Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Miasto popiołów

Inne książki Cassandry Clare:
Cienie Nocnego Targu Czerwone zwoje magii Kroniki Bane’a Królowa Mroku i Powietrza Ktoś mnie pokocha. 12 wakacyjnych opowiadań Łańcuch z żelaza Łańcuch ze złota Mechaniczna księżniczka Mechaniczny anioł Mechaniczny książę Miasto kości Miasto niebiańskiego ognia Miasto szkła Miasto upadłych aniołów Miasto zagubionych dusz Miedziana rękawica Opowieści z Akademii Nocnych Łowców Pani Noc Próba żelaza
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

Pocałował Clary, na co od lat miał ochotę. Ludzie mówią, że to, o czym marzyli, w rzeczywistości nigdy nie okazuje się takie, jak sobie wyobrażali. Ludzie się mylili.

- (...) Każdy z nas ma wybór. Nikt nie ma prawa nam go odbierać. Nawet z miłości.
- Ale właśnie o to chodzi. Kiedy kogoś kochasz, nie masz wyboru.-Dobrze pamiętała, jak ścisnęło się jej serce, kiedy zadzwoniła Isabelle i powiedziała, że Jace zniknął. Wypadła z domu bez chwili wahania. - Miłość odbiera ci możliwość wyboru.

- (...) Simon był jak pit bull.
- Gdyby pit bulle nosiły okulary i były uczulone na pyłki.

- (...) Każdy z nas ma wybór. Nikt nie ma prawa nam go odbierać. Nawet z miłości.
- Ale właśnie o to chodzi. Kiedy kogoś kochasz, nie masz wyboru. - Dobrze pamiętała, jak ścisnęło się jej serce, kiedy zadzwoniła Isabelle i powiedziała, że Jace zniknął. Wypadła z domu bez chwili wahania.-Miłość odbiera ci możliwość wyboru.

W tej sytuacji prywatność to luksus, na który żadne z nas nie może sobie pozwolić.

Ale czy nie tym właśnie jest miłość, Clarisso? Posiadaniem na własność?

- Wiesz, jakie jest najgorsze uczucie, które potrafię sobie wyobrazić? - zapytał.
- Nie.
- Nie ufać osobie, którą się kocha najbardziej na świecie.

Obserwując ich powitanie, próbowała przywołać na twarzy szczęśliwy, pełen miłości wyraz.
- Dobrze się czujesz? - spytał Simon. - Bo robisz zeza.

...to co Clary uważała za stałe i pewne, okazało się kruche i mogło w każdej chwili zniknąć przy byle podmuchu.

- Jestem przywódcą stada, Jace. Słyszę różne rzeczy. Chodźmy do biura Pete'a i porozmawiajmy.
Jace wahał się przez chwilę, a potem wzruszył ramionami.
- Dobrze, ale jesteś mi winien za szkocką, której nie wypiłem.

- Mamo, tato... - Mówił zdecydowanym, ale łagodnym tonem. - Jest coś, co muszę wam powiedzieć. - Uśmiechnął się do rodziców. - Spotykam się z kimś.
Robert Lightwood spojrzał na syna z lekką irytacją.
- Alec, to nie pora...
- Owszem. To ważne. Nie tylko spotykam się z kimś... - Słowa wypływały z jego ust, podczas gdy rodzice patrzyli na niego z konsternacją, a Isabelle i Magnus z niemal identycznym zdumieniem. - Spotykam się z Podziemnym. Spotykam się z czar...Magnus ledwo dostrzegalnie pstryknął palcami. Powietrze wokół zamigotało, a on sam wywrócił oczami i osunął się na podłogę jak ścięte drzewo.
- Alec! - krzyknęła Maryse i przytknęła dłonie do ust.
Isabelle, stojąca najbliżej, uklękła nad bratem. Tymczasem Alec już zaczynał się ruszać. Zamrugał i otworzył oczy.
- Co...co...dlaczego leżę na podłodze?
- Dobre pytanie. - Siostra spiorunowała go wzrokiem. - Co to było?
- Co? - Alec usiadł, trzymając się za głowę. Przez jego twarz przemknął wyraz niepokoju. - Zaczekaj. Czy coś powiedziałem? Zanim zemdlałem?
Jace prychnął.
- Zastanawialiśmy się, czy Znak Clary działa? Owszem, działa.
Alec zrobił przerażoną minę.
- Co powiedziałem?
- Że się z kimś spotykasz - odezwał się jego ojciec. - Tylko że nie wyjaśniłeś, dlaczego to takie ważne.
- Nie jest - zapewnił pospiesznie Alec - To znaczy, z nikim się nie spotykam. I to nie jest ważne. W każdym razie nie byłoby ważne, gdybym się z kimś spotykał, a nie spotykam się.
Magnus spojrzał na niego jak na idiotę.
- Alec bredzi - stwierdził. - Skutki uboczne działania demonicznych toksyn. Bardzo niefortunne, ale wkrótce będzie dobrze.

Nie jest tak, że ktoś należy do ciebie, chodzi o to, że ty oddajesz się komuś. Wątpię, czy kiedykolwiek coś komuś dałeś. Może z wyjątkiem koszmarów.

Powiedziałbym, że miło było was spotkać, ale nie lubię kłamać. I szczerze mówiąc, im później zobaczę was następnym razem, tym lepiej.

Jace stał w otwartych drzwiach łazienki. Pod prysznicem głośno leciała woda, pomieszczenie wypełniała para. Był bez koszulki, boso, dołki w kościach biodrowych, widoczne nad nisko opuszczonymi dżinsami, wyglądały jak zrobione palcami w glinie.

Największym lękiem w życiu Jonathana jest miłość, którą czuje do swojej siostry.

Puścił jej rękę, ale patrzył na nią z taką intensywnością jakby chciał zapamiętać jej twarz.
- Wiem. Za każdym razem, kiedy prawie umierasz, ja też umieram.

- Czy twój czarownik zdaje sobie sprawę z tego, że Jonathan jest światkiem bardzo ważnym dla Clave?
Alec oblał się rumieńcem.
- On nie jest moim czarownikiem.

Winisz siebie za to, kim jesteś. A to niczyja wina i nic nie możesz zmienić.

- Ale jeśli Jace odejdzie, może nigdy nie wrócić- zauważył Luke. - Już nigdy nie będzie Nocnym Łowcą. Podoba ci się to czy nie, Inkwizytorka pilnuje przestrzegania prawa. Jeśli Jace chce pozostać częścią Clave, musi z nią współpracować. Ma po swojej stronie to, czego nie mieli po Powstaniu członkowie Kręgu.
- Co takiego?- zapytała Maryse.
Luke uśmiechną się słabo.
- W przeciwieństwie do was, Jace mówi prawdę.

Bycie człowiekiem jest przereklamowane.