Ilekroć chciałem opisać coś z tego, co przeżyłem naprawdę, tylekroć mi to odrzucono, twierdząc, że zaprezentowałem historię nieprawdopodobną. Jeśli zaś wymyśliłem coś przy biurku, miało to ręce i nogi, było prawdopodobne i w dobrym stylu. Myślę, że wymyślając jakąś historyjkę robimy to od razu „pod kogoś": pod wydawcę, pod krytyka, pod czytelnika. A życie nie czyni niczego „pod kogoś". Dlatego ludzie z dobrym smakiem nie opowiadają w towarzystwie prawdziwych historyjek ze swego życia, tylko historyjki wymyślone.