Byłem głupi, ale nie na tyle głupi, coby wierzyć, że to, co mnie nie doprowadziło nigdzie przez czterdzieści lat, nagle miało mnie gdzieś doprowadzić.
A gdyby ci rzec, że jakbyś się wziął i zmusił coby rozpleść dłonie zaciśnięte na szyi brata twego, zyskałbyś życie wieczne?
Kiedy czytasz historię świata, czytasz sagę o rozlewie krwi, chciwości i głupocie, których wagi nie sposób nie dostrzec.
Najpierw musisz zrozumieć, że w mojej głowie nie znajdziesz ani jednej oryginalnej myśli. Jak w myśli nie ma uporczywej woni boskości, natenczas w ogóle mnie ona nie interesuje.
Można być patriotą i dalej wierzyć, że cena pewnych rzeczy jest większa od ich wartości. Spytaj matek żołnierzy, którzy zginęli na froncie, ile zapłaciły i co dostały. Zawsze się przepłaca. Zwłaszcza za obietnice. Nie ma nic takiego jak obietnica za darmo.
Ruszyli dalej asfaltową szosą w szarym świetle, szurając nogami w popiele, jeden całym światem drugiego.
Koty są szczwane, przyznał starzec. Pewnie mógł to tak samo być zwykły domowy kot. One rozszarpią wszystko co tylko znajdą. Takie już są. Domowe koty to bystrzaki. Bystrzejsze niż pies albo muł. Ludziska myślą, że one głupie, bo niczego nie idzie ich nauczyć, ale to tylko przez to, że samemu kotowi uczyć się nie chce. Za wielki z niego mądrala.
Suttree przykucnął i złapał się za głowę. Niech jakiś skurwysyn mi powie, co ja tu robię, bardzo proszę, dobrze?
Powiedział, że dla człowieka znajdującego się w niebezpieczeństwie właściwymi snami są sny o niebezpieczeństwie, a cała reszta to gnuśność i śmierć.
Czego jeszcze panu brakuje? Starzec pokręcił głową. Lepiej zaś nie pytaj, bo się rozgadam. Wielu rzeczy? Nie wszystkich. Nie brakuje mi wyrywania zębów kleszczami obuwniczymi, zwłaszcza jak się ma tylko zimną wodę, coby uśmierzyć ból. Ale dawnego życia, wolności i przestrzeni tak. Wyruszałem na szlak cztery razy. To były najlepsze lata mojego życia. Najlepsze. Żyłem w drodze. Poznawałem coraz to nowe miejsca. Nie ma nic na świecie, co mogłoby się z tym równać. I nie będzie. Siadaliśmy wieczorem przy ognisku, bydło już pokładło się do snu, było bezwietrznie. Piliśmy kawę. Słuchaliśmy opowieści starych kowbojów. Ciekawych opowieści. Skręcaliśmy papierosy. Spaliśmy pod gołym niebem. Nigdzie się tak nie śpi jak na szlaku. Nigdzie.
Nie każdy musi mieć powód, żeby gdzieś być. Otóż to, przytaknął sędzia. Nie muszą mieć powodów. Ale wskutek ich obojętności porządek nie jest bynajmniej unieważniony.
Gniew trafia się tylko w dobre dni. Prawda polega na tym, że bardzo niewiele go zostało. Prawda polega na tym, że formy, które widzę, powoli stają się pustymi skorupami. Nie mają już żadnej treści. To tylko kształty. Pociąg, mur, świat. Albo człowiek. Coś dynda w bezsensownym rozczłonkowaniu w skowyczącej pustce. Istnienia tej rzeczy nie cechuje żaden sens. Jej wymowy. Jak miałbym szukać bliskości z taką rzeczą?
Ze świata rezygnujemy włókno po włóknie. Stoicko. I pewnego dnia uświadamiasz sobie, że twoja odwaga to farsa. Że nie ma żadnego znaczenia. Że stałeś się wspólnikiem w akcie samozagłady i że nic na to nie poradzisz. Wszystko, co robisz, sprawia, że gdzieś z przodu zatrzaskują się drzwi.
Nie trzeba być prawym. Trzeba być cichym. Nie mogę mówić za Pana Boga, ale doświadczenie uczy mnie, że on mówi do każdego, kto słucha. Niech mnie, nie trzeba być prawym.
Nie zdawałem sobie sprawy, że można skraść własne życie. I że to nie przynosi więcej pożytku, niżbyś ukradł cokolwiek innego.