Pożytek z ciebie nie większy niż z worka ziemniaków. A może nawet mniejszy, bo cały czas mielesz ozorem i trzeba tego słuchać.
Chyłka zbliżyła się do niego z wolna. - Postawmy sprawę jasno - powiedziała. - Jeśli kiedyś zobaczysz mnie biegającą, dzwoń od razu na policję, bo to będzie znaczyło tylko jedno: że przed kimś spierdalam.
Znów miałem wrażenie, że się uśmiecha. Ale może oczami wyobraźni widziałem to, co podświadomie chciałem dostrzegać.
- Jesteś religijny? - zapytał Reddington. - Ustawa o ochronie wiary pozwala mi nie odpowiadać na to pytanie.
Każda nastolatka przynajmniej raz musi zadurzyć się w jakimś gnojku, który ją skrzywdzi. Inaczej nie nauczy się niczego, co przyda jej się w dorosłym życiu.
Miejsca te nie miały ze sobą wiele wspólnego i leżały stosunkowo daleko od siebie, co mogło sugerować że ktoś wybrał je z premedytacją.
- W takim razie jedyny ratunek w Kompozytorze - odparł. -Tym, który siedzi w areszcie. Nie wiem, jak nazywacie tego drugiego. - Skurwiel. - To uwłaczające, jakkolwiek adekwatne.
HauerHub w pewnym sensie był dla obydwojga odpowiednikiem dziecka, którego właściwie nigdy nie planowali mieć. Podczas kampanii stał się platformą spotkań z wyborcami – także tymi, którzy stronili od mediów społecznościowych. Wchodząc na stronę, mogli na bieżąco obserwować feed z Facebooka, Instagrama, Twittera i Snapchata. Było to niewyczerpane źródło dla wszystkich tych, którzy pragnęli mieć wgląd w życie politycznych celebrytów. Hauer ani Milena nie mieli wątpliwości, że właśnie tak są postrzegani – i robili wszystko, by to wrażenie utrzymać.
-Ty zgniły kutasie - rzuciła. - Zawsze wiedziałam, że jesteś tępym sierpem, ale teraz wychodzi na to, że nawet nie byłbyś w stanie stoczyć opony ze wzgórza.
Spojrzał na Milenę, ta nie ruszyła się z miejsca. Nie było dla nich tematów tabu, właściwie nie istniały nawet kwestie, które traktowaliby jako krępujące czy wstydliwe. W ich relacjach panowała pełna swoboda i Patryk był przekonany, że jest tak dzięki brakowi napięcia seksualnego między nimi. Oboje byli atrakcyjnymi ludźmi, oboje czuli potrzebę zaspokajania erotycznych potrzeb – tyle że nie ze sobą.
Ceniła go za to, że nie owijał w bawełnę. Był jednym z nielicznych, którzy w ostatnim czasie nie zachowywali się jak słoń w składzie porcelany. Wszyscy inni niezgrabnie i nieudolnie lawirowali gdzieś między szacunkiem wobec niej a obawą przed powiedzeniem czegoś niewłaściwego. Powód był prosty – kiedy doszło do kryzysu w ośrodku premiera, ciężar władzy przesunął się na drugi organ egzekutywy.
- Czasem niewiedza jest błogosławieństwem - ucięła Joanna. - Zastanów się, psy kompletnie by zwariowały, gdyby wiedziały, ile kości mają w ciele.
Nastąpią lęk, cierpienie i rozpacz. Ludzie zaczną szukać pomocy, będą zwracać się do diabelskich postaci. Wtedy ukaże się sam Szatan.
- I naprawdę chcesz tak po prostu... - Nic nie jest tutaj po prostu, Zordon - ucięła, zbliżając się do niego. - Do kurwy nędzy, jesteś osobą, która uświadomiła mi, że traktowanie miłości jako szeregu procesów biochemicznych w mózgu jest jak mówienie, że gry komputerowe to zera i jedynki przesuwające się w silikonie. Niby ma to sens, ale nie oddaje nawet ułamka realnego obrazu. Oryński wciągnął głęboko powietrze i spuścił wzrok. - Poza tym pokazałeś mi, że jest jedna banalna prawda w życiu, która zawsze się obroni. - Jaka? - Ludzie albo są sobie przeznaczeni, albo nie.
- Zawiesiłeś się, Zordon? - Myślę. - Nad czym? - Nad tym, że pierwsze słowo Baby Yody prawdopodobnie padło dopiero po drugim.
- Tyle jest oczywiste. - Oczywiste jest to, że karma dla psów powinna być pierwszym produktem, na którym umieszcza się napisy w braille'u, a jednak nikt na to nie wpadł. - Co? - Niewidomi. Psy przewodnicy - odparła Joanna. - Łączysz już jedno z drugim?
Wiesz co dobija mnie najbardziej? To, że znam cię na tyle dobrze, by wyczuć ironię w twoim głosie, nawet kiedy ty sam nie wiesz, że ona tam jest.