Wyrzucali talerze? Zajęło Magnusowi chwilę by zrozumieć, a gdy to zrobił, poczuł zimno w środku siebie. Nocni Łowcy wyrzucali talerze, które Podziemni dotykali, bojąc się, że ich porcelana może być uszkodzona.
- Jest jednak coś, co powinnaś mieć. Co powinien mieć każdy Nocny Łowca. - Wyniosłą, arogancką postawę? - wtrącił Simon.
Masz talent. Dobroć, która uszczęśliwia ludzi. Zakładasz, że ludzie nie tylko są zdolni do tego, co najlepsze, ale że chcą być jak najlepsi.
Świat potrafi zmienić się bardzo szybko. Jednego dnia przyszłość niesie nadzieję, a następnego chmury nienawiści i bigoterii zbierają się, jakby przywiane znad jakiegoś niewyobrażalnego morza.
- A co jest przeciwwagą dla chaosu? - Przeciwwagą dla chaosu jest człowiek, ponieważ przeciwwagą dla pustki jest dusza.
Ale jak wszystkim wiadomo, istnieje naturalna siła przyciągania między cząsteczkami, a im bliżej siebie są cząsteczki, tym większa siła przyciągania.
Czasami ekstremalne sytuacje wymagają ekstremalnych posunięć. Żeby zniszczyć wroga należy go zrozumieć, a nawet zawierać układy.
- Myślałam, że nie wierzysz. - Mogę nie wierzyć w grzech, ale czuje się winny - odparł. - My, Nocni Łowcy, żyjemy według pewnego kodeksu, a on nie jest elastyczny. Honor, wina, pokuta, te rzeczy są dla nas realne i nie mają nic wspólnego z religią, a jedynie z tym, kim jesteśmy. Oto, kim jestem, Clary, jednym z Clave. - W jego głosie zabrzmiała rozpacz. - Mam to we krwi i w kościach. Więc powiedz mi, skoro uważasz, że to nie moja wina, dlaczego, kiedy zobaczyłem Abbadona, nie pomyślałem o swoich towarzyszach wojownikach, tylko o tobie? - Ujął w dłonie jej twarz. - Wiem...wiedziałem, że Alec zachowuje się inaczej niż zwykle. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Ale mogłem myśleć tylko o tobie...
- Jestem tu - oznajmiła Isabelle, kończąc obchód i odwracając się do zebranych, żeby obrzucić ich złym spojrzeniem - żeby ustalić mój związek. Simon wytrzeszczył oczy. Nie mogła mówić o nim prawda? - Widzicie tego mężczyznę?-zapytała Isabelle, wskazując Simona. Czyli jednak mówiła o nim.-To Simon Lewis i to jest mój chłopak. Jeśli ktokolwiek z was myśli o tym, żeby go skrzywdzić, bo jest Przyziemnym albo, niech Anioł zmiłuje się nad jego duszą, uganiać się za nim, to odszukam go, dorwę i zgniotę na miazgę.
- Naprawdę chętnie posłuchałabym więcej o twoich przygodach-powiedziała Juli.-Co tylko pamiętasz. Zwłaszcza jeśli dotyczą Jace'a Herondale'a. Wiesz może, skąd ma tę seksowną bliznę na gardle? - Ehm - mruknął Simon. - Właściwie...to tak. Właściwie...to ją mu ją zafundowałem.
Kiedy ktoś cię skrzywdzi, nie wystarczy, żeby cierpiał; musi spojrzeć ci w twarz i zrozumieć, dlaczego cierpi.
Ocean ciągnący się całymi mailami, bezbrzeżny, cienie i sól, mroczna, bezwzględna woda ziejąca obcą pustką, zamieszkujące ją potwory. Wyobraź sobie, że wpadasz w nią i wiesz, że ta otchłań rozciąga się pod twoimi stopami, gdy miesisz nimi wodę, rozpaczliwie usiłując utrzymać się na powierzchni; ogarnia cię zgroza, gdy sobie uświadamiasz, co tam jest: bezkres pustki, potwory, wielka połać czerni, a potem daleko, daleko w dole - dno morza. Ta świadomość potrafi rozszarpać umysł na strzępy.
- Moglibyśmy kiedyś tu zamieszkać - powiedział. - Razem. Clary uśmiechnęła się, choć wiedziała, że on tego nie widzi. - Myślisz, że złapiesz mnie na luksusową rezydencję? Trochę się zagalopowałeś, Jace. Jace Herondale. - I objęła go mocniej.
Mylisz się, wiesz o tym. Jestem najbardziej stałą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałeś. Tylko, że to nie robi żadnej różnicy.