- Marzę niekiedy - podjęła, gdy milczał - by wypłynąć. Sama jedna. Postawić żagiel i wyjść w morze...Daleko, daleko, aż po horyzont. Wokoło tylko wody i niebo. Obryzguje mnie słona piana fal, wicher szarpie włosy prawdziwie męską pieszczotą. A ja jestem sama, zupełnie sama, nieskończenie samotna wśród obcego i wrogiego mi żywiołu. Samotność wśród morza obcości. Nie marzysz o niej?
- Nie, nie marzę, pomyślał. Mam ją na co dzień.