Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Łudziłeś się, że czas leczy rany? Nic z tych rzeczy. Czas po prostu wszystko zabija, smutek także.

Zordon byłby w niebie, uwielbiał łososie i wszelkie inne pływające barachło.

- Ktoś Cię zobaczy Forst.
- Nie zobaczy - odparł komisarz, a potem odgiął oparcie do tyłu i ułożył się wygodnie, naciągając czapkę na twarz. - Jak wyglądam?
- Jak chory psychicznie.

- To pewne? - spytał.
Chyłka wzruszyła lekko ramionami.
- To nie śmierć ani podatki - odparła.

- Jesteśmy pod ścianą.
- Zazwyczaj w takiej sytuacji przebijasz ją głową.

- Aspirant sztabowa Dorota Savatino - oznajmiła.
Stojąca naprzeciwko niej prawniczka uniosła brwi.
- Okej, mnie mów "adwokacino" - odparła, a potem wskazała na Kordiana. - A jemu "gruntowa botwino".

- Zordon - zaczęła pobłażliwie. - Gdybyś ty uczestniczył w takim wypadku, dawno wylewałabym krokodyle łzy przy twojej mogile.
- Świetnie. Zawsze wiesz, jak napełnić moje serce radością.

(...) jeśli dotychczas nosili go w sercu, to teraz...
– Ty chyba sama go nie masz, co?
Odwróciła się do niego i zmrużyła oczy.
– W pewnym sensie nie – przyznała. – I właśnie w tej sprawie zamierzam zawrzeć z tobą umowę na podstawie artykułu osiemset trzydziestego piątego Kodeksu cywilnego.
– Co?
– Umowa przechowania, Zordon. Depozyt.
– Tak, wiem, ale...
– Ale nie spodziewałeś się romantyzmu prawniczego, rozumiem – odparła, machnąwszy ręką. – Ja też nie, ale cała ta rzewna atmosfera tak na mnie działa.
– Chcesz powiedzieć, że...
– Że jako deponent oddałam ci przedmiot umowy na przechowanie. A ty jako depozytariusz masz obowiązek zachować je w niepogorszonym stanie.

- Jak się czujesz? - zapytał od razu, kiedy wszedł do mieszkania.
- Mniej więcej jak Magda Gessler w dworcowym barze.
- Czyli?
- Widzę cały ogrom roboty, ale nie mam zamiaru jej wykonywać.

- Jak Ty to wszystko ogarniasz?
- Co?Życie?
- Nie,tego akurat nie ogarniasz - odparł i zatoczył ręką krąg nad kilkoma wyrokami. - Miałem na myśli to
- Tego też nie ogarniam.

Nikt ze sobą nie taszczy całej prawdy o swoim życiu.

- Oby historia nigdy wam tego nie wybaczyła - dodała Maria.
- Historia to tylko uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam bebzol jak stąd do wieczności - ciągnęła. - A pasożyt produkuje tyle CO2, że ONZ niedługo rozciągnie na mnie sankcje z Protokołu z Kioto.

- Pojedziesz iks piątką. Zawsze chciałeś to zrobić, nie? - wyterkotała. - Masz prawo jazdy?
- Znamy się od roku, a ty nie wiesz, czy mam prawo jazdy?
- Nie wiem też, jaki masz rozmiar bokserek. I daj Bóg, nigdy się nie dowiem (...).

Minął kilka osób, starając się nie rozlać ani kropli kawy niesionej z Costa Coffee, a potem wszedł do gabinetu Joanny bez pukania. Postawił na biurku tekturowy uchwyt z kubkami, po czym wyciągnął z torby dwa kawałki ciasta.
- Co to jest? - jęknęła Chyłka.
- Oreo cookie pie.
- Sporo cukru?
- W samym kremie tyle, że zaczniesz mówić do mnie "kotuniu".

[...]Oczywiście, że nie. W takiej sytuacji nawet prawnicza cudotwórczyni nie…
– Posłuchaj – wpadł mu w słowo Piotr. – Jest jeden prawnik w Warszawie, do którego zawsze zwracał się mój ojciec. Tym prawnikiem jest właśnie Chyłka. Wiesz, dlaczego to robił?
– Bo była najlepsza.
– Nie, są lepsi od niej. Ona jednak była najgroźniejsza.
Zasadniczo nie dało się z tym polemizować.
– Była gotowa wysadzić fundamenty budynku, byleby strącić ptaka siedzącego na gzymsie, rozumiesz?
– W pełni.
– Jest destrukcyjna. A my chcemy uniknąć destrukcji...

Nie pojedzie - zawyrokował Kordian.
Chyłka umieściła papierosa między ustami i spojrzała na niego spode łba. Pociągnęła sztacha, a potem uśmiechnęła się, kręcąc głową.
- Spodziewałem się prędzej dostać w ryj, niż zobaczyć twój uśmiech.
- Naprawi się - odparła, wskazując papierosem poharataną maskę.
- Chodziło mi bardziej o nas.
- To też się naprawi, głąbie.
Zamiast odpowiedzieć, Oryński również uśmiechnął się do siebie i skinął głową. Zasadniczo może właśnie to stanowiło najlepszą odpowiedź.

Po jednym złym rozdziale nie zamyka się książki, tylko przewraca stronę.

- Waltoś.
- Czytałem go na studiach, Chyłka.
- A teraz przeczytasz go ze zrozumieniem.

- Jedyny karaś, którego kojarzę, to słodkowodna ryba z rodziny karpiowatych - rzuciła Chyłka. - I nie mów do mnie pani Joanna, bo czuję się, jakbym była przewodniczącą związku zawodowego starych landryn w lupanarze.