywił się, udając wstręt. - Ogromnie śmierdzisz, Aén Seidhe.

Zapalmy łobuzowi grunt pod dupą!

- Ja - odrzekł spokojnie łowca - nie nadaję się na rolnika. Nie mógłbym kopać w ziemi ani hodować żadnych bydląt. Jestem zbyt wrażliwy. Na widok gówna albo glizdy zbiera mi się na rzyganie.
- To tak jak mnie - zatrząsł policzkami Houvebaghel. - Z całego rolnictwa toleruję jedynie bimbrownictwo.

- Analiza - powiedziałem szorstko. - Ksiądz Kociuba jest bałwan i pieprzy farmazony. Zaraz ci udowodnię, że znam się na katechizmie i Piśmie. Albowiem napisane jest w...liście Ambrożego do Efezjan...Analiza przestała płakać i patrzyła na mnie z otwartymi ustami. Nie było wyjścia. Jechałem dalej Ambrożym.
- Napisane jest - trułem, robiąc mądrą minę - że przyszli kadeceusze...
- Chyba sadeceusze?
- Nie przeszkadzaj. Przyszli sadeceusze i ci...no...celnicy do Ambrożego i rzekli: "Zaprawdę, święty mężu, czy popełniła grzech Żydówka, której rzymscy legioniści ściągnęli przemocą majtki?" A Ambroży narysował na piasku kółko i krzyżyk...
- Co?
- Nie przerywaj. I rzekł święty: "Cóż to widzicie?" "Zaprawdę to widzimy kółko i krzyżyk" - odrzekli celnicy. "Tak tedy zaprawdę powiadam wam - rzekł Ambroży - oto dowód, że nie popełniła grzechu owa niewiasta i lepiej idźcie sobie do domów waszych, celnicy, bo nie jesteście wszak bez winy i nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Idźcie sobie, albowiem zaprawdę powiadam wam - zaraz wezmę kamień i rzucę w was tym kamieniem". I odeszli celnicy z wielkim wstydem, albowiem zbłądzili, oczerniając ową niewiastę. Zrozumiałaś, Anka?

Ach, a wcześniej kręcił się tu Stefan Skellen, Wielki Cesarz Nikt.

Zasady można złamać, strach można pokonać.

W Polsce każdy, kto u władzy, ma własne, prywatne interesy i niezmiennie własny interes dobrem ojczyzny nazywa, tak u was od wieków jest i po wiek wieków będzie. Pytacie, panie Kornicz, gdzie interes Korony Polskiej. A ja pytam: o czyj konkretnie interes wam idzie?

Svatopluk Fraundinst, główny lekarz szpitala Krzyżaków z Gwiazdą przy Kamiennym Moście, był mężczyzną w sile wieku, postawnym i przystojnym na tyle, by móc bez specjalnego wysiłku uwodzić i przy byle okazji chędożyć pracujące w szpitalu przedrewolucyjne benedyktynki, wypędzone przez husytów z ich własnego klasztoru. nie było niemal tygodnia, by nie dało się słyszeć, jak zaciągnięta przez doktora do komórki siostrzyczka jęczy, stęka i wzywa świętych.

- "Lubią mnie zwierzaki" - mruknął. - Przepraszam cię, koniku. Wychodzi na to, że masz więcej rozumu niż ja.

- A cóż to dynda ci na szyi, gościu? Co to takiego?
- Zobacz.
Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta.
- Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego?
- Znak cechowy.
- Aha, zapewne trudności się wyrobem kagańców.

Na ścianie widocznego w wylocie uliczki spichlerza widniał koślawy, wymalowany wapnem napis głoszący: RÓB MIŁOŚĆ NIE WOJNĘ. Tuż pod spodem ktoś - znacznie mniejszymi literami - nabazgrał: RÓB KUPĘ CO RANO.

- Marzę niekiedy - podjęła, gdy milczał - by wypłynąć. Sama jedna. Postawić żagiel i wyjść w morze...Daleko, daleko, aż po horyzont. Wokoło tylko wody i niebo. Obryzguje mnie słona piana fal, wicher szarpie włosy prawdziwie męską pieszczotą. A ja jestem sama, zupełnie sama, nieskończenie samotna wśród obcego i wrogiego mi żywiołu. Samotność wśród morza obcości. Nie marzysz o niej?

- Nie, nie marzę, pomyślał. Mam ją na co dzień.

Raniony przez Mistle wciąż klęczał pośrodku drogi, kołysząc się i oburącz trzymając za zakrwawioną głowę. Iskra zatoczyła koniem, podcwałowała do niego, z góry rąbnęła mieczem, mocno, z całej siły. Ranny zawył. Ciri zobaczyła, jak odcięte palce prysnęły na boki niby szczapki z rozłupywanego polana, padły na ziemię jak tłuste białe robaki.

Gdy w Saovine mróz, ciepłe gacie włóż.

- Wiedziałam... - powiedziała całkiem wyraźnie. - Wiedziałam, kurwa, że bordel w Toussaint był lepszym pomysłem na życie.

Ja Meve, z łaski bogów królowa Lyrii i Rivii, mocą moją, prawem i przywilejem pasuję cię na rycerza. [...] Trzymałeś most wespół z wojakami z Rivii, mężny Geralcie znikąd. Tak ci wyfło, ha, ha. No a mnie wyfło nadać ci za to predykat: Geralt z Rivii. Ha, ha.

- Masz gościa.
- Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie?
- Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniowany sławą nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć?
- Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel.

Pragnę zwrócić uwagę pana kadeta, że brak wiedzy o słynnych i ważnych bitwach z historii własnej ojczyzny jest kompromitujący dla każdego patrioty i dobrego obywatela, ale w przypadku przyszłego oficera jest to po prostu skandal.

- Szczur - wtrącił się spokojnie Łomonsow. - Rattus norvegicus. Z pewnością świetnie ci znany. Jeśli nie z naukowej nazwy, to z postaci. [...] szczerzy ząbki i wybałusza małe czarne ślepka. To jest właśnie szczur.
Karter wybałuszył ślepka.