Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Postawmy sprawę jasno. (...) Jeśli kiedyś zobaczysz mnie biegającą, dzwoń od razu na policję, bo to będzie znaczyło tylko jedno: że przed kimś spierdalam.

[...] nieopowiedzianych wspomnień nie sposób wymazać, niektóre nie zasługują na to, by o nich mówić.

Weszła do domu i odłożyła wódkę do szafki. Wystarczy na jeden dzień. Czas wziąć się za tequilę.

Kto chce oskarżać powinien mieć dowód.

(...) uznałeś, że obchodzą mnie takie pierdoły jak wiek, zawodowa przyszłość i inne kobiety.
Szczerbiński zmarszczył brwi.
- Mam to w dupie - dodała Joanna. - Tak naprawdę interesuje mnie tylko jedno.
- Co?
(...)
- Nie wiem, czy to zrozumiesz, Szczerbaty - rzuciła. - Ale kiedy patrzę na Zordona i chcę mu powiedzieć, że go kocham, to mam jeden problem. (...) Wszystkie słowa zdają się ujmować temu uczuciu. (...) Kiedy on na mnie patrzy, czuje to samo, a ja o tym doskonale wiem. I nie potrzebujemy żadnych słów.

Liczę tylko na siebie - odparła stanowczo Chyłka. - To dobra zasada, bo jesteś jedyną osobą, która z natury rzeczy ma problem z wbiciem ci noża w plecy. Chyba że masz wyjątkowo długie ręce.

Chyłka rozejrzała się, drapiąc po głowie.
- I gdzie to, kurwa, sombrero?
- Nie wiem, podła cholero.
Joanna niemal zakrztusiła się dymem. Przez moment trwało pełne napięcia milczenie.
- Czy ty właśnie próbujesz wciągnąć mnie w jakąś rap grę?
- Zapytaj o to w punkcie ksero, mała sknero.
- Zordon...
- Przepraszam, hetero.
- Błagam cię. Starczy żenujących rymów - mruknęła, masując skroń.- Głowa mnie od nich boli.
- Boli cię raczej od tequili i ...
- Nie wygaduj bzdur - ucięła.- I nie złorzecz na tequilę, stara ściero.

- Niekoniecznie to miałem na myśli.
-A mnie koniecznie obchodzi, co miałeś.

- Wychodzę z założenia, żeby nigdy nie szukać szczęścia tam, gdzie je straciłam.

Zło pozostaje niewidoczne, bo z natury chowa się w najciemniejszych zakamarkach ludzkich dusz.

- Brawo, Zordoniątko – szepnęła mu do ucha, przesuwając dłoń na jego ramię. – Wieczorem będzie nagroda.
– Jaka?
– Pozwolę ci się sponiewierać.
Obrócił się do niej i uniósł brwi.
– Tak?
– Tak – potwierdziła zmysłowym głosem. – Zabierzesz mnie do wegetariańskiej knajpy na kolację.
Mruknął pod nosem, jakby rzeczywiście ta wizja była wyjątkowo kusząca.

- Swoją drogą, jak rehabilitacja?
- Całkiem nieźle - odparł Patryk obojętnie. - A twoja?
- Mnie nic nie dolega.
- Racja. Skurwysyństwo to nie choroba, tylko cecha wrodzona.

Kiedy w końcu umościła się na krześle obok, przysunął pod stołem rękę w jej kierunku. Nawet na nią nie patrząc, zdzieliła go po dłoni.
- Nie waż się.
- Chciałem tylko pogładzić.
- Upierdolę ci tego badyla, Zordon. Przysięgam.

- (...) Nie wiem, czy wiesz, ale ów profesor zamiast posłużyć się pojęciem "redakcja tekstu", pisał o "paralingwistycznych środkach wyrazu związanych ze zorganizowaniem wypowiedzi pisemnej w przestrzeni dwuwymiarowej znakami graficznymi".
Kordian pokręcił głową.
- Znasz to na pamięć?
- Powtarzaliśmy to na każdej imprezie studenckiej. To jedyne, co zapamiętałam z postępowania cywilnego.
- To i tak sporo, jak na karnistkę.
- Nie, czekaj, pamiętam jeszcze coś, też chyba z Radwańskiego: "prawo cywilne nie formułuje reguł działań konwencjonalnych dla czystej igraszki intelektualnej".

- Wiesz że pracoholizm mi nie grozi. Mam czarny pas w prokrastynacji.
- W czym?
- W sztuce opieprzania się.

Największe gówno zawsze wypływa na powierzchnię. I zazwyczaj nikogo nie interesuje, więc zatrzymujesz je dla siebie. Przynajmniej przez jakiś czas. Potem może się zdarzyć, że pod Skylight spotkasz kogoś, kto pali davidoffa i trzyma w ręku latte, mimo że tam się nie smrodzi. Jeśli masz odrobinę szczęścia, może się okazać, że tego kogoś jednak zainteresuje to, co wszyscy inni mają w dupie. (...) Wiem, że jestem chora. Ale ty tego nie wiesz, Zordon, choruję bowiem nie tylko na traumę z przeszłości, lecz także na Ciebie.

Życie jest trochę jak film, to wszystko. Spoiler jest taki, że wszyscy umrzemy, suspens taki, że nigdy nie wiadomo kiedy.

- Przepraszam - odezwał się cicho Kordian.
- Powiedz mi lepiej coś romantycznego.
Odsunął ją i spojrzał jej w oczy. Nie był zagubiony, odnalazł się.
- Artykuł osiemset trzydziesty piąty kodeksu cywilnego?
- Depozyt? Nie. Potrzebuję większego kalibru.
- To może...- zaczął i podrapał się po głowie. - Róże na górze, fiołki na dole...kocham cie tak, że ja pierdolę?

- Męczy mnie określanie ich jako "ci ludzie" - odezwał się Harry jako pierwszy. - Odnoszę wtedy wrażenie, że są jakimś nieuchwytnym bytem, wręcz transcendentalnym , niemożliwym do objęcia rozumem, migoczącym gdzieś na styku metafizyki i realności.
Nikt mu nie odpowiedział.
- Może nazwijmy ich umownie Bandą Chuja - bąknęła Chyłka.
- Proponuję zamiast tego Kolektyw - podsunął McVay wodząc wzorkiem po kuchni. Najwyraźniej powiem Peerelu spowodował chęć powrotu do komunistycznej nomenklatury.

Róże na górze, fiołki na dole, dawaj tę butlę, bo ci wpierdolę.