Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Francuzów

Zobacz listę Francuzów

Francuzi wg. profesji

To bowiem, co ludzie mówią o innych – niezależnie od tego, czy jest prawdą, czy też fałszem – często tyle samo znaczy w ich życiu i taki sam ma wpływ na ich losy, jak ich czyny.

Brać za źródło prawdy zmysł, którego nam brakuje, to tupet ślepca.

Kochać, teraz czy kiedyś, to wystarczy.

Być "ultra", choć może dziś nie znikło to, co słowo to wyraża, zatraciło ono już swój sens; Wytłumaczmy je.
Być "ultra", znaczy przekraczać granice. Atakować berło w imię tronu, infułę w imię ołtarza; poniewierać rzecz, którą się niesie na własnym grzbiecie; to wierzgać w zaprzęgu; to mieć za złe stosowi, że za słabo podpieka heretyków; to wyrzucać bóstwu, że ma za mało boskości; znieważać z nadmiaru szacunku; twierdzić, że papież ma za mało papizmu, król za mało królewskości, noc za dużo światła; w imię bieli nie zadowalać się alabastrem, śniegiem, łabędziem, lilią; być stronnikiem pewnych spraw tak dalece, że stawać się ich przeciwnikiem; być tak bardzo za, że aż być przeciw.

Rzecz to znana, że koty lubią zatrzymywać się w miejscu między na wpół uchylonymi drzwiami. Któż z nas nie mówił do kota: "Wejdźże nareszcie!" Niektórzy ludzie wobec jakiegoś wydarzenia mają również skłonność do niezdecydowanego dreptania w miejscu, między dwoma postanowieniami, narażając się na zmiażdżenie przez los, zatrzaskujący nagle drzwi pogody. Ludzie nadmiernie ostrożni, choć przypominają koty, i dlatego właśnie, że przypominają koty, ryzykują więcej niż ludzie odważni.

Marzyć o przedłużaniu w nieskończoność rzeczy dawno umarłych i o rządzeniu ludźmi przez balsamowanie, odnawiać naruszone dogmaty, pozłacać na nowo trumny, dźwigać z ruin klasztory, poświęcać ponownie relikwiarze, odświeżać zabobony, ożywiać fanatyzmy, dodawać nowe rękojeści kropidłom i pałaszom, przywracać zakony i militaryzm, wierzyć iż zbawia się społeczność mnożąc pasożyty i narzucać przeszłość teraźniejszości – to wydaje się dziwne. A jednak teorie te mają swoich teoretyków. Ci teoretycy – ludzie zresztą pomysłowi – używają bardo prostej metody: pociągają przeszłość nowym pokostem, który nazywają ładem społecznym, prawem boskim, moralnością, rodziną, czcią praojców, odwieczną władzą, świętą tradycją, praworządnością, religią i idą krzycząc: "Proszę, bierzcie to, dobrzy ludzie!" Tę logikę znali starożytni. Stosowali ją kapłani; smarowali kredą czarną jałówkę i mówili: "Jest biała". Bos cretatus.
Jeśli chodzi o nas, oszczędzamy zawsze przeszłość, a niekiedy szanujemy ją pod warunkiem, że godzi się być martwą. Jeśli chce żyć – atakujemy ją i staramy się ją zabić.
Zabobony, bigoterie, obłudy, przesądy – to larwy; lecz choć są to larwy, trzymają się życia i mimo że nieuchwytne, mają kły i pazury. Trzeba z nimi walczyć wręcz, trzeba wypowiedzieć im wojnę i prowadzić ją bez przerwy, gdyż taka jest dola ludzkości, że skazana została na wieczny bój z widmami. Cień trudno pochwycić za gardło i powalić.

Sprzedać pierwszemu lepszemu przybyszowi jadło, spoczynek, światło, ogień, brudną pościel, służącą, pchły, uśmiech – oto zadanie oberżysty; zatrzymywać przechodniów, opróżniać chude sakiewki, ulżyć godziwie nabitym kabzom, z uniżeniem przyjmować pod swój dach rodziny w podróży, oskubać męża, oskubać żonę, oskubać dziecko; wyznaczyć cenę za okno otwarte, za okno zamknięte, za miejsce przy kominku, za fotel, za krzesło, za stołek, za zydel, za puchowe piernaty, za siennik, za wiązkę słomy; wiedzieć w jakim stopniu odbicie zużywa zwierciadło, i pobierać za to opłatę i – do stu tysięcy diabłów! - kazać podróżnemu płacić za wszystko, nawet za muchy, które jego pies zjada!

Pomiędzy logiką rewolucji i jej filozofią jest ta różnica, że jej logika może doprowadzić do wojny, filozofia zaś może prowadzić tylko do pokoju.

Pierwszym dowodem miłosierdzia w księdzu, zwłaszcza w biskupie jest ubóstwo.

Na tym świecie, urządzonym tak doskonale,
istnieją szczęśliwi z prawa i szczęśliwi z przypadku.

Oto człowiek, który nie różni się od innych, chodzi, porusza się, i nikt nie wie, że ma w sobie straszliwego pasożyta - boleść stuzębną, która żyje w tym nieszczęśniku i zabija go.

Cokolwiek uczynicie nie zdołacie nigdy unicestwić tej niezniszczalnej resztki ludzkiego serca- miłości.

(...) nędza - niemal zawsze zła macocha- bywa czasami matką; z ubóstwa rodzi się moc ducha i umysłu; nędza jest karmicielką dumy; nieszczęście jest dobrym pokarmem dla wielkich dusz.

- A czy wie jejmościanka, co to jest przyjaźń? – spytał.
- O, tak – odrzekła Cyganka – jest to być siostrą i bratem; dwie dusze stykające się choć niezlewające ze sobą; dwa palce u ręki.
- A miłość? – pytał dalej Gringoire.
- O! Miłość! – zawołała, a głos jej drżał i oko promieniało. – Miłość, to być we dwoje, a być tylko jednym. Mężczyzna i kobieta stopieni w jednego anioła. To niebo.

Przekleństwo! Więc takim trzeba być! więc wystarczy być pięknym po wierzchu!

- Mylisz się, pani Magloire - odrzekł biskup - piękno jest równie przydatne jak rzecz pożyteczna. Może nawet bardziej - dodał po chwili milczenia.

Pewnego rana, budząc się ujrzała na okienku dwa wazony pełne kwiatów, jeden był kryształowy, bardzo ładny i błyszczący, ale nadpęknięty. Wyciekła z niego woda, a kwiaty zaczynały już więdnąć. Drugi był prostym garnkiem glinianym; kwiaty w nim były świeże.

Hałas nie budzi pijaka, budzi go cisza. Nieraz już zauważono tę osobliwość.

Cień namiętności epoki przemknął przez ten umysł łagodny i wielki, zajęty sprawami wiecznymi. Zaiste, człowiek taki zasługiwałby na nieposiadanie poglądów politycznych.

Ale niech się zastanowią ci, którzy odrzucają przyszłość. Mówiąc postępowi: "nie", skazują nie przyszłość, lecz siebie.