Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Zbigniew Nienacki

Zbigniew Nienacki cytaty

Zbigniew Nienacki (ur. wtorek, 1 stycznia 1929; zm. piątek, 23 września 1994) przeżył 65 lat, 8 miesięcy i 22 dni

Polski pisarz i dziennikarz. Największą sławę przyniosła mu seria powieści dla młodzieży o przygodach Pana Samochodzika, muzealnika-detektywa. Opinię pisarza kontrowersyjnego i niestroniącego od erotyki zawdzięcza powieściom dla dorosłych, między innymi "Raz w roku w Skiroławkach" oraz powieści historycznej "Dagome iudex".

Książki Zbigniewa Nienackiego:

Ja, Dago Księga strachów Laseczka i tajemnica Liście dębu Nowe przygody Pana Samochodzika Pan Samochodzik i człowiek z UFO Pan Samochodzik i Fantomas Pan Samochodzik i Księga strachów Pan Samochodzik i niesamowity dwór Pan Samochodzik i Niewidzialni Pan Samochodzik i skarb Atanaryka Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic Pan Samochodzik i templariusze Pan Samochodzik i Winnetou Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców Pan Samochodzik i zagadki Fromborka Pan Samochodzik i złota rękawica Pierwsza przygoda Pana Samochodzika Pozwolenie na przywóz lwa Raz w roku w Skiroławkach
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

Strona numer 3

Najtrudniej pokazać normalnego człowieka w normalnym społeczeństwie.

Oczywiście, nasz bohater nie może być robotnikiem. To będzie człowiek wolnego zawodu albo prywaciarz. Trochę łajdaczek, trochę świnia. Nie możemy przecież pokazywać, że zwykły, normalny obywatel wziął sobie za cel uszczęśliwianie kobiet. To jest nie do przyjęcia z punktu widzenia naszej moralności. Stoimy na straży rodziny.

Prawdziwy wielki kochanek to ten pan, który uprawia miłość z tą samą kobietą przez trzydzieści lat.

Historia literatury jest także historią uzewnętrznionych w literaturze różnego rodzaju nerwic, psychoz i chorób psychicznych, które rodziły się wraz z określonymi epokami i zanikały wraz z nimi, jak owe wielkie histerie Charcota. Zanikały rzeczywiście, czy też stawały się mniej zauważalne jako niemodne?

Pisarstwo nie jest niczym innym jak rodzajem lub formą Pięknej Sztuki Uwodzenia, prozaicy i poeci, to po prostu Wielcy Uwodziciele, którzy poprzez opowiedzenie określonej fabuły, przyjęcie jakiejś konwencji, to zniżając, to znów podnosząc głos, zdobywają serca i dusze czytelnika, czyli po prostu rozkochują go w sobie.

Tymczasem kurator zawiadomił, że jest chory, ale przyjechał do nas pan z ministerstwa. I tak rzekł do nas: "Drogie dzieci. Poruszyłyście problem ważki i interesujący. Książka pod tytułem «Marta» Elizy Orzeszkowej opowiada o dawnych czasach wyzysku kapitalistycznego. W Polsce Ludowej kobieta nie musi dokonywać takiego strasznego wyboru i dlatego powinnyście kochać naszą Polskę Ludową. W naszej ojczyźnie młoda kobieta, gdy ma chore dziecko i potrzebuje lekarstwa dla niego, nie musi ani żebrać, ani kraść, ani też oddawać się za pieniądze, bo jesteśmy ubezpieczeni, a zawdzięczamy to wszystko naszym osiągnięciom, których młodzież jakże często nie docenia. Takie książki jak «Marta» pozwalają wam zrozumieć przemiany, jakie nastąpiły w naszej ojczyźnie".

Ona powinna mieć chłopa — twierdziła Krystyna i namawiała mnie, żebym namówił ją do grzechu Irytowało mnie takie gadanie, bo nie jestem instytucją charytatywną, mam swoje kłopoty i nic mi po cudzych.

Ilekroć chciałem opisać coś z tego, co przeżyłem naprawdę, tylekroć mi to odrzucono, twierdząc, że zaprezentowałem historię nieprawdopodobną. Jeśli zaś wymyśliłem coś przy biurku, miało to ręce i nogi, było prawdopodobne i w dobrym stylu. Myślę, że wymyślając jakąś historyjkę robimy to od razu „pod kogoś": pod wydawcę, pod krytyka, pod czytelnika. A życie nie czyni niczego „pod kogoś". Dlatego ludzie z dobrym smakiem nie opowiadają w towarzystwie prawdziwych historyjek ze swego życia, tylko historyjki wymyślone.

Równość bowiem — to nie znaczy identyczność. Mężczyzna jest samcem, a kobieta samicą i nie uda się tego zmienić ani Gary'emu, ani nikomu innemu na świecie. Równość może oznaczać jedynie osiągnięcie tej samej przyjemności we wzajemnym kontakcie.

Tak samo umierają ludzie kochani i ci, których nikt nie kocha. W rachunku życie - śmierć miłość nie odgrywa żadnej roli. Każdy z nas miał swój niepowtarzalny początek i będzie miał swój własny koniec, który będzie musiał przeżyć sam i tylko sam, nikt go w tym nie zastąpi. Nie warto więc dużo myśleć o tych, co nas kochają, ani przywiązywać do tego zbyt dużej wagi, bo w tej jednej ostatniej chwili miłość się nie będzie liczyć, ani nienawiść, ani przyjaźń, tylko każdy z nas będzie samotny ze swoją własną trwogą. Śmierć jest sprawą, którą każdy musi sam załatwić.

Otwierając jego książkę, wchodzimy w jego własną rzeczywistość. Na tym polega być może uroda literatury.

