- Szczur - wtrącił się spokojnie Łomonsow. - Rattus norvegicus. Z pewnością świetnie ci znany. Jeśli nie z naukowej nazwy, to z postaci. [...] szczerzy ząbki i wybałusza małe czarne ślepka. To jest właśnie szczur. Karter wybałuszył ślepka.
Wojna plugawi. Każdy przelew krwi pociąga za sobą nieczystość i zbrukanie. Każdy, kto bierze udział w wojnie, zostaje wojną skażony i wykoślawiony. Wojna wyzwala w nim najgorsze instynkty. Zdziczenie i zezwierzęcenie stają się czymś nie tylko zwykłym i powszednim, ale wręcz banalnym.
Piasek mam w uszach. Piasek mam w zębach i miałem go w żarciu. Piasek mam w gaciach. Piasek mam w dupie nawet.
Lewart uznał, że czas na pytanie o znaczeniu egzystencjalnym. – Powiedzcie – uniósł wzrok – jak tu jest? Barmalej parsknął. – Jak tu jest, pytasz? Powiedz mu, Jakor, jak tu jest. – Z lewa chujnia – wyjaśnił Jakow Lwowicz Awierbach. – Z prawa chujnia. A pośrodku pizdiec.
- To, dla przykładu, jest onyks. Kamień ozdobny, półszlachetny. Posiada wartość. Leży sobie, a my po nim depczemy.
Nastała jedna wielka Kraina Cudów, oniryczna federacyjna Limono-Apielsinia, widmowe uniwersum reklam telewizyjnych, świat, gdzie piwo bałtica leje się jak Niagara, kobiety menstruują na niebiesko, batoniki “Snickers” sycą głód u mężczyzn, kinder-siurprizy u dzieci, whiskas u kotów, a szampon Head & Shoulders likwiduje łupież u nich wszystkich razem wziętych.
-Będę się starał o przeniesienie - oświadczył po chwili Łomonosow. - Nie chcę z wami służyć. Ale nie obawiaj się. Nie złożę meldunku, nie doniosę, nie wydam was. Powtórz to Samojłowi i Awierbachowi. Nie muszą się boczyć i łypać wilkiem. A jeśli nie uwierzą...Cóż, niech robią, co uznają za konieczne. Zacharycz chodzi za mną od dwóch dni, chodzi i spogląda na moje plecy. Jakby już wymalowano tam tarczę strzelecką. Z tym akurat się pogodzę. Albowiem, jak pisał pewien oficjalnie nieistniejący człowiek pióra, jest wiele rzeczy, których człowiek nie powinien widzieć ani oglądać, a jeśli je widział, lepiej, żeby umarł.
- Stój, kto idzie? - zawołał, unosząc AK-74. - Dost ya duszman? Przyjaciel czy wróg? - Wróg! - odpowiedział mu zaa skał dźwięczny głos. - Nie macie w tej okolicy żadnych przyjaciół, szurawi.
Pairiki (...) nienawidzą rodzaju ludzkiego, opętane wręcz żądzą, by szkodzić ludziom, by ich krzywdzić, by siać zwątpienie i rozpacz. (...) A że ma moc ograniczoną, potrzebuje pomocnika. Wspólnika w dziele czynienia zła. A w tej dziedzinie nikt i nic nie dorówna człowiekowi. Nikt i nic nie wykaże w okrucieństwie równego zapału, pasji i inwencji. Żaden demon ani żaden potwór...
Człowieczeństwo na wojnie to ułuda, to majak, to mrzonka. Nie można pozostać człowiekiem na wojnie, nie da się, biorąc udział w wojnie, zachować i ocalić swego człowieczeństwa. Bo wojna i człowieczeństwo to pojęcia wzajem się wykluczające.
Walera, kalkulując, że lepiej wyjdzie na udawaniu posłusznego, przybrał pokornie niewinną minę. Wypisz wymaluj kot, który nasrał za telewizorem.