- Masz gościa.
- Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie?
- Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniowany sławą nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć?
- Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel.