Nie możemy być szczęśliwi, dopóki wszyscy dokoła nas cierpią i tworzą sobie cierpienie; nie możemy być moralni, dopóki przemoc, kłamstwo i niesprawiedliwość rządzą obrotem wszystkich rzeczy; nie możemy nawet być mądrzy, dopóki cała ludzkość nie będzie walczyła o mądrość i nie wprowadzi jednostki sposobem najmędrszym do życia i wiedzy.
Zresztą jest to oznaką niebezpieczną, gdy walka umysłowa narodu zwraca się przeważnie do przeszłości, jest to oznaką odrętwienia, cofania się i niedołęstwa: naród taki wystawiony jest przeto na każdą szerzącą się gorączkę, na przykład polityczną.
Uciszone jest dno mojego morza - któżby zgadł, że kryje ono ucieszne potwory. Niewzruszona jest moja głębia - ale lśni od pływających zagadek i śmiechów.
Wy wszyscy, którym miła jest dzika praca i szybkość, nowość, obcość - wy źle znosicie samych siebie. Wasza pilność jest ucieczką i wolą zapomnienia o sobie. Gdybyście bardziej wierzyli w życie, mniej nurzalibyście się w chwili. Ale nie macie w sobie dość treści, by czekać - a nawet próżnować!
Znużenie, które jednym skokiem chce sięgnąć ostateczności, jednym śmiertelnym skokiem, biedne, nieświadome znużenie, które nawet nie chce więcej chcieć: ono stworzyło wszystkich bogów i zaświaty.
Oto moralność, polegająca całkowicie na popędzie wyróżniania się - nie myślcież o niej zbyt pochlebnie! Gdyż co to właściwie za popęd i jaka jest jego myśl uboczna? Ma on na celu, byśmy swoim widokiem sprawiali komuś innemu przykrość, budzili w nim zawiść oraz uczucie bezwładu i upadku; abyśmy, sącząc w jego usta krople naszego miodu i patrząc przytem przenikliwie i złośliwie w oczy, dali mu zakosztować goryczy jego losu. [...] Termin jest krótki, odmiany jego mogą być niezliczone, acz bynajmniej nie nudne, - gdyż wciąż jeszcze jest nowością wprost paradoksalną i niemal bolesną, że moralność wyróżniania się jest w ostatnim rzędzie rozkoszą wysubtelnionego okrucieństwa.
- Ziemia - rzekł - ma skórę; a skóra ta choruje. Jedna z tych chorób zwie się na przykład człowiekiem.
Może jednak właśnie tych samych wogóle razić będzie, że widzą problemat estetyczny, wzięty tak poważnie, to jest, jeśli są niezdolni widzieć w sztuce więcej, niż wesołą uboczność, niż nawołujące do >powagi istnienia< pobrzękiwanie dzwonków, bez któregoby można się też dobrze obejść: jak gdyby nikt nie wiedział, jak się przy tem przeciwstawieniu ma sprawa z taką >powagą istnienia
O źródle religii - właściwym wynalazkiem założycieli religii jest najpierw: nakaz określonego sposobu życia i codzienności obyczaju, ktory działa jako kształcenie woli i usuwa zarazem nudę; następnie: nadanie temu właśnie życiu interpretacji, dzięki której wydaje się ono opromienione najwyższą wartością tak, że staje się odtąd dobrem, za które się walczy, a w danym razie oddaje się życie.
Co tworzy u ciebie historię każdego dnia? Przypatrz się swoim nawyknieniom, z których się ona składa: czy są one wytworem niezliczonych drobnych tchórzostw i lenistw, czy też twej walecznosci i wynalazczego rozumu?
W gruncie rzeczy wstrętne mi są wszystkie owe moralności, które mówią: "Nie czyń tego! Wyrzeknij się! Przezwyciężyć się!" - sprzyjam natomiast tym wszystkim owym moralnościom, które mnie pobudzają, by coś czynić i powtarzać i od rana do wieczora i w nocy śnić o tym i o niczym nie myśleć jak: by to dobrze zrobić, tak dobrze, jak ja to tylko mogę! Kto tak żyje, od tego odpada ustawicznie jedno po drugim to, co do takiego życia nie należy: bez nienawiści i odrazy rodzi on, że dziś to, jutro owo rozbrat z nim weźmie.
My myśląco - odczuwający, jesteśmy tymi, którzy naprawdę i nieustannie coś czynią, czego tu jeszcze nie ma: cały wiecznie rosnący świat ocean, barw, wag, perspektyw, drabin, stopni, potwierdzeń i zaprzeczeń.
Jest dość ludzi, którzy mogą oddawać się swym popędom z wdziękiem i beztroską lecz nie czynią tego, z obawy przed ową urojoną "złą istotą" przyrody! Stąd to pochodzi, że tak mało znaleźć można wśród ludzi dostojności: której odznaką będzie zawsze nie obawiać się siebie, nie oczekiwać po sobie nic haniebnego, bez namysłu lecieć, gdzie nas rwie- nas, urodzone ptaki! Dokądkolwiek kiedy przybędziemy, zawsze będzie wolno i słonecznie wkoło nas.
Z tą "surowością wiedzy" ma się rzecz tak samo, jak z formą i uprzejmością najlepszego towarzystwa: przestrasza niewtajemniczonego. Kto jednak przywykł do niej, nie mógłby wcale żyć gdzie indziej, tylko w tej jasnej, przejrzystej, mocnej, silnie elektrycznością przepojonej atmosferze, w tej męskiej atmosferze. (...) Po cóż by znów miał schodzić ku owym mętnym wodom, gdzie trzeba pływać, brodzić i brudzić swe skrzydła. Nie! Tam życie nam zbyt ciężko, cóżeśmy winni, żeśmy do powietrza zrodzeni, do czystego powietrza, my współzawodnicy świetlanego promienia, i że najchętniej, podobnie jemu, cwałowalibyśmy na pyłkach eteru i nie precz od słońca, lecz ku słońcu! Tego jednak nie możemy- pragniemy tedy czynić, co jedynie umiemy: nieść ziemi światło, być "światłem ziemi". I co to mamy swe skrzydła i swą szybkość, i surowość, dlatego jesteśmy męscy i nawet straszliwi, podobni ogniowi. Niechaj się boją nas ci, którzy nie umieją się nami ogrzać i rozjaśnić.
Nie przywiązywać się do żadnego człowieka, chociażby najmilszego, każdy człowiek jest więzieniem i cieśnią.
Z tłumem. - Biega on dotychczas za tłumem i jest jego chwalcą: lecz pewnego dnia stanie się jego przeciwnikiem! Bo kroczy za tłumem w wierze, że gnuśność jego dobrze na tym wyjdzie: nie przekonał się jeszcze, że tłum nie dość jest gnuśny dla niego! Że prze ciągle naprzód! Że nie pozwala nikomu przystawać! - A on tak chętnie przystaje.
Co czyni ten, który się wyrzeka? Dąży do wyższego świata, pragnie lecieć serzej, dalej i wyżej niż wszyscy ludzie potwierdzający-odrzuca precz wiele rzeczy, które by lot jego obciążać mogły, a wśród tego niejedno, ci nie jest dlań bezwartosciowe i niemiłe; składa to w ofierze swej żądzy wyżyn.