Nie możemy was ochronić przed miłością, która jest jak dżungla pełna dzikich i krwiożerczych zwierząt. Każdy musi przejść sam przez tę dżunglę, łyknąć swoją porcję brudu i błota, kurzu i krwi.

Szanując naszych przeciwników, okazujemy szacunek także dla samych siebie.

Czy Grzegorz I dlatego został Wielkim, że pokazał mu się Archanioł, czy dlatego pokazał mu się Archanioł, że Grzegorz I miał zostać Wielkim?

Jestem zdania, że niektóre kobiety są jak instrument o jednej strunie, wydaje tylko jeden, zawsze taki sam dźwięk i ton; nawet sam mistrz Kulka nie zagrałby na tej strunie koncertu Paganiniego. A bywają kobiety, które przypominają instrument o setkach strun jak fortepian czy klawesyn. Człowiek pozbawiony słuchu i umiejętności wybrzdąka jednym palcem jakąś tam melodyjkę, ale niech no zjawi się wirtuoz, a usłyszysz muzykę całego świata.

- Jak pan myśli, panie pisarzu, jest Bóg czy go nie ma? Od dawna chciałem to od pana wiedzieć, ale zwrócić się z tym nie miałem odwagi.
Zadumał się pisarz Lubiński, wzrok od pofałdowanego brzucha Porowej podniósł ku wieczornemu niebu. Potem, gdy dym go owionął, rozkasłał się, aż wreszcie wstał z koca na bunkrze i chwiejąc się na nogach, obwieścił gromko:
- Nie wiem, czy jest Bóg na niebie. Ale że rządzi na ziemi Antychryst, to prawie pewne!

...Nalał mu Jarosz wódki do niedużej szklanki i powiedział uroczyście:
- Za nasze piękne chwile, panie pisarzu, niechże się czara ta wypełni.
...
- Za nasze piękne dni, panie Jarosz, niechże się czara ta wypełni - uroczyście mówił Lubiński do drwala, małą szklaneczkę napełniając wódką.

W zamaskowanym osobniku rozpoznałem grubasa (...) On myśli, że my go grzecznie zaprowadzimy do szefowej...
- Cicho - krzyknął na niego grubas.
- Ach, więc macie szefową? - udałem zdumienie.
- Niech go pan nie słucha. On żartuje - burknął grubas.
- Wnioskuję, że ma pan o nas niewłaściwą opinię. (...) Po prostu jesteśmy grupą hobbystów i tak nas proszę nazywać. Nasze hobby, to zbieranie przeróżnych staroci. Kolekcjonujemy starą biżuterię, stare monety, listy różnych wielkich ludzi, białe kruki wydawnicze i tym podobne. Słyszeliśmy, że Makulski ma na strychu jakieś starocie, które mogą się zniszczyć i w trosce o dobra kultury przyjechaliśmy do niego. Jesteśmy hobbystami, niczym więcej. (...) Czy pan nie wie, jak wielką namiętnością odznaczają się niektórzy hobbyści? Być może zachowaliśmy się tu trochę niegrzecznie. Ale czy wie pan dlaczego? Bo oburzył nas fakt, że Makulski przeróżne stare dokumenty trzymał po prostu w zwykłej skrzynce na strychu. Mogły zgnić, spróchnieć, mogły je pogryźć myszy. Jak to zobaczyliśmy, to taka nas ogarnęła wściekłość, że związaliśmy faceta i mieliśmy mu nawet dać dobrą nauczkę, lecz zrezygnowaliśmy, bo papiery nie wyglądają na specjalnie wartościowe.

Dałem do gazety ogłoszenie:
Poszukuje się wiadomości, wskazówek i książek związanych z historią istniejącej w drugiej połowie XVII wieku warowni Ałbazin.
Zgłoszenia prosimy kierować do działu reportażu naszej gazety.
Minął jeden, drugi, trzeci dzień. Przeszedł tydzień. Nikt się nie zgłosił. Ponowiłem ogłoszenie. I znowu bezskutecznie. Koledzy poczęli sobie ze mnie podrwiwać. Na tablicy komunikatów, wiszącej na korytarzu redakcji, przeczytałem wiadomość:
Rozsądek pilnie poszukiwany. Zgłoszenia prosimy kierować do działu reportażu, do redaktora Ałbazina.

- Don Pedro twierdzi, że to są bzdury - powiedział Emil.
- Ale z naszymi psami stało się coś dziwnego. Wczoraj i dziś w nocy szczekały nie wiadomo na co, a w tej chwili śpią. Teraz każdy może nas podejść.
To mówiąc niespokojnie rozejrzał się dokoła, odbezpieczył pistolet maszynowy i gotów był strzelać. Lecz w tym momencie lufa jego pistoletu zgięła się ku dołowi, jakby zrobiono ją z plasteliny.
- Co to?! Patrzcie! - wrzasnął strażnik i rzucił pistolet na beton.
Lufa pistoletu drugiego strażnika dla odmiany wygięła się ku górze. Trzeciego skręciła w lewo, czwartego w prawo, piąty strażnik po prostu rzucił broń na beton nie czekając, aż mu się wygnie w dłoniach.
- Ona mówiła...Ta kobieta w barze...że broń będzie sama się gięła w naszych rękach - bełkotał Emil. Bezradnie wyciągnął z kieszeni pistolet i w geście rozpaczy uniósł lufę ku górze, jakby chcąc bronić się przed nadlatującymi z nieba ludzikami. Wtedy pistolet zaczął strzelać aż do wypróżnienia całego magazynku.
- To nie ja...nie ja...on sam strzela! - krzyknął Emil i cisnął pistolet.

Galeria - kliknij aby powiększyć