Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Niemców

Zobacz listę Niemców

Niemcy wg. profesji

[z: sam ze wszystkimi]

nie ma żadnych
szans:
wszyscy jesteśmy w pułapce
własnego
losu.

nikt nigdy nie znajduje
tego właściwego.

miejskie składowiska się wypełniają
śmietniki się wypełniają
domy wariatów się wypełniają
szpitale się wypełniają
cmentarze się wypełniają

ale nic się
nie spełnia.

Wsiadłem do wozu, zapaliłem silnik i włączyłem się w ruch. Dochodziła 10 wieczorem. Księżyc świecił, a moje życie toczyło się bez celu.

Ona narkomanka, ja alkoholik, łykałem jej prochy, ona piła moją wódę; nie mieliśmy uprzedzeń.

Nie wiem, czy świat można uratować; wymagałoby to ogromnej, prawie nieprawdopodobnej wolty. Ale skoro nie możemy uratować świata, to przynajmniej dowiedzmy się, czym jest i gdzie wylądowaliśmy.

Wałęsałem się po ulicach trupów, które poruszały się i mówiły, które miały nazwiska i dobytek, i odczuwały dumę, ale naprawdę były martwe. Każdy zaułek z twarzami stawał się koszmarnym snem - wredne, suche jak pieprz, twarze-muszle klozetowe...Po obejrzeniu parady takich twarzy zataczałem się jak po ciosie, nie z głodu, ale z powodu świadomości, że żyję i zawsze będę żył w tym życiu, w świecie umarłych.

Potrzeba nam pojedynczego bohatera, który stanie po stronie przegranych, Don Kichota od wiatraków, tu i teraz, a jak już nam się będzie wydawało, że go znaleźliśmy, to później zobaczymy, że łamie się chlebem z wrogiem, uśmiecha, uchyla kapelusza, jakby myślał, że skończeni z nas głupcy, bośmy w niego uwierzyli, no i skończonymi głupcami jesteśmy.

Wymysł plus prawda równa się Sztuka.

Większość ludzi w wieku dwudziestu pięciu lat jest skończona. Cały naród cholernych dupków, którzy prowadzą auta, jedzą, mają dzieci i wszystko robią najgorzej jak tylko można – chociażby to, że w wyborach prezydenckich głosują na tego kandydata, który najbardziej przypomina ich lustrzane odbicie.

Większość zaczyna tak samo. Mam na myśli Poetów. Zaczynają dość dobrze. Są odizolowani i bagatelizują słowa, bo ze strachu mniej lub bardziej tracą rozum, są naiwni. Na początku mają w sobie pewną zapowiedź. Potem zaczynają odnosić sukcesy. Wygłaszają coraz więcej odczytów, spotykają innych sobie podobnych. Rozmawiają ze sobą. Zaczynają uważać, że mają głowę na karku. Wypowiadają się na temat rządu, duszy, homoseksualizmu, ekoogrodnictwa...i tak dalej...Znają się na wszystkim oprócz instalatorstwa wodno-kanalizycyjnego, a przecież powinni się na nim znać, bo produkują gówno.

Wiedziałem, że jestem dość dobrym pisarzem, ale nie było jak tego sprawdzić. Robiłem błędy ortograficzne i miałem (wciąż mam) problemy z gramatyką ale czułem, że coś robię lepiej od nich: znakomicie przymieram głodem.

W rzadkich chwilach jestem artystą [...] przez większość czasu jestem nikim.

Pamiętam tam takie stwierdzenie Whitmana: "aby mieć świetnych poetów, potrzebujemy świetnych czytelników". wiesz, zawsze miałem Whitmana za lepszego od siebie, o ile to cokolwiek znaczy, ale tym razem uważam, że powinien był powiedzieć na odwrót, czyli: "aby mieć świetnych czytelników, potrzebujemy świetnych poetów".

upadłem na ulicę pełną szczurów, zużytych prezerwatyw, podartych gazet, uszczelek, gwoździ, spalonych zapałek, pudełek po zapałkach, zaschniętych dżdżownic; na bruk lepki od obciągania fiutów, mokry od sadystycznych cieni, zagłodzonych kotów, podpasek, petów. I wtedy do mnie dotarło, że przecież i tak mam szczęście, bo to "pokorni odziedziczą ziemię".

Kłopot z facetami, którzy tańczą lub przesiadują w barach, polega na tym, że zdolnością postrzegania dorównują tasiemcowi.

Błogosławiony jak wódka z zamrożonym sokiem greapfruitowym w godzinie kaca.

Jego ogromna miłość własna pokrywała go jak farba odblaskowa, nie było szans wyszorować go z tego.

Widzisz tych ludzi za szybą. Oni nie mają najmniejszego pojecia, co tu się teraz rozgrywa. Idą i idą, po raz tysięczny tą samą drogą..czy to nie jest śmieszne? Ze on też zostali kiedyś urodzeni? Każde z nich.. pojedyńczo!

W społeczeństwie pieniądza forsa czyni cuda.

Nasze małżeńskie łoże oddzielone było od reszty sypialni czymś w rodzaju kolumnady. Na
kolumnach i między nimi ustawione były malowniczo doniczki z geranium. W trakcie naszych
pierwszych miłosnych wędrówek w nowym wspólnym domu i w nowym wspólnym łożu,
zauważyłem, że kolumny dziwnie się trzęsą, wykonując dość zabawne w istocie ruchy wokół
własnej osi. Dał się posłyszeć także lekki chrobot.
- Auuu - wrzasnąłem.
- Co się dziej? - zapiszczała Joyce. - I nie waż się teraz zatrzymać. Dalej! Dalej! Nie wolno ci
teraz ustawać!
- Panienko najsłodsza - właśnie na mojej dupie roztrzaskała się glina z twoimi kwiatkami.
- Nie wolno ci teraz ustawać. Nie możesz mi tego zrobić!
- No dobra, już dobra - robię, co mogę!
Wdarłem się w nią głębiej, a nawet udało mi się odnaleźć właściwy rytm ku małżeńskim
pożytkom cielesnym.
- Auuu, kurwa! - wrzasnąłem znowu.
- Co jest grane?- Co znowu się stało?
- Kolejna donica rozkwasiła mi tyłek i krzyż, podrapała mi pośladki i stoczyła się na podłogę!
- Pierdolę te kwiaty - skwitowała małżonka. - A ty skoncentruj się może na tym, co teraz
robisz!
- Proszę bardzo...proszę bardzo!
Przez cały czas wypełniania obowiązków małżeńskich, donice regularne spadały mi na tyłek
i plecy. Czułem się tak, jakbym pierdolił się z kimś w czasie nocnego, dywanowego, zmasowanego bombardowania. Wreszcie nadszedł finał.
- Musimy coś z tymi geraniami zrobić - powiedziałem po paru minutach ciszy i spokoju,
zbolały i tu, i tam.
- Nie waż się ich dotknąć!
- Dziewczynko, a dlaczego nie?
- Są rozkoszne, jak się patrzy na nie z dołu - i pełne rozkoszy jak spadają ci na twój tyłek!
- I to ci się tak podoba?
- I to jak!
- Czy tobie nic nie odbiło? Zaśmiała się jak zwykle filuternie. Doniczki z geranium stały się
moim wrogiem. Ale do wszystkiego można się jakoś przyzwyczaić.

Stanęliśmy na progu. Zastukałem. Otworzył wysoki, szczupły delikacik, z gatunku tych, co to rozsiewają wokół siebie woń sztuki. Widać było na kilometr, że przyszedł na świat Tworzyć, Tworzyć wiekopomne dzieła, nie nękany przez przyziemne troski, jak ból zęba, pieskie szczęście czy brak wiary we własne siły. Miał wygląd geniusza. Ja sam wyglądam jak pomywacz w knajpie i tego rodzaju typki zawsze mnie lekko wkurwiają.