- Kiedy skończy się część wieczoru poświęcona samochwalstwu, może pójdziemy uratować mojego najlepszego przyjaciela przed wykrwawieniem się na śmierć? - Wykrwawieniem - powtórzył Jace. - Wielkie słowo. - A ty jesteś wielkim... - Cii, nie przeklinaj w kościele.
- Ostatnim razem, kiedy zostawiłem cię samą, napadł cię demon - przypomniał Jace. - Z pewnością nie chciałabym zepsuć tak miłego nocnego spaceru swoją nagłą śmiercią. - Jest cienka granica między sarkazmem, a otwartą wrogością, a ty zdaje się, ją przekroczyłaś.
- Teraz zaczniesz rwać koszulę na pasy, żeby obandażować mi rękę? - zażartowała. Nienawidziła widoku krwi, szczególnie własnej. - Jeśli chciałaś, żebym podarł na sobie ubranie, wystarczyło poprosić. (...) - Następnym razem, kiedy postanowisz się zranić, żeby przyciągnąć moją uwagę, pomyśl, że czułe słówka działają cuda.
- Zamierzasz iść spać? (...) - A Ty nie jesteś zmęczony? - Jeszcze nigdy nie byłem bardziej rozbudzony. Pochylił się i ujął jej twarz wolną ręką. Ich usta się zetknęły, z początku lekko, potem mocniej. Dokładnie w tym momencie Simon otworzył drzwi sypialni i wyjrzał na korytarz. (…) - Co jest, do diabła? - zapytał tak głośno, że Clary odskoczyła od Jace'a, jakby ją sparzył jego dotyk. - Simon! Co ty...to znaczy, myślałam, że... - Śpię? Spałem. - (...) - Potem się obudziłem i zobaczyłem, że cię nie ma, więc pomyślałem... (...) - W przyszłości, Clarisso, może byłoby rozsądnie wspomnieć, że masz już mężczyznę w swoim łóżku, żeby uniknąć takich niezręcznych sytuacji - powiedział. - Zaprosiłaś go do łóżka? - spytał Simon, wstrząśnięty. - Śmieszne, co? - rzucił Jace. - Przecież wszyscy byśmy się nie zmieścili. (str 337/338).
- Jak powiedział kiedyś Oscar Wilde: "Stratę jednego z rodziców można uważać za nieszczęście. Utrata obojga wygląda na niedbalstwo".
- Nic na to nie poradzę. Używam swojego ciętego dowcipu, żeby ukryć wewnętrzny ból. - Twój ból wkrótce zrobi się zewnętrzny, jeśli nie zejdziesz z jezdni. Chcesz żeby przyjechała cię taksówka? - Nie bądź śmieszna. W tej okolicy nie da się złapać taksówki.
- Poza tym - dodał, zdejmując książkę z półki - w Instytucie mamy obowiązkowe lekcje na temat podstawowych medycznych zastosowań roślin. - Domyślam się, że twoje lekcje to coś w rodzaju "Rzeźni nr 101" albo "Ścinania głowy dla początkujących".
Gdybyś był w połowie tak zabawny, jak Ci się wydaje, byłbyś dwa razy bardziej zabawny niż jesteś teraz.
- Wszystko w porządku? - spytał Jace, unosząc brew. Clary natychmiast zmieniła się w zdrajczynie własnej płci. - Tamte dziewczyny po drugiej stronie wagonu gapią się na ciebie. Jace przybrał dość zadowoloną minę. - Oczywiście, że tak. Jestem oszałamiająco atrakcyjny. - Nie słyszałeś, że skromność to atrakcyjna cecha? - Tylko u brzydkich ludzi.
Jace tylko potrząsnął głową i zwrócił się do Churcha: -Hodge. Tym razem naprawdę Hodge. Zaprowadzisz nas gdzieś indziej, to przerobię cię na rakietę tenisową.
Ludzie to głupcy. Mieli coś tak cennego, a w ogóle tego nie strzegli. Oddawali swój skarb za pieniądze, za paczuszki z proszkiem, za czarujący uśmiech obcego.
Ludzie to głupcy. Mieli coś tak cennego, a w ogóle tego nie strzegli. Oddawali swój skarb za pieniądze, za paczuszki z proszkiem, za czarujący uśmiech obcego.
- To dobra historia, jeśli się nad tym zastanowić. Ojciec po prostu stara się uczynić chłopca silniejszym. Nieugiętym - dodał Jace. - Ale musisz nauczyć się trochę naginać - stwierdziła Clary i ziewnęła. Mimo, że historia ją poruszyła, melodia głosu Jace'a sprawiła, że ogarnęła ją senność. - Bo inaczej się złamiesz. - Nie, jeśli jesteś dostatecznie silna-odparł z przekonaniem Jace.
- Jeszcze jedno. Jest tu w okolicy jakaś świątynia? - Dobry pomysł- pochwalił go Bane- Jeśli wybierasz się do kryjówki wampirów, lepiej najpierw się pomódl.
- W samochodzie niekoniecznie musi być bezpieczniej. Kto wie, co patroluje terytorium Valentine'a. Luke zaśmiał się cicho. -Terytorium? Posłuchaj siebie.