Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Miasto kości

Inne książki Cassandry Clare:
Cienie Nocnego Targu Czerwone zwoje magii Kroniki Bane’a Królowa Mroku i Powietrza Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań Łańcuch z żelaza Łańcuch ze złota Mechaniczna księżniczka Mechaniczny anioł Mechaniczny książę Miasto niebiańskiego ognia Miasto popiołów Miasto szkła Miasto upadłych aniołów Miasto zagubionych dusz Miedziana rękawica Opowieści z Akademii Nocnych Łowców Pani Noc Próba żelaza
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

- Była żoną Valentine'a, a teraz on zmartwychwstał i jej szuka. Może chce żeby znowu byli razem?
- Wątpię, żeby w tym celu wysłał Pożeracza do jej domu – odezwał się Alec. (…)
- Fakt, że nie taki byłby mój pierwszy krok – zgodził się Jace. - Najpierw słodycze i kwiaty, potem listy z przeprosinami, a dopiero później hordy żarłocznych demonów. W takiej właśnie kolejności.
- Może wcześniej posłał jej słodycze i kwiaty – powiedziała Isabelle.

- Isabelle zawsze robi wam obiad? - spytała w końcu.
- Dzięki Bogu, nie.

Nie obchodzi mnie, że jestem inna. Ja po prostu chcę być sobą.

Kiedy wpadasz na psychiczny mur, nabawiasz się psychicznych siniaków?

- Jesteśmy Nocnymi Łowcami. A przynajmniej
sami się tak nazywamy. Podziemni mają na nas mniej pochlebne określenia.
- Podziemnie?
- Nocne dzieci. Czarownicy. Skrzaty. Magiczny lud zamieszkujący ten wymiar. Clary
potrząsnęła głową.
- Mów dalej. Przypuszczam, że są również wampiry, wilkołaki i zombie?
- Oczywiście, że są. Choć zombie występują dalej na południe, tam gdzie kapłani
wudu.
- A co z mumiami? One włóczą się tylko po Egipcie?
- Nie bądź śmieszna. Nikt nie wieży w mumie.

- Poezja twojego przyjaciela jest okropna.-stwierdził (...) Zupełnie jakby połknął słownik i zaczął wymiotować słowami jak leci.

Mówi się, że litość to nieprzyjemna rzecz, ale jest lepsza niż nienawiść.

(...) A teraz, jeśli już skończyliście, chciałbym wrócić na przyjęcie, nim goście zaczną się nawzajem pożerać.

- Tylko nie zamawiaj żadnego czarodziejskiego jedzenia – ostrzegł Jace, patrząc na nią znad swojego menu. - Od niego ludzie czasami wariują. W jednej chwili wcinasz zaczarowaną śliwkę, a w następnej biegasz goła po Madison Avennue z rogami na głowie. - Po chwili dodał pospiesznie: - Tylko nie pomyśl, że ja to robiłem.
Alec się roześmiał.
- Pamiętasz...

- Dzięki, że w ogóle coś mi dałeś. - Panująca między nimi napięcie przytłaczało ją jak wilgotne powietrze. - To lepsze niż kąpiel w spaghetti.
- Jeśli z kimś się podzielisz tym osobistym wyznaniem, będę musiał cię zabić – ostrzegł ją Jace ponurym tonem.
- Kiedy miałam pięć lat, chciałam, żeby mama wsadziła mnie do suszarki razem z ubraniami – wyznała Clary. - Różnica jest taka, że ona się nie zgodziła.
- Pewnie dlatego, że wirowanie w suszarce może się skończyć fatalnie – zauważył Jace. - Natomiast kąpiel w makaronie rzadko ma śmiertelne skutki. Chyba, że ugotuje go Isabelle.

Upadek kusi tak jak kusiło wchodzenie na szczyt.

- Co tutaj robisz, tak przy okazji?
- "Tutaj" w sensie w twojej sypialni czy "tutaj" jak w filozoficznym pytaniu o sens naszego pobytu na tej planecie? Jeśli pytasz mnie, czy życie to tylko kosmiczny przypadek, czy istnieje jakiś metaetyczny cel egzystencji, cóż, od wieków stanowi to wielką zagadkę. Prosty ontologiczny redukcjonizm jest błędnym podejściem, ale...

Gdyby istaniała taka choroba jak nieuleczalny literalizm, umarłabyś w dzieciństwie.

- Wcale nie. Właśnie rozpoczął nowy rozdział w życiu. Ma dziewczynę. Chodzą ze sobą od trzech miesięcy.
- Czyli praktycznie są małżeństwem - skwitowała Clary.

- Mam coś dla ciebie - powiedział Jace.
Sięgnął do kieszeni, coś z niej wyjął i wcisnął jej do ręki. Był to szary kamień, trochę nierówny, miejscami zupełnie wygładzony.
- Hm - mruknęła Clary, obracając go w palcach. - Wiesz, kiedy dziewczyny mówią, że marzą o dyżum kamieniu, nie mają dosłownie na myśli kawałka skały.
- Bardzo zabawne, moja sarkastyczna przyjaciółko.

Jace zrobił urażoną minę.
– Dziennik bez żadnego rysunku mojej podobizny? A gdzie gorące fantazje? Okładki romansów? Gdzie...
– Wszystkie dziewczyny, które poznajesz, zakochują się w tobie? – zapytała cicho Clary. Pytanie spuściło z niego powietrze jak szpilka przekłuwająca balon.
– To nie jest miłość – odparł Jace po chwili. – Przynajmniej...
– Spróbuj nie być czarujący przez cały czas – poradziła mu Clary. – To może przynieść wszystkim ulgę.

Widzę przemoc w twojej przyszłości, dużo krwi rozlanej przez ciebie i innych. Zakochasz się w niewłaściwej osobie. I będziesz miał wroga - Tylko jednego ? To dobra wiadomość.

- Ale, jak powiadają ludzie, krew ciągnie do krwi. Los w końcu doprowadził do naszego spotkania. Rodzina znowu jest w komplecie. Możemy skorzystać z Bramy. - Spojrzał na Jace'a. - Wrócić do Idrisu. Do rodowej posiadłości.
(...)
- Będziemy tam razem. Tak jak powinniśmy.
Cudowna perspektywa, pomyślała Clary. Ty, twoja żona w śpiączce, syn bez kontaktu z otoczeniem po przeżytym wstrząsie i córka, która szczerze cię nienawidzi. Nie wspominając o tym, że dwójka twoich dzieci być może jest w sobie zakochana. Tak, to wygląda na idealne rodzinne pojednanie.

Clary nie rozumiała, dlaczego Jace patrzył na nią w ten sposób. Czyżby jej urwana noga leżała po drugiej stronie parkingu w kałuży krwi?

Ten kto z uporem wypiera się brzydkich stron tego co robi nigdy nie wyciąga nauki ze swych błędów